04.08.2024, 15:06 ✶
Przypatrywała się mu przez chwilę uważnie, jakby usiłując odgadnąć, co sobie myślał, wcale nie do końca pewna, czy to dziękuję faktycznie znaczyło dziękuję – i czy właśnie nie zżerała go może nie czerń, a jej wspomnienie, czy nie wróci w snach, nie zatruje myśli na jawie, nie sprawi, że zaraz Atreus pójdzie… może nie kogoś pobić, ale coś rozwalić.
Nie dało się jednak przegonić wszystkich koszmarów. Niektóre trzeba było wyśnić, a skoro naprawdę się nie złamał w lesie, mogła tylko uwierzyć, że nie zrobi tego i teraz.
– Nie wiem, czy wpływa jakoś mocno… i czy będzie wpływać dalej, hm. Może ten fiolet się… zradykalizował pod wpływem czerni? Gdyby to jakoś wcześniej bardzo działało w ten sposób, że mieszałoby w głowach tak, że ludzie widzieliby po wyjeździe, że coś było nie tak, od kilkuset lat, to chyba coś dotarłoby do Ministerstwa? – zastanowiła się, nie próbując wyrwać siłą ręką. Sama ją do niego wyciągnęła. – Nie wiem, czy da się im to wytłumaczyć. Oni naprawdę kochali to miejsce. Co jeśli próba przełamania zaklęcia zamiast je zdjąć tylko je skazi, tak jak ta czaszka? Albo wiesz… cofnie efekty, i na przykład cały las nagle umrze, bo może przetrwał tak długo tylko dzięki Trionie?
Doskonale wiedziała, że dla większości ta dwójka była wspomnieniem, i interesowały ich głównie same efekty, ale jakoś dalej patrzyła na zielarkę i biskupa niemal jak na znajomych ludzi: i miała dziwne wrażenie, że żadne z nich nie brało pod uwagę, że te ziemie kiedyś przestaną najeżdżać regularnie Szkoci, jacyś tam Normanowie czy jak to ich zwano, nie pamiętała, czy pustoszyć pożary, choroby oraz klęski żywiołowe. A zaklęcie utkali przecież nie tylko z magii, a… czegoś więcej. Kluczem, który zapewne powstrzyma Departament Pamięci przed odtworzeniem tego, bo nie sądziła, że na to wpadną, a jak wpadną, to że zdołają jakoś wykorzystać była miłość.
Uważała, że lepiej było to wszystko zostawić w spokoju.
– No, no, naprawdę masz zdanie ciekawe albo o sobie, albo o mnie, jak sądzisz, że pakowałam się wcześniej w kłopoty tylko tobie na złość – powiedziała, tym razem uśmiechając się mimowolnie, nawet jeśli gdy czołgała się po ziemi w kaplicy do śmiechu jej nie było. Ale Brenna nauczyła się już podnosić po takich sytuacjach z ziemi, otrzepywać i zachowywać jak gdyby nigdy nic, a nawet sobie żartować. Ten nieumarły ledwo się do niej zbliżył, nawet nie była pewna, jakim był typem, bo pokonał go nie tylko ogień, ale oj, gdyby rytuał dalej ich łączył, to te dwa dni temu, gdy najpierw wszystkich ganiała ciemność, zwłaszcza ją i wuja, a potem dorwał ją inferius, Bulstrode by miał bardzo zły dzień. A jego uwaga zwyczajnie ją trochę rozbawiła i chyba o to chodziło: może uznał, że rozmowa robi się zbyt poważna. – Dobra, zrobiłam to raz, bo wtedy faktycznie miałam ochotę cię udusić – przyznała, bo w porządku, na patrol nocny na Nokturnie weszła wtedy niesiona wyłącznie jakimś dziecinnym niemalże wkurwem, podsycanym głównie chyba tą więzią, ale podczas wizyty Borgina dosłownie szlag ją trafił. Mogła pójść na Nokturn, albo wpaść do biura aurorów i wylać mu wiadro wody na głowę, a to drugie zwróciłoby trochę za dużo uwagi. - Czy może miałam przestać tak specjalnie, nie dlatego, że wcześniej to było na zlość, a bo niecnie przyprowadziłam jakąś figurantkę zamiast klątowłamaczki i to ukrywałam?
Wyszłoby to jednak słabo, skoro Alethea Crouch nie była może sławna, ale dość popularna, i rzucenie jej nazwiska w odpowiednim miejscu łatwo naprowadziło na tropy: klątwy, Egipt, obecnie Walia.
Teraz przyszło Brennie jednak do głowy, że gdyby ta więź istniała, gdyby czuła, że on tkwi w tych ruinach, wcześniej zaczęłaby szukać. Może szybciej znaleźliby czaszkę, może Roberts by nie zginął... zaraz jednak odepchnęła te myśli.
Żyła tu i teraz, nie było sensu zastanawiać, a co jeśli.
- Dzięki za pomoc z tym trupem.
Nie dało się jednak przegonić wszystkich koszmarów. Niektóre trzeba było wyśnić, a skoro naprawdę się nie złamał w lesie, mogła tylko uwierzyć, że nie zrobi tego i teraz.
– Nie wiem, czy wpływa jakoś mocno… i czy będzie wpływać dalej, hm. Może ten fiolet się… zradykalizował pod wpływem czerni? Gdyby to jakoś wcześniej bardzo działało w ten sposób, że mieszałoby w głowach tak, że ludzie widzieliby po wyjeździe, że coś było nie tak, od kilkuset lat, to chyba coś dotarłoby do Ministerstwa? – zastanowiła się, nie próbując wyrwać siłą ręką. Sama ją do niego wyciągnęła. – Nie wiem, czy da się im to wytłumaczyć. Oni naprawdę kochali to miejsce. Co jeśli próba przełamania zaklęcia zamiast je zdjąć tylko je skazi, tak jak ta czaszka? Albo wiesz… cofnie efekty, i na przykład cały las nagle umrze, bo może przetrwał tak długo tylko dzięki Trionie?
Doskonale wiedziała, że dla większości ta dwójka była wspomnieniem, i interesowały ich głównie same efekty, ale jakoś dalej patrzyła na zielarkę i biskupa niemal jak na znajomych ludzi: i miała dziwne wrażenie, że żadne z nich nie brało pod uwagę, że te ziemie kiedyś przestaną najeżdżać regularnie Szkoci, jacyś tam Normanowie czy jak to ich zwano, nie pamiętała, czy pustoszyć pożary, choroby oraz klęski żywiołowe. A zaklęcie utkali przecież nie tylko z magii, a… czegoś więcej. Kluczem, który zapewne powstrzyma Departament Pamięci przed odtworzeniem tego, bo nie sądziła, że na to wpadną, a jak wpadną, to że zdołają jakoś wykorzystać była miłość.
Uważała, że lepiej było to wszystko zostawić w spokoju.
– No, no, naprawdę masz zdanie ciekawe albo o sobie, albo o mnie, jak sądzisz, że pakowałam się wcześniej w kłopoty tylko tobie na złość – powiedziała, tym razem uśmiechając się mimowolnie, nawet jeśli gdy czołgała się po ziemi w kaplicy do śmiechu jej nie było. Ale Brenna nauczyła się już podnosić po takich sytuacjach z ziemi, otrzepywać i zachowywać jak gdyby nigdy nic, a nawet sobie żartować. Ten nieumarły ledwo się do niej zbliżył, nawet nie była pewna, jakim był typem, bo pokonał go nie tylko ogień, ale oj, gdyby rytuał dalej ich łączył, to te dwa dni temu, gdy najpierw wszystkich ganiała ciemność, zwłaszcza ją i wuja, a potem dorwał ją inferius, Bulstrode by miał bardzo zły dzień. A jego uwaga zwyczajnie ją trochę rozbawiła i chyba o to chodziło: może uznał, że rozmowa robi się zbyt poważna. – Dobra, zrobiłam to raz, bo wtedy faktycznie miałam ochotę cię udusić – przyznała, bo w porządku, na patrol nocny na Nokturnie weszła wtedy niesiona wyłącznie jakimś dziecinnym niemalże wkurwem, podsycanym głównie chyba tą więzią, ale podczas wizyty Borgina dosłownie szlag ją trafił. Mogła pójść na Nokturn, albo wpaść do biura aurorów i wylać mu wiadro wody na głowę, a to drugie zwróciłoby trochę za dużo uwagi. - Czy może miałam przestać tak specjalnie, nie dlatego, że wcześniej to było na zlość, a bo niecnie przyprowadziłam jakąś figurantkę zamiast klątowłamaczki i to ukrywałam?
Wyszłoby to jednak słabo, skoro Alethea Crouch nie była może sławna, ale dość popularna, i rzucenie jej nazwiska w odpowiednim miejscu łatwo naprowadziło na tropy: klątwy, Egipt, obecnie Walia.
Teraz przyszło Brennie jednak do głowy, że gdyby ta więź istniała, gdyby czuła, że on tkwi w tych ruinach, wcześniej zaczęłaby szukać. Może szybciej znaleźliby czaszkę, może Roberts by nie zginął... zaraz jednak odepchnęła te myśli.
Żyła tu i teraz, nie było sensu zastanawiać, a co jeśli.
- Dzięki za pomoc z tym trupem.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.