03.08.2024, 22:15 ✶
Bajka trwała, a ja ryzykowałem trochę za bardzo, za bardzo sobie ufałem, za blisko, zbyt intymnie spędzałem czas z Laurentem. Co prawda, mój umysł był w tej chwili odwrócony od flirtów, od pieszczot, skupiony bardziej na jego bólu i troskach, na jego rozpaczy. Może to właśnie pomagało? O zgrozo! Smutek mógł pomagać? Najwyraźniej. Ta taktowność, którą w sobie miałem. Ta wrażliwość, która nakazywała mi wspierać, zamiast wykorzystywać sytuację. A miałem taką możliwość, miałem taka możliwość, ale jej nie wykorzystałem. Pozwoliłem Laurentowi podjąć decyzję i tyle. Nie było więcej myśli, więcej pokus. Dobrze.
A teraz obejmowałem go. Pozornie ciepłymi ramionami. Obawiałem się o niego. Dziwiło mnie to, że nie było tu rzeszy ludzi gotowych go pocieszać, wspierać... Czy to dlatego, że pozostał ze mną w wodzie? Wszyscy się po prostu rozpierzchli? Czy tak naprawdę był samotny i za bardzo nie miał lepszych wariantów na tę noc niż moje towarzystwo? A może pomimo wampiryzmu wciąż pozostawałem zjadliwym towarzystwem...? Byłoby super tak myśleć, że byli jeszcze ze mnie ludzie, że jeszcze mogłem mieć przyjaciół, że mogłem wieść... normalne życie...? Może bez przesady.
- Płacz. Bez obaw - wyszeptałem do niego, pochylając się nieco by ucałować jedną z tych łez, a może jeden z tych policzków, po którym śmiała spłynąć. - Taki również jesteś piękny - dodałem szeptem, z lekkim uśmiechem. Delikatnym. Pokrzepiającym.
Byłem tak blisko, za blisko, a jednak tak całkowicie normalnie. Jak gdybym wcale nie był trupem. Nawet byłem jeszcze przyjemnie ciepły... Jeszcze.
- Trochę... Ale nie muszę spać, ewentualnie mogę - odpowiedziałem, puszczając go niepewnie, ale chyba już czuł się na siłach stać. Przyjąłem od niego ręcznik. Tak, ręcznik. Matko Najświętsza, zdążyłem zapomnieć, że istniało coś takiego jak suchość. Zapewne będę się czuł teraz dziwnie, jakbym znalazł się w kompletnie innym świecie, ale i tak wytarłem się czym prędzej. Tak, potrzebowałem tego. A tego ciasnego szlafroka niekoniecznie, ale zarzuciłem go na siebie i modliłem w duchu, żeby go nie rozerwać w barkach.
- Jak wyglądam?! - zapytałem, rzecz jasna pozwalając sobie na drobną pozę godną modelki. Zrobiłem to by zrobić z siebie głupka, wywołać chociaż drobny uśmiech na ustach Laurenta. Ścisnąłem jego dłoń dla oznaki wsparcia, potwierdzenia, że tu jestem, że nigdzie się nie wybieram i nieco się zmieszałem, kiedy z dupy strony pojawił się skrzat. Migotek. Bohater mój, ale mógł mnie nie zaskakiwać w takim stanie.
- Te ubrania się nadają jeszcze do czegokolwiek? - zapytałem zaskoczony, bo nie spodziewałem się, że po tej zbyt długiej kąpieli w jeziorze i szarpaninie były jeszcze użyteczne. A te plamy krwi? Były tam jakieś plamy krwi?! Miałem nadzieję, że ten Migotek nie był taki w ciemię bity i nie przyniesie tu Laurentowi pod nos ubrań w czerwone łaciate plamki.
- Bardziej przydałaby mi się piżama, żebym nie kusił cię do... niczego - zaproponowałem, patrząc już na Laurenta. I przy okazji żeby nie czuł mojego zimna, kiedy już nie będę oddawał ciepła wody. To było zdecydowanie strategiczne posunięcie. - I cztery szklanki szkockiej. Trzeba wypić za gorące kąpiele i za bohaterskość Migotka. Niezaprzeczalnie.
