Geraldine była pełna podziwu ile różnych osób znalazło się w tym miejscu. Poza tymi wiłami przecież znajdował się tu chyba zbiór wszystkich niezwykłych umiejętności. Gdyby ktoś chciał zabrać innych na wyprawę do magicznego zoo, to to byłoby właściwie miejsce.
Nie do końca rozumiała to, że na tym spotkaniu zaczęli gadać o fundacji Mulciberów, nie było to tajemnicą, że popierają oni te farmazony o czystości krwi. Czy faktycznie było to odpowiednie miejsce na taki manifest? Przy kartach. Nie wydawało jej się. Zresztą nie wszyscy tutaj obecni mieli jasno określone strony polityczne. Chyba nikt kto myślał racjonalnie nie uwierzyłby w to, że ta cała fundacja nie była przykrywką dla czegoś innego.
- O czym myślę? Wiesz, te trzy to wiły, o ta też, mogą namieszać nam w głowach. - Pokazała dyskretnie głową na Lorraine, Agnis i Camile, i jeszcze Celine. - Poza tym nie wiem jakim cudem, ale zebrało się tutaj całkiem pokaźne grono, łącznie z tobą osób, które mają pewne umiejętności, może ona postanowiła zebrać tu wybryki natury. - Powiedziała jeszcze do Erika. - Jej, przepraszam, mam nadzieję, że nie odbierzesz tego jako coś złego, wiesz że mam do ciebie sentyment i jesteś najfajniejszym wilczkiem jakiego znam. - Erik miał świadomość, jakie umiejętności posiada panna Yaxley, więc nie miała oporu, aby mu opowiadać dalej.
- Bulstrode aurowidz, ale oni wszyscy mają trzecie oko, albo prawie wszyscy. Mamy tu też melidectusa. - Wskazała głową na Lorien nim ta jeszcze wyszła na balkon. - Metamorfomaga, ciekawe, czy jest teraz sobą, czy udaje kogoś innego. - Tutaj przesunęła wzrok na Matthiasa. - Ta kobieta jest czymś, czego nie znam, ale wiem, że też jest z nią coś nie tak. Spotkałam do tej pory tylko jedną osobę, która dawała mi takie dziwne wibracje. - W tym momencie przeniosła wzrok na Urlett. - A i rzeczony Mulciber, wspaniałomyślny, który założył fundację to jasnowidz, ciekawe, czy oszukiwał w kartach. - Trochę niesprawiedliwe by to było.
Wszystkie komentarze powiedziała bardzo cicho, tylko i wyłącznie do Erika, bo ufała mu jak nikomu innemu i wiedziała, że może się tym z nim podzielić.
- Serio, chcesz im coś dorzucać, Brenna cię zamorduje, lepiej wesprzyj jej działania dobroczynne. - Zamierzała być głosem rozsądku swojego przyjaciela.
Wtedy podszedł do niej Anthony, Ger wyprostowała się odruchowo, jak zawsze, gdy podchodził do niej ktoś, kogo nie była pewna, kogo nie znała zbyt dobrze. Wtedy nieco się wycofywała. - Jak najbardziej, zapraszamy. - Dodała z uśmiechem.