04.08.2024, 02:18 ✶
Wzdrygnął się na określenie podobnego zdarzenia ''grą terenową''. Parę tygodni wcześniej wziął udział w jednej z nich razem z Perseuszem Blackiem, co by wejść w czerwiec z przytupem po stosunkowo smutnym okresie majowym, który spędził przede wszystkim na żałobie po Derwinie i porządkowaniu spraw w pracy związanych z następstwami wydarzeń na Beltane. Tamten wypad... Nie skończył się dobrze. Raczej mało kto chciałby natknąć się w lesie na dziką sklątkę tylnowybuchową, a potem zgubić się w lesie na tyle, aby musieć spędzić noc w jakiejś norze czy gawrze.
Erik pokręcił powoli głową. Och, nie. Nie miał na myśli czegoś takiego. Prędzej nazwałby coś takiego ''rozgrywką towarzyską'' z naciskiem na otoczenie. W teatrze przynajmniej nie ma żadnej podejrzanej hodowli magicznych stworzeń, pomyślał, starając się jednak nie wyobrażać, jak wyglądałby udział sklątki czy innej salamandry ognistej w tego typu przedstawieniu. Ugh, w tym momencie wyobraźnia Longbottoma zdecydowanie nie pomagała. Mężczyzna wziął głęboki oddech, starając się skupić na tym, co było tu i teraz.
— Ciężko trzymać się ciągle zasad gry, gdy spędza się noc w towarzystwie kogoś, kto potrafi je nadzwyczaj zręcznie naginać do swoich potrzeb, aby osiągnąć... wymierne korzyści — odbił piłeczkę, celowo malując mężczyznę jako buntownika, dla którego granice w pewnych kwestiach były dosyć umowne. — Tylko czasami?? — Zamrugał, rozchylając usta w zdumieniu. Spojrzał na Anthony'ego takim wzrokiem, jakby właśnie oświadczył mu, że obecna Ministra Magii składała mu nieprzyzwoite propozycje, a przy okazji oświadczyła, że jest Nobbym Leachem w przebraniu. — Że też ja się dziwię, że udało im się ciebie porwać... Skoro ledwo mnie słuchasz, to odprawy bezpieczeństwa z czasów naszych delegacji pewnie już dawno wyparowały ci z głowy.
Wprawdzie kwestie zabezpieczeń poszczególnych lokali, miejsc spotkań, jak i hoteli spadały na barki jego i potencjalnie innych pracowników oddelegowanych do ochrony dyplomatów brytyjskiego Ministerstwa Magii za granicą, tak Anthony z pewnością miał okazje parę razy usłyszeć, jak powinien osobiście dbać o swój dobrostan. I nie chodziło w tym wcale o wymykanie się do barów pod osłoną nocy czy nieuważne korzystanie z punktów teleportacyjnych rozsianych po miejscowościach turystycznych, jakie zdarzało im się odwiedzać. Chodziło też o zwykły instynkt samozachowawczy.
— Obecnie? Przede wszystkim zwiędnięty — odparł bez zająknięcia, odwzajemniając szeroki uśmiech Antoniusza. — Twoje sumienie toczy choroba. Magazynujesz materiały, które mogłyby pogrążyć rządowe siły bezpieczeństwa, które godzą w dobre imię jednego z bardziej prominentnych rodów współczesnej socjety... A podobno czysta krew powinna trzymać się razem.
Zacmokał z udawanym rozczarowaniem. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie takiej odpowiedzi oczekiwał jego towarzysz. Zapewne liczył na coś bardziej poetyckiego, wypełnionego dwuznacznością i nawiązującego do ich wspólnej przeszłości. Kłębiące się w nim emocje musiały jednak znaleźć jakiejś ujście, a to sprawiło, że... Miał ochotę po prostu ciągnąć ten prosty żart w nieskończoność, gasząc entuzjazm Anthony'ego tylko po to, aby zaraz go rozpalić, podpalając lont jego reakcji.
— Niech będzie — przystał z łaską na jego propozycję, wykonując teatralny młynek oczami. — Tylko... Chyba będziesz musiał mi pomóc z guzikami od koszuli. — Ściszył nieco głos, brzmiąc, jakby nagle zaczął się czegoś wstydzić. — Chyba za bardzo mi palce latają. Bez ciebie będę się z tym męczył do rana.
