03.08.2024, 00:42 ✶
- Cholera, brzmi dobrze. Może powinienem się nie przebranżawiać na aurora - rzucił lekko, bo taki pokój z kocykiem brzmiał w tej chwili tak cholernie dobrze. Ale może zdrzemnie się chociaż na chwileczkę, kiedy już porozmawia z Prewettem. Znowu nastąpiła też krótka chwila ciszy, odpowiednio znacząca by zasugerować, że Bulstrode wyraźnie się waha, rozważając coś w głowie, podczas gdy jednocześnie zaczął mimowolnie wyłamywać po kolei palce obu dłoni.
- Jeśli na Patricka czaszka działała dokładnie tak samo, to słyszeliśmy głosy bliskich albo ważnych dla nas osób, które mówiły o tych wszystkich rzeczach o których nie chcesz słyszeć. Drażniące i żałosne wymawianie tego, że nie jesteś zbyt dobry, że nigdy nikomu nie dorównasz, albo na kimś ci nie zależy. Że... - zmarszczył brwi, czując jak mimowolnie zaciska zaciska jedną z dłoni w pięść, odrobinę zbyt mocno. - nie powinienem w ogóle wrócić z Limbo.
Nie był pewien dlaczego w ogóle jej to mówił, ale naszła go chyba myśl, że wyrzucenie tego z siebie było lepszym pomysłem, niż późniejsze rozpierdolenie czegoś w jego domku. To by dopiero zrobiło Prewettowi cudowną pobudkę. Ale specjalnie też wrzucił do swoich słów Patricka, dzieląc to doświadczenie i rozrzedzając je nieco, zbyt zażenowany by słowami odnieść się tylko i wyłącznie do siebie. Ale na końcu potknął się o swoją własną złość i rozżalenie.
- Pomyślałem nad tym i mam wrażenie, że jeśli aura odpowiednio zadziała i wpasuje się w konkretny sposób, może podsycać tylko coś, co i tak jest już bardzo rozwinięte. Może tak jest w twoim przypadku. Kiedy wcześniej z kimś rozmawiałem i działała na mnie czerń, miałem wrażenie, że ta osoba mnie zdradzi. I nawet wtedy wydawało mi się to odrobinę... dziwne? Ale nie byłem w stanie sprecyzować dlaczego, a to uczucie się utrzymywało. Może gdyby u ciebie magia działała z kimś zupełnie innym, to też by było tak samo, kto wie. Pewnie i tak doczepi się do tego Departament Tajemnic i nigdy się już nie dowiemy czy jest tu jakaś reguła i jak to dokładnie działa - wzruszył ramionami, odrobinę niezadowolony bo gdyby nie ten cholerny Departament Tajemnic to życie byłoby piękniejsze. - Fiolet chroni - zadeklarował, mimowolnie sięgając do tego jednego momentu w kościele, kiedy Patrick upewnił go, że jest bezpieczna. To jaką wtedy poczuł ulgę wydawało mu się zwyczajnie głupie bo przecież widział swoimi własnymi oczami, że nic jej nie było. Ale potrzebował, żeby ktoś mu to powiedział. - Może chodzić o to rzucanie się, że chroni ludzkie życie podbijając dobre emocje. - podparł się dłonią o ziemię, zmieniając położenie i już nie kucając, a zwyczajnie siadając na trawie. Podciągnął nieco nogi i oparł łokcie o kolana. - O co chodzi z tą księżniczką, tak na poważnie? Jaka jest dokładnie ich historia?
- Jeśli na Patricka czaszka działała dokładnie tak samo, to słyszeliśmy głosy bliskich albo ważnych dla nas osób, które mówiły o tych wszystkich rzeczach o których nie chcesz słyszeć. Drażniące i żałosne wymawianie tego, że nie jesteś zbyt dobry, że nigdy nikomu nie dorównasz, albo na kimś ci nie zależy. Że... - zmarszczył brwi, czując jak mimowolnie zaciska zaciska jedną z dłoni w pięść, odrobinę zbyt mocno. - nie powinienem w ogóle wrócić z Limbo.
Nie był pewien dlaczego w ogóle jej to mówił, ale naszła go chyba myśl, że wyrzucenie tego z siebie było lepszym pomysłem, niż późniejsze rozpierdolenie czegoś w jego domku. To by dopiero zrobiło Prewettowi cudowną pobudkę. Ale specjalnie też wrzucił do swoich słów Patricka, dzieląc to doświadczenie i rozrzedzając je nieco, zbyt zażenowany by słowami odnieść się tylko i wyłącznie do siebie. Ale na końcu potknął się o swoją własną złość i rozżalenie.
- Pomyślałem nad tym i mam wrażenie, że jeśli aura odpowiednio zadziała i wpasuje się w konkretny sposób, może podsycać tylko coś, co i tak jest już bardzo rozwinięte. Może tak jest w twoim przypadku. Kiedy wcześniej z kimś rozmawiałem i działała na mnie czerń, miałem wrażenie, że ta osoba mnie zdradzi. I nawet wtedy wydawało mi się to odrobinę... dziwne? Ale nie byłem w stanie sprecyzować dlaczego, a to uczucie się utrzymywało. Może gdyby u ciebie magia działała z kimś zupełnie innym, to też by było tak samo, kto wie. Pewnie i tak doczepi się do tego Departament Tajemnic i nigdy się już nie dowiemy czy jest tu jakaś reguła i jak to dokładnie działa - wzruszył ramionami, odrobinę niezadowolony bo gdyby nie ten cholerny Departament Tajemnic to życie byłoby piękniejsze. - Fiolet chroni - zadeklarował, mimowolnie sięgając do tego jednego momentu w kościele, kiedy Patrick upewnił go, że jest bezpieczna. To jaką wtedy poczuł ulgę wydawało mu się zwyczajnie głupie bo przecież widział swoimi własnymi oczami, że nic jej nie było. Ale potrzebował, żeby ktoś mu to powiedział. - Może chodzić o to rzucanie się, że chroni ludzkie życie podbijając dobre emocje. - podparł się dłonią o ziemię, zmieniając położenie i już nie kucając, a zwyczajnie siadając na trawie. Podciągnął nieco nogi i oparł łokcie o kolana. - O co chodzi z tą księżniczką, tak na poważnie? Jaka jest dokładnie ich historia?