Ideały były fundamentami światów, na które Laurenta było stać. I jednocześnie nie mógł sobie na nie pozwolić. Nie powinien sobie na nie pozwalać. Dzieląc świat i życie na bajki i fakty, mity i historie, musiał szukać złotego środka, który pozwoli nie oszaleć. Więc starał się spoglądać na świat trzeźwo, a jednocześnie pływał w złoconych rzekach i oglądał tęczę z kwiecistych pól, nad którymi górowały białe zamki i dumne proporce łopotały na wietrze. To był świat dnia. Był jak róża z ogrodu Małego Księcia - potrzebował czystej wody, potrzebował ciepła słońca, potrzebował komplementów i uwagi. Jego arogancja i narcyzm przecież dorównywały tej róży - ta, którą Astaroth słusznie zauważył, ale które były ledwo kropelką w tym, jak Laurent potrafił funkcjonować. Na zmianę zalewać się łzami i nienawidząc swojego ciała, jak i oglądając się w lustrze, żeby stwierdzać, że jest piękny. Tu nie było żadnego sensu. Ale nie było też sensu w dzieleniu myśli na "chcę mu pomóc" i "chcę go zjeść".
Miał za co przepraszać. W tej swojej głowie wiedział, że powinien poświęcić mu więcej uwagi, ale nie potrafił, nie chciał, nie mógł. To wszystko - to było już za dużo. Za wiele. Tragiczna historia i tragiczne uczucia błąkające się na dnie przeklętego jeziora, w której wziął udział wampir, powinna zostać pogrzebana wraz z mułem - ale nie zostanie. Nie zostanie, bo przecież to nie byłoby sprawiedliwe - Adria i trytony, które za nią wędrowały, miało takie samo prawo do trwania jak każda inna osoba. Miały prawo, żeby nie zostali zapomniani I pewnie nie zostaną. Ulth będzie pielęgnować historię kobiety, która miała być jego następczynią i nie zapomni o nich też Cyril - selkie, którego spotkali. Więc - miał za co przepraszać. Za siebie, za swoją niemoc, egoizm, słabość, jaką się wykazywał, bo chociaż chciał to nie potrafił się już zmusić do mentalnego wysiłku i pozwolić Astarothowi na emocjonalnym oparciu się o niego.
Cierpienie więc hartowało, ale im mocniej hartujesz stal, tym bardziej jest podatna na złamania. Tak samo było z człowiekiem. Niektóre złamania leczyły się dobrze, inne nigdy nie mogły wygoić się do końca. Bolały, przeszkadzały, ludzie nie byli w stanie dalej trenować, ćwiczyć, niektórzy tracili większą władność w nodze czy ręce. Potem okazywało się, że to nie jest tylko jedno złamanie. Ich było kilka. W różnych częściach ciała, w różnych miejscach. I ciągle boli. Jak blizny, które zadane zbyt głęboko bolały w deszczowe i burzowe dni. Astaroth znał smak złamania, które próbowało sparaliżować. Znał smak blizny, która ciągle doskwierała.
- Już... już i tak po wszystkim. - Spróbował się uśmiechnąć między innymi próbami - tymi powstrzymywania łez i wycierania ich. Zatrzymał się jednak w swoim podnoszeniu się - poczekał, aż Astaroth wstanie pierwszy i dopiero wtedy się wygramolił. Mimo ego, jak ważył swoje gesty, jakiej staranności dokładał do swoich kroków, teraz były one wręcz pokraczne. Nawet nie próbował się kryć,
że szukał oparcia w Astarothcie i od razu przyjął chętnie jego pomoc. Pokiwał twierdząco głową. Chciał spać. Chciał się położyć, chciał, żeby nastał nowy dzień. Kolejny poranek. żeby ten dzień się skończył. A może skończy się ten świat? Ale to były zbyt ponure życzenia, żeby zawitały do świata, w których trzymały go nagrzane od kąpieli ramiona.
- A t-teraz potrzebujesz sp-spać? - Przytrzymał ręcznik wokół siebie i skierował się wolno do wieszaka, gdzie wisiał jego szlafrok. Drugi wyciągnął dla Astarotha - cienki kaszmir, bo w końcu było lato. Podał świeży ręcznik ze szlafrokiem wampirowi. Co prawda proponowany szlafrok był za mały - jak na szlafrok, który powinien oferować dużą swobodę. I nawet nie chodziło o wzrost - 10cm robiło różnicę, ale nie aż tak diametralną. Raczej chodziło o różnicę ich budowy ciała. Szerokości ramion Astarotha - chociażby. Pokiwał znowu twierdząco głową, kiedy powiedział, że zostanie i będzie mu słodko szeptał do uszka. - Tak, zostań, proszę... proszę... - Przytrzymał jego dłoń. - Kosmate... myśli? - Powtórzył trochę nie rozumiejąc o co chodzi. - Hipisów? - Oj, trudne się wylosowało.
- Przeprasza, że przeszkadza... - Migotek pojawił się znów. - Migotek przygotował Pana ubrania. Migotek je wyczyścił i wyprał, wysuszył i złożył. Czy panu ma Migotek przynieść?