03.08.2024, 19:47 ✶
Jonathan rzeczywiście nic nie proponował. Jeszcze. Czasem rozmowa z kimś, kto w przeciwieństwie do niego samego, nie potrafił odczytywać aur i nici, była jak zetknięcie się dwóch różnych światów. Selwyn doskonale rozumiał pewną niechęć do podglądania cudzych emocji i dlatego absolutnie nie chwalił się tym na lewo i prawo, ale jednak... Jednak sam by chyba oszalał, gdyby miał nagle stracić swój dar i nigdy więcej nie móc tego robić. Tak jakby nagle stracił jeden znaczący zmysł, niezbędny do poznawania świata. Skinął jednak głową na znak, że tego nie zrobi. Jedynie upewni się, czy ten cały delikwent nie miał jeszcze innych romantycznych nici. A potem jeszcze sprawdzi, jeśli je niał, czy zamierzał coś z nimi robić, czy skupić się na Anthonym. A potem... Zaraz. Przecież on dalej nie wiedział, jak ten cały Romeo się nazywał.
— Wiesz, mój drogi i tak mi byłoby ciężko sprawdzić jego nici, gdy dalej nie wiem jak się nazywa – powiedział uśmiechnięty, udając że wcale nie czeka tylko, aż padnie konkretne imię.
Zamyślił się na chwilę i popatrzył w sufit.
– Czasem lepiej żyć teraźniejszością – zgodził się, bo prawdę mówiąc to był jego sposób na życie. Może była to kwestia specyfiki jego trzeciego oka, skupionej na tym co się działo teraz, a może po prostu jego podejście do życia. Spochmurniał i ponownie przeniósł wzrok na przyjaciela. Szkoda tylko, że teraz zarówno przyszłość jak i przeszłość brudziły kolorową teraźniejszość smutnymi barwami.
Chyba nie udało mu się powstrzymać cichego śmiechu, słysząc że nie zajęłoby mu to aż sześciu lat. To znaczy, była to jakaś prawda, bo zauroczenie, którym kiedyś darzył Anthony'ego zdecydowanie nie trwało aż tyle, ale było coś zabawnego w tym, że wciąż się do tego przyjacielowi nie przyznał, a minęło zdecydowanie więcej, niż sześć lat.
– Obawiam się przyjacielu, że niestety rzeczywiście najprościej byłoby go o to zapytać – powiedział, bardzo przyziemnie, jak na siebie samego. Oh, oczywiście, lawirowanie w tańcu uczuć i niedopowiedzeń mogło być czymś absolutnie cudownym, ale... Na scenie. Nie chciał tak tańczyć z Charlotte, chciał to wyjaśnić. Ale też nie chciał tego wyjśnić. – Co do Lottie... Jestem pewny, że jedynie popukałaby się w głowę. Wiesz, najśmieszniejsze w tym jest to, że wiem, że jej pocałunek był bardzo... Sytuacyjny. I pewnie nic bym o tym nie myślał, gdyby nie to, że potem ona się teleportowała, ja się teleportowałem, pomyślałem chwilę i ja ją pocałowałem. – Co chyba już sytuacyjne nie było. – A jeszcze próbowałem wypytać delikatnie Jessiego, czy nie jest na mnie bardziej zirytowany niż zwykle i tylko sprawiłem, że się zaczął martwić, że coś się dzieje.
Nie była to najlepiej przeprowadzona przez niego dyskretna akcja.
Śladem za przyjacielem westchnął ciężko. Zdecydowanie bardziej wolał rozmawiać o jego rozterkach miłosnych, niż Mediolanie, czy, co gorsza, wampirze, przez którego w ogóle tutaj przyszedł.
– Anthony, proszę cię. Nawet na scenie w konkursie łuczniczym nie byłeś w stanie zrobić z siebie błazna. Mówisz, że to dopiero pierwsza oficjalna randka. Daj temu czas. Nie od razu plan Kambodża zbudowano. Załóż dobry garnitur, uśmiechnij się do niego, powiedz mu o smokach i po prostu baw się dobrze. Przecież chciałeś żyć teraźniejszością.
— Wiesz, mój drogi i tak mi byłoby ciężko sprawdzić jego nici, gdy dalej nie wiem jak się nazywa – powiedział uśmiechnięty, udając że wcale nie czeka tylko, aż padnie konkretne imię.
Zamyślił się na chwilę i popatrzył w sufit.
– Czasem lepiej żyć teraźniejszością – zgodził się, bo prawdę mówiąc to był jego sposób na życie. Może była to kwestia specyfiki jego trzeciego oka, skupionej na tym co się działo teraz, a może po prostu jego podejście do życia. Spochmurniał i ponownie przeniósł wzrok na przyjaciela. Szkoda tylko, że teraz zarówno przyszłość jak i przeszłość brudziły kolorową teraźniejszość smutnymi barwami.
Chyba nie udało mu się powstrzymać cichego śmiechu, słysząc że nie zajęłoby mu to aż sześciu lat. To znaczy, była to jakaś prawda, bo zauroczenie, którym kiedyś darzył Anthony'ego zdecydowanie nie trwało aż tyle, ale było coś zabawnego w tym, że wciąż się do tego przyjacielowi nie przyznał, a minęło zdecydowanie więcej, niż sześć lat.
– Obawiam się przyjacielu, że niestety rzeczywiście najprościej byłoby go o to zapytać – powiedział, bardzo przyziemnie, jak na siebie samego. Oh, oczywiście, lawirowanie w tańcu uczuć i niedopowiedzeń mogło być czymś absolutnie cudownym, ale... Na scenie. Nie chciał tak tańczyć z Charlotte, chciał to wyjaśnić. Ale też nie chciał tego wyjśnić. – Co do Lottie... Jestem pewny, że jedynie popukałaby się w głowę. Wiesz, najśmieszniejsze w tym jest to, że wiem, że jej pocałunek był bardzo... Sytuacyjny. I pewnie nic bym o tym nie myślał, gdyby nie to, że potem ona się teleportowała, ja się teleportowałem, pomyślałem chwilę i ja ją pocałowałem. – Co chyba już sytuacyjne nie było. – A jeszcze próbowałem wypytać delikatnie Jessiego, czy nie jest na mnie bardziej zirytowany niż zwykle i tylko sprawiłem, że się zaczął martwić, że coś się dzieje.
Nie była to najlepiej przeprowadzona przez niego dyskretna akcja.
Śladem za przyjacielem westchnął ciężko. Zdecydowanie bardziej wolał rozmawiać o jego rozterkach miłosnych, niż Mediolanie, czy, co gorsza, wampirze, przez którego w ogóle tutaj przyszedł.
– Anthony, proszę cię. Nawet na scenie w konkursie łuczniczym nie byłeś w stanie zrobić z siebie błazna. Mówisz, że to dopiero pierwsza oficjalna randka. Daj temu czas. Nie od razu plan Kambodża zbudowano. Załóż dobry garnitur, uśmiechnij się do niego, powiedz mu o smokach i po prostu baw się dobrze. Przecież chciałeś żyć teraźniejszością.