Każda kolejna chwila owocowała odkryciem kolejnych pięknych widoków. Ogólny obraz był oszałamiający, a co dopiero powolne przesuwanie wzrokiem po detalach. Pierwszy właściciel był tak samo bogaty jak obecny. Chociaż kto wie, czy nie bardziej.
Uważnie słuchałam pana Longbottoma. Czułam potężną potrzebę spisania wszystkich jego słów, jednocześnie byłam zbyt onieśmielona na gwałtowny ruch sięgnięcia do plecaka. Mężczyzna nosił nawet sygnety, co jeszcze dobitniej wskazywało na głęboką przepaść znajdującą się miedzy nami. Bliżej mi do skrzatów domowych... właściwie teraz pewnie nim byłam dla niego. Wiejską dziewuchą, która posiadała ten jeden gram ogłady więcej, co wystarczało, by przydzielić jej trudniejsze zadanie niż skrzatu.
Chyba się przeliczył. "Wzory ze świętej geometrii" zaczęły doprowadzanie mojego umysłu do wrzenia w ułamek sekundy. "Zabezpieczenia wkopane w glebę", "odpowiednie nasadzenie"... Czyżbym przypadkiem nie dała mu do zrozumienia, że nie jestem profesjonalistą? Że moje dotychczasowe doświadczenie to koszenie trawy, zbieranie owoców i wyrywanie chwastów? W co ja się wplątałam! Panika ogarniała mnie coraz bardziej z minuty na minutę, z kroku na krok. Przepięknego gaiku nie dało się w pełni podziwiać, gdy krew odpływała z palców. Czułam się znów jak w Durmstrangu.
Persymony? Tak, na szczęście wiedziałam, co to. Tego lata nauczyłam się sporo nowych roślin, a co najważniejsze — ich angielskich nazw. Ten jeden moment posiadanej wiedzy dał mi chwilę spokoju. Nawet mogłam wyobrazić sobie pana Longbottoma "spędzającego sporo czasu" w tym miejscu, gdy zostanie ono doprowadzone do porządku. To znów wzbudziło we mnie poczucie ekscytacji. Oddał mi w ręce tak bardzo istotne miejsce. Mogę przygotować je specjalnie dla niego...
Mętlik emocji i myśli kotłujących się w środku, pozostawiał mój wyraz wewnętrzny nieco nieprzytomny. Zdecydowanie widać było, że słucham, ale entuzjazm ewidentnie pokrywał jakiś dystans spowodowany lękiem lub oszołomieniem. Lewa dłoń nerwowo oplatała palce wokół warkocza, a wzrok leniwie spoczywał na gaiku i postaci Longbottoma.
— Gaik persymonowy, tak, rozumiem — odpowiedziałam z nieprzyjemnym opóźnieniem, gdy na moment zapadła przeszywająca mnie cisza. Opuściłam sferę marzeń i czekałam na kolejne instrukcje.