04.08.2024, 01:44 ✶
Zeskoczyła po schodkach i ruszyła obok niego we wskazanym przez siebie kierunku. Cała posiadłość była okropnie zarośnięta i zaniedbana. Szczególnie od zewnątrz, ale chyba takie Dora odnosiła wrażenie, bo bardziej zdawała się zwracać na to uwagę. W środku po prostu było pełno kurzu, nic czego nie można by usunąć paroma zaklęciami. No, może poza poltergeistem na strychu.
- Myślę, że nie ma to większego znaczenia... Ważne, żeby zaznali teraz spokoju i żeby już nikt więcej im go nie zakłócał - mimowolnie nie chciała ich rozdzielać, na ją i jego. Pewnie mogliby sprawdzić widmowidzeniem resztki ubrania, które szkielet miał na sobie, ale czy to w ogóle było ważne? Ta wiedza w niczym nie przyczyniłaby się zmarłym, a jedynie służyłaby temu, by uspokoić niepokój żywych. Chciała myśleć, że ktokolwiek nie był niesiony przez Thomasa w worku, nosił w sobie pamięć tego drugiego i zakopując go, oddadzą spokój obydwojgu.
- Hm, lepiej. To nic takiego, tylko trochę boli. Może nawet jutro już będzie o niebo lepiej - spojrzała mimowolnie na zabandażowaną dłoń, przyglądając jej się przez chwilę. - Musiałam chyba źle związać zaklęcie, albo z jakiegoś powodu magia była niestabilna i się odbiła - wytłumaczyła, ale teorię co do tego dlaczego tak się stało, zostawiła już dla siebie. Czuła się silnie przekonana, że chodziło o to jakie zaklęcie w ogóle próbowała rzucić. Takie, które w pewien sposób sprzeniewierzało się temu, co zwykle starała się robić. Chciała zniszczyć, a przecież robiła wszystko po to, żeby tworzyć i chronić. - Na szczęście nie byłam sama i wszyscy sobie bardzo ładnie poradziliśmy mimo tego. Szczególnie Heather. Trochę mi teraz bardzo głupio, że jej nie posłuchaliśmy wcześniej, jeszcze w domku. Bo miała rację i mogliśmy się bardziej pośpieszyć...
- Myślę, że nie ma to większego znaczenia... Ważne, żeby zaznali teraz spokoju i żeby już nikt więcej im go nie zakłócał - mimowolnie nie chciała ich rozdzielać, na ją i jego. Pewnie mogliby sprawdzić widmowidzeniem resztki ubrania, które szkielet miał na sobie, ale czy to w ogóle było ważne? Ta wiedza w niczym nie przyczyniłaby się zmarłym, a jedynie służyłaby temu, by uspokoić niepokój żywych. Chciała myśleć, że ktokolwiek nie był niesiony przez Thomasa w worku, nosił w sobie pamięć tego drugiego i zakopując go, oddadzą spokój obydwojgu.
- Hm, lepiej. To nic takiego, tylko trochę boli. Może nawet jutro już będzie o niebo lepiej - spojrzała mimowolnie na zabandażowaną dłoń, przyglądając jej się przez chwilę. - Musiałam chyba źle związać zaklęcie, albo z jakiegoś powodu magia była niestabilna i się odbiła - wytłumaczyła, ale teorię co do tego dlaczego tak się stało, zostawiła już dla siebie. Czuła się silnie przekonana, że chodziło o to jakie zaklęcie w ogóle próbowała rzucić. Takie, które w pewien sposób sprzeniewierzało się temu, co zwykle starała się robić. Chciała zniszczyć, a przecież robiła wszystko po to, żeby tworzyć i chronić. - Na szczęście nie byłam sama i wszyscy sobie bardzo ładnie poradziliśmy mimo tego. Szczególnie Heather. Trochę mi teraz bardzo głupio, że jej nie posłuchaliśmy wcześniej, jeszcze w domku. Bo miała rację i mogliśmy się bardziej pośpieszyć...
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.