Nie był to jakiś specjalnie przemyślany wybór. Pojawiali się wszędzie, czasem w Little Hangleton, czasem w Dolinie, teraz padło na Londyn. Musieli jakoś zarabiać na ten cały cyrk, a Londyn na wakacjach był chyba najbardziej obleganym miejscem, w końcu pojawiali się tutaj turyści z całego świata, jakby nie patrzeć była to stolica.
- To prawda, teraz jest dosyć bardzo niebezpiecznie, ale dlatego jesteśmy, żeby chociaż trochę rozluźnić atmosferę. - Rzuciła z uśmiechem na twarzy. Fiery zdawała sobie sprawę z zagrożenia, jakie czaiło się za rogiem, szczególnie przez to, że cyrk był pełen mugolaków, ale mieliby się ukrywać? Zmienić swoje życie? To było niedopuszczalne, chowanie głowy w piasek. Zresztą niech tylko śmierciożercy spróbują zaatakować ich dom, na pewno nie wyjdą z tego miejsca w jednym kawałku. Cyrkowcy bowiem byli pełni niespodzianek.
Nie widać było po pannie Bell, że szczególnie się stresuje tym, co się dzieje na świecie. Może był to tylko pozory, a może przywykła do tego, że nic nie jest stałe, że ciągle mogą się pojawić jakieś zmiany.
- Nasze występy nie są tylko dla czarodziejów, organizujemy też pokazy dla mugoli, poza tym od czasu do czasu, kto może łapie się innych zajęć. Ja na przykład czasem tresuję stworzenia za drobną opłatą. - Cóż, skoro Erik się tym zainteresował, to zamierzała mu nieco opowiedzieć o tym, jak wygląda ich życie. Nie miała przed tym szczególnych oporów, wyglądał jej bowiem na całkiem poczciwego człowieka. - Zdarza nam się również występować na jakichś prywatnych wydarzeniach, większych, czy mniejszych i tak się kręci to wszystko. - Nie wyglądało na to, że narzeka na taki styl życia, przywykła do tego jak wygląda, a nawet to pokochała.
- Mam nadzieję, że wszystko panu wyjaśniłam, jeśli tak, to może odprowadzę do wyjścia? - Nie usłyszała odmowy, więc przeszła się jeszcze z Erikiem między wozami, aby ułatwić mu wydostanie się z tego miejsca, nie było to wcale takie proste, bo bardzo łatwo można się było zgubić między tymi podobnie do siebie wyglądającymi kontenerami.