Jakby na dowód swej nieporadności zaczął rozpinać guziki koszuli od dołu, co jednak szło mu dosyć opornie. A przynajmniej starał się, aby tak to wyglądało. Mniej więcej w połowie poddał się i wbił w Shafiqa błagalny wzrok, jakby był jego jedyną i zarazem ostatnią nadzieją.
Erik pokręcił powoli głową. Och, nie. Nie miał na myśli czegoś takiego. Prędzej nazwałby coś takiego ''rozgrywką towarzyską'' z naciskiem na otoczenie. W teatrze przynajmniej nie ma żadnej podejrzanej hodowli magicznych stworzeń, pomyślał, starając się jednak nie wyobrażać, jak wyglądałby udział sklątki czy innej salamandry ognistej w tego typu przedstawieniu. Ugh, w tym momencie wyobraźnia Longbottoma zdecydowanie nie pomagała. Mężczyzna wziął głęboki oddech, starając się skupić na tym, co było tu i teraz.
— Ciężko trzymać się ciągle zasad gry, gdy spędza się noc w towarzystwie kogoś, kto potrafi je nadzwyczaj zręcznie naginać do swoich potrzeb, aby osiągnąć... wymierne korzyści — odbił piłeczkę, celowo malując mężczyznę jako buntownika, dla którego granice w pewnych kwestiach były dosyć umowne. — Tylko czasami?? — Zamrugał, rozchylając usta w zdumieniu. Spojrzał na Anthony'ego takim wzrokiem, jakby właśnie oświadczył mu, że obecna Ministra Magii składała mu nieprzyzwoite propozycje, a przy okazji oświadczyła, że jest Nobbym Leachem w przebraniu. — Że też ja się dziwię, że udało im się ciebie porwać... Skoro ledwo mnie słuchasz, to odprawy bezpieczeństwa z czasów naszych delegacji pewnie już dawno wyparowały ci z głowy.
Wprawdzie kwestie zabezpieczeń poszczególnych lokali, miejsc spotkań, jak i hoteli spadały na barki jego i potencjalnie innych pracowników oddelegowanych do ochrony dyplomatów brytyjskiego Ministerstwa Magii za granicą, tak Anthony z pewnością miał okazje parę razy usłyszeć, jak powinien osobiście dbać o swój dobrostan. I nie chodziło w tym wcale o wymykanie się do barów pod osłoną nocy czy nieuważne korzystanie z punktów teleportacyjnych rozsianych po miejscowościach turystycznych, jakie zdarzało im się odwiedzać. Chodziło też o zwykły instynkt samozachowawczy.
— Obecnie? Przede wszystkim zwiędnięty — odparł bez zająknięcia, odwzajemniając szeroki uśmiech Antoniusza. — Twoje sumienie toczy choroba. Magazynujesz materiały, które mogłyby pogrążyć rządowe siły bezpieczeństwa, które godzą w dobre imię jednego z bardziej prominentnych rodów współczesnej socjety... A podobno czysta krew powinna trzymać się razem.
Zacmokał z udawanym rozczarowaniem. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie takiej odpowiedzi oczekiwał jego towarzysz. Zapewne liczył na coś bardziej poetyckiego, wypełnionego dwuznacznością i nawiązującego do ich wspólnej przeszłości. Kłębiące się w nim emocje musiały jednak znaleźć jakiejś ujście, a to sprawiło, że... Miał ochotę po prostu ciągnąć ten prosty żart w nieskończoność, gasząc entuzjazm Anthony'ego tylko po to, aby zaraz go rozpalić, podpalając lont jego reakcji.
— Niech będzie — przystał z łaską na jego propozycję, wykonując teatralny młynek oczami. — Tylko... Chyba będziesz musiał mi pomóc z guzikami od koszuli. — Ściszył nieco głos, brzmiąc, jakby nagle zaczął się czegoś wstydzić. — Chyba za bardzo mi palce latają. Bez ciebie będę się z tym męczył do rana.
Jakby na dowód swej nieporadności zaczął rozpinać guziki koszuli od dołu, co jednak szło mu dosyć opornie. A przynajmniej starał się, aby tak to wyglądało. Mniej więcej w połowie poddał się i wbił w Shafiqa błagalny wzrok, jakby był jego jedyną i zarazem ostatnią nadzieją.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