04.08.2024, 12:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2024, 18:32 przez Thomas Figg.)
Zaśmiał się na pytanie Guinevere na temat tego czy nie przeszkadza im ten ciągły deszcz i ponury wygląd ich krainy, aż rozbawiony pokiwał głową. To było w sumie takie typowe, ludzi zawsze dziwi to co nie jest dla nich normalne i nie są do tego przyzwyczajeni.
- Szczerze to nie, nauczyliśmy się z tym żyć, jak wy tutaj nauczyliście się żyć jak na patelni pozostawionej na ogniu - odpowiedział powtarzając wcześniejsze porównanie. - Dla kogoś kto wychował się w miejscu gdzie słońce świeci przez większość czasu rozumiem, że możesz odbierać Anglię jako smutne miejsce - odpowiedział już całkiem spokojnie.
- Ale bym teraz zjadł bekon - jęknął na wspomnienie kobiety o jedzeniu, mógł jednak zjeść nieco więcej na śniadanie niż zjadł, po co stwierdzał głupio, że z niepełnym brzuchem będzie mu się lepiej pracowało.
- Nie wiem, chyba tak, w sensie nie że prosto z rzeki, ale wodę pochodzącą z Nilu już tak - odpowiedział zgodnie z prawdą, bo nie zawsze był pewien, zresztą chyba na pożegnanie ostatnim razem dostał właśnie wodę z Nilu, jako wróżbę, że wróci tu jeszcze. Cóż, ze Thomas wróci było bardziej niż pewne, chyba w żadnym innym kraju nie znajdowało się tak dużo nadal nieodkrytych miejsc spoczynku królów, które naszpikowane były klątwami i pułapkami.
- No dobra, masz rację, to raczej miał być korytarz na jednorazową drogę, a nie do codziennego podróżowania nimi - zgodził się z panną McGonagall, grobowce nie mięły być miejsce, gdzie codziennie pielgrzymowali Egipcjanie, inaczej te wszystkie pułapki już dawno by zostały zużyte.
- No chyba nie sądzisz, że Cathal puściłby jakiegoś żółtodzioba, żeby samodzielnie rozbrajał pułapki? - odpowiedział odwracając się przez ramię. Shafiq był nader ostrożny i zależało mu nie na szybki, a skutecznym działaniu, dlatego branie do ekipy totalnych żółtodziobów nie brzmiało jak coś do czego był zdolny.
- Och, dostałem kiedyś ofertę z Izraela, ale kolidowała z pracą w Peru. Naprawdę używali tam golemów z gliny jako strażników czy to tylko legendy jak na razie? - zapytał z zainteresowaniem, bo faktycznie poza tym jednym zaproszeniem nie udało mu się nigdy złapać wakatu na żadną pracę w Izraelu. - Każdy kto pracuje przy wykopaliskach słyszał, próbowałem się tam nawet dostać, ale ani razu mi się nie udało. Pracowałaś właśnie tam? - zdecydowanie ożywił się na wspomnienie tej jednej świątyni. Chętnie posłucha jakichś inromacji od osoby, która tam faktycznie była.
Figg był raczej z osób, które głownie słuchają , jeżeli ktoś jest gadatliwy, dawał im okazję do powiedzenia wszystkiego, zresztą lubił słuchać, dopóki ktoś nie przynudzał lub nie mówił irytujących rzeczy jak pieprzenie o wyższości czystej krew nad innymi czarodziejami.
- Teraz ostrożnie - powiedział, kiedy zbliżali się do wyjścia z korytarza do nieco większej komnaty. Przystanął na samym progu, część z tego już byłą zrobiona, jednak wolał zawsze się upewniać, że niczego nie pominął. Wystarczyło czasem postawić nogę o cal w innym kierunku i można było witać się z przodkami w zaświatach. Wolał dotrwać do końca i zobaczyć co jest w środku tej komnaty grobowej.
- Tutaj masz stół i ławę, możesz tam odpocząć, teraz nadchodzi ta nudna cześć, gdy obserwujesz jak pracuję - pojawienie się tego "udogodnienia" było w sumie jego pomysłem, lepiej tak niż na każdy posiłek miałby pokonywać drogę na powierzchnię i potem znów wracać. A tak lunch można było zjeść tutaj na spokojnie, lub nawet dokonać drobnych napraw na stole. Ściany w komnacie naznaczone były przeróżnymi hieroglifami. - Tylko za nic nie wychodź za te linię - wskazał na linię z matowych czerwonych iskier, sukcesywnie ją przesuwał wraz z tym jak odkrywał i neutralizował kolejne pułapki, ale nie był to zbyt szybki proces.