04.08.2024, 13:34 ✶
Wyjaśnienie szczura, jakoby był tylko szczurem i dlatego znosił do domu kocięta, nie przekonywało Charlesa, ale nie miał dość odwagi, by ciągnąć temat. Może była to wina tego, że nie miał nigdy zwierzęcia innego, aniżeli sowa, ale na wpół strawione gryzonie nie były tak złe, jak zagryzione kocięta. Chyba.
Charles odruchowo poszukał śladów resztek kociąt, lecz zamiast tego, w oczy rzucił mu się nieporządek. Ogół, który zobaczył na początku, teraz pokazywał swoje szczegóły i Charles poczuł, że mdli go coraz mocniej. Nauczony porządku, tutaj widział wszystko, tylko nie to. Może była to wina artystycznego życia Baldwina, a może po prostu jego osobowości. Nie miało to większego znaczenia.
Tupet! O tak, Charlie miał tupet, który wpędzał go w kolejne kłopoty. Tym razem też wpadł jak śliwka w kompot, jak pufek w pazury kuguchara. Jak kocię w paszczę szczura (Charles nie mógł przestać o tym myśleć). Usiadł na krawędzi sofy, jakby bojąc się, że cokolwiek zostało na materiale, może pobrudzić mu płaszcz. Charlie miał wrażenie, że każde kolejne słowo Baldwina pogłębia coraz bardziej dziurę, w jakiej się znalazł.
- Ja... mam ojca i wuja. - Przyznał, nieco zbity z pantałyku, gdy Malfoy wspomniał o konserwatywnej babce. Charles czasem miał wrażenie, że ojciec i wuj byli gorsi, niż nawet taka babka. - Ale reszta się zgadza, nie sądzę, żeby mieli... życie seksualne. - Nie, wróć! Czy on naprawdę omawiał sprawy intymne członków własnej rodziny z obcym mężczyzną?! - To znaczy...! To nie jest rodzina, która zaakceptuje coś takiego. Mulciberowie są tak dobrze ułożeni, jak i Malfoyowie. Moja mama była Malfoy, powinienem prezentować sobą więcej. - Przywołał się do porządku, a nawet wyprostował i przyjął nieco mniej wystraszony ton. - Powinienem bardziej godnie reprezentować mój ród.
Baldwin robił wszystko, by Charlie nie mógł skupić się na sprawie. Już nie tylko otoczenie go rozpraszało, ale też... herbata? To chyba była herbata. Z dwojga złego, Charles wybrał uszczerbiony kubek w kwiatki i podsunął go bliżej siebie.
- Dziękuje. Tak jak już mówiłem... - Chrząknął, wracając do tematu. - Nie powinienem się tym zajmować. Jeśli chcę być artystą, mogę robić inne rzeczy. Po prawdzie, nie chcę być artystą, tak naprawdę. Rzemieślnikiem, być może. - Dodał, starając się brzmieć przynajmniej profesjonalnie. - Nie każdy rodzi się artystą. Są tacy jak ja, którzy nie mają możliwości rozwijać artystycznych skrzydeł. Tacy jak ja muszą zostać wepchnięci tam, gdzie chcą dorośli. Wierzę, że mój ojciec chce dla mnie i dla rodu jak najlepiej. Mogę być kimś więcej aniżeli kontrowersyjnym wykonawcą erotycznych świeczek. Pan... pan już jest ustawiony. - Wskazał dłonią pracownię, lecz nie skupiał się na niczym szczególnym. Nie chciał patrzeć na nic szczególnego. Wyszczerbienia w kubku przynajmniej były w miarę... znajome. Normalne. Zaraz, czy tych uszczerbień nie zrobił szczur?! Czy Baldiwn mógł wyszkolić szczura do picia z kubka? - Należy mieć prawdziwy talent, by móc robić to, co się kocha. Ja nie mam takiego talentu, tylko pomysły małego chłopca. Zaufam ojcu.
Charles odruchowo poszukał śladów resztek kociąt, lecz zamiast tego, w oczy rzucił mu się nieporządek. Ogół, który zobaczył na początku, teraz pokazywał swoje szczegóły i Charles poczuł, że mdli go coraz mocniej. Nauczony porządku, tutaj widział wszystko, tylko nie to. Może była to wina artystycznego życia Baldwina, a może po prostu jego osobowości. Nie miało to większego znaczenia.
Tupet! O tak, Charlie miał tupet, który wpędzał go w kolejne kłopoty. Tym razem też wpadł jak śliwka w kompot, jak pufek w pazury kuguchara. Jak kocię w paszczę szczura (Charles nie mógł przestać o tym myśleć). Usiadł na krawędzi sofy, jakby bojąc się, że cokolwiek zostało na materiale, może pobrudzić mu płaszcz. Charlie miał wrażenie, że każde kolejne słowo Baldwina pogłębia coraz bardziej dziurę, w jakiej się znalazł.
- Ja... mam ojca i wuja. - Przyznał, nieco zbity z pantałyku, gdy Malfoy wspomniał o konserwatywnej babce. Charles czasem miał wrażenie, że ojciec i wuj byli gorsi, niż nawet taka babka. - Ale reszta się zgadza, nie sądzę, żeby mieli... życie seksualne. - Nie, wróć! Czy on naprawdę omawiał sprawy intymne członków własnej rodziny z obcym mężczyzną?! - To znaczy...! To nie jest rodzina, która zaakceptuje coś takiego. Mulciberowie są tak dobrze ułożeni, jak i Malfoyowie. Moja mama była Malfoy, powinienem prezentować sobą więcej. - Przywołał się do porządku, a nawet wyprostował i przyjął nieco mniej wystraszony ton. - Powinienem bardziej godnie reprezentować mój ród.
Baldwin robił wszystko, by Charlie nie mógł skupić się na sprawie. Już nie tylko otoczenie go rozpraszało, ale też... herbata? To chyba była herbata. Z dwojga złego, Charles wybrał uszczerbiony kubek w kwiatki i podsunął go bliżej siebie.
- Dziękuje. Tak jak już mówiłem... - Chrząknął, wracając do tematu. - Nie powinienem się tym zajmować. Jeśli chcę być artystą, mogę robić inne rzeczy. Po prawdzie, nie chcę być artystą, tak naprawdę. Rzemieślnikiem, być może. - Dodał, starając się brzmieć przynajmniej profesjonalnie. - Nie każdy rodzi się artystą. Są tacy jak ja, którzy nie mają możliwości rozwijać artystycznych skrzydeł. Tacy jak ja muszą zostać wepchnięci tam, gdzie chcą dorośli. Wierzę, że mój ojciec chce dla mnie i dla rodu jak najlepiej. Mogę być kimś więcej aniżeli kontrowersyjnym wykonawcą erotycznych świeczek. Pan... pan już jest ustawiony. - Wskazał dłonią pracownię, lecz nie skupiał się na niczym szczególnym. Nie chciał patrzeć na nic szczególnego. Wyszczerbienia w kubku przynajmniej były w miarę... znajome. Normalne. Zaraz, czy tych uszczerbień nie zrobił szczur?! Czy Baldiwn mógł wyszkolić szczura do picia z kubka? - Należy mieć prawdziwy talent, by móc robić to, co się kocha. Ja nie mam takiego talentu, tylko pomysły małego chłopca. Zaufam ojcu.