04.08.2024, 22:43 ✶
Oparzenia zdążyły prawie się zaleczyć na rękach, zanim upadła w ruinach kalecząc się – a tym z kolei przed chwilą zajął się Basilius. Kolana miała więc wprawdzie poharatane, ale tego nie było widać, a dłonie pozostawały w niezłym stanie, ot zostało parę drobnych skaleczeń, które powinny zaniknąć po kolejnej porcji eliksiru.
– Mnie wrzucono tutaj prosto z dyżuru, ale Patrick mówił to samo. Jedyne, co zauważyło Ministerstwo, to śmierć Tary Roberts, bo była czarodziejką, a jej mąż upierał się, że nie było wypadkiem