A hipisi... A precz! Kysz! Jednak nie pasowali do tej bajki. Janis zostawimy. Wróci do nas z zaświatów, żeby śpiewać na królewskim ślubie. Ale to z kolei dopiero za kilkanaście odcinków może.
A teraz obejmowałem go. Pozornie ciepłymi ramionami. Obawiałem się o niego. Dziwiło mnie to, że nie było tu rzeszy ludzi gotowych go pocieszać, wspierać... Czy to dlatego, że pozostał ze mną w wodzie? Wszyscy się po prostu rozpierzchli? Czy tak naprawdę był samotny i za bardzo nie miał lepszych wariantów na tę noc niż moje towarzystwo? A może pomimo wampiryzmu wciąż pozostawałem zjadliwym towarzystwem...? Byłoby super tak myśleć, że byli jeszcze ze mnie ludzie, że jeszcze mogłem mieć przyjaciół, że mogłem wieść... normalne życie...? Może bez przesady.
- Płacz. Bez obaw - wyszeptałem do niego, pochylając się nieco by ucałować jedną z tych łez, a może jeden z tych policzków, po którym śmiała spłynąć. - Taki również jesteś piękny - dodałem szeptem, z lekkim uśmiechem. Delikatnym. Pokrzepiającym.
Byłem tak blisko, za blisko, a jednak tak całkowicie normalnie. Jak gdybym wcale nie był trupem. Nawet byłem jeszcze przyjemnie ciepły... Jeszcze.
- Trochę... Ale nie muszę spać, ewentualnie mogę - odpowiedziałem, puszczając go niepewnie, ale chyba już czuł się na siłach stać. Przyjąłem od niego ręcznik. Tak, ręcznik. Matko Najświętsza, zdążyłem zapomnieć, że istniało coś takiego jak suchość. Zapewne będę się czuł teraz dziwnie, jakbym znalazł się w kompletnie innym świecie, ale i tak wytarłem się czym prędzej. Tak, potrzebowałem tego. A tego ciasnego szlafroka niekoniecznie, ale zarzuciłem go na siebie i modliłem w duchu, żeby go nie rozerwać w barkach.
- Jak wyglądam?! - zapytałem, rzecz jasna pozwalając sobie na drobną pozę godną modelki. Zrobiłem to by zrobić z siebie głupka, wywołać chociaż drobny uśmiech na ustach Laurenta. Ścisnąłem jego dłoń dla oznaki wsparcia, potwierdzenia, że tu jestem, że nigdzie się nie wybieram i nieco się zmieszałem, kiedy z dupy strony pojawił się skrzat. Migotek. Bohater mój, ale mógł mnie nie zaskakiwać w takim stanie.
- Te ubrania się nadają jeszcze do czegokolwiek? - zapytałem zaskoczony, bo nie spodziewałem się, że po tej zbyt długiej kąpieli w jeziorze i szarpaninie były jeszcze użyteczne. A te plamy krwi? Były tam jakieś plamy krwi?! Miałem nadzieję, że ten Migotek nie był taki w ciemię bity i nie przyniesie tu Laurentowi pod nos ubrań w czerwone łaciate plamki.
- Bardziej przydałaby mi się piżama, żebym nie kusił cię do... niczego - zaproponowałem, patrząc już na Laurenta. I przy okazji żeby nie czuł mojego zimna, kiedy już nie będę oddawał ciepła wody. To było zdecydowanie strategiczne posunięcie. - I cztery szklanki szkockiej. Trzeba wypić za gorące kąpiele i za bohaterskość Migotka. Niezaprzeczalnie.
A hipisi... A precz! Kysz! Jednak nie pasowali do tej bajki. Janis zostawimy. Wróci do nas z zaświatów, żeby śpiewać na królewskim ślubie. Ale to z kolei dopiero za kilkanaście odcinków może.