03.08.2024, 19:25 ✶
Tak jak wcześniej błądził spojrzeniem raczej dookoła nich, gdzieś między cieniami ośrodka szukając chyba inspiracji do lepszego ubrania w słowa tego, co chodziło mu po głowie, tak kiedy wreszcie się odezwała, poświęcił jej całą swoją uwagę. Spojrzał jej w oczy, niemrawy i nieco obojętny w mimice twarzy, boleśnie wręcz świadomy tego że miała rację. Czaszka jednak najwyraźniej została zaprojektowana tak, żeby jak najskuteczniej wślizgnąć się do czyjejś głowy i narobić w niej zamieszania. Nie wiedział tego, ale gdyby folgował swoim napadom złości również za pomocą różdżki, jeśli jego magia spaczyłaby go tylko odrobinę bardziej, pewnie już wcześniej słyszałby jej działanie. Wbrew pozorom to nigdy nie było tak, że Atreusa absolutnie nigdy nie obchodziło cudze zdanie - zazwyczaj jednak zwyczajnie się nim nie przejmował, zbyt skoncentrowany na tym, co aktualnie robił. Mówił sobie, że ewentualnymi konsekwencjami będzie martwił się potem, ale nigdy tak nie było. Kiedy jednak na żywo doświadczał wszystkich tych komentarzy pod swoim adresem, to było jak moment rozliczenia z przemyśleń zostawionych na później. Z momentów kiedy podejmował decyzje, by nigdy ich nie usłyszeć.
Najdziwniej układało się w nim to, co powiedział jej głos. Wszystko inne w dziwny sposób był w stanie zaakceptować i z łatwością odnaleźć tego źródło. Ale ona? Jakkolwiek nie obrałaby tego w głowie, zwyczajnie się nie znali. Nie wiedział co tak naprawdę o nim sądziła, a aury nie pozwalały odczytywać również myśli. Drażniło go to - że wyglądało to tak, jakby najbardziej zależało mu na słowach kogoś, z kim swojej relacji nie był w najmniejszym stopniu pewien.
- Wiem - rzucił sucho. - I to jest chyba najgorsze. Wiem, ale faktycznie ktokolwiek stworzył te czaszkę musiał być naprawdę oddany swoim pomysłom, bo wyszło mu to cholernie dobrze - westchnął. Powinni wrócić, ale pamiętał że niekoniecznie tego chciał, kiedy znajdowali się w Limbo. Błękitny płomień, który otaczał krzew był przecież tak kuszący. Obietnica spełnienia wydawała się tak prosta i banalna w swojej formie, ale czego by chcieć więcej? Podejrzewał, że gdyby nie Victoria, nigdy już by się nie obudził i nawet Arcykapłanka nic by na to nie poradziła.
Ale na koniec kąciki jego ust i tak drgnęły ku górze w szczerym uśmiechu.
- Po co ją w ogóle palił? W sensie, chciał zasilić źródło mocy dla własnej fantazji czy faktycznie coś tutaj działo się takiego, że potrzebowali interwencji?
Najdziwniej układało się w nim to, co powiedział jej głos. Wszystko inne w dziwny sposób był w stanie zaakceptować i z łatwością odnaleźć tego źródło. Ale ona? Jakkolwiek nie obrałaby tego w głowie, zwyczajnie się nie znali. Nie wiedział co tak naprawdę o nim sądziła, a aury nie pozwalały odczytywać również myśli. Drażniło go to - że wyglądało to tak, jakby najbardziej zależało mu na słowach kogoś, z kim swojej relacji nie był w najmniejszym stopniu pewien.
- Wiem - rzucił sucho. - I to jest chyba najgorsze. Wiem, ale faktycznie ktokolwiek stworzył te czaszkę musiał być naprawdę oddany swoim pomysłom, bo wyszło mu to cholernie dobrze - westchnął. Powinni wrócić, ale pamiętał że niekoniecznie tego chciał, kiedy znajdowali się w Limbo. Błękitny płomień, który otaczał krzew był przecież tak kuszący. Obietnica spełnienia wydawała się tak prosta i banalna w swojej formie, ale czego by chcieć więcej? Podejrzewał, że gdyby nie Victoria, nigdy już by się nie obudził i nawet Arcykapłanka nic by na to nie poradziła.
Ale na koniec kąciki jego ust i tak drgnęły ku górze w szczerym uśmiechu.
- Po co ją w ogóle palił? W sensie, chciał zasilić źródło mocy dla własnej fantazji czy faktycznie coś tutaj działo się takiego, że potrzebowali interwencji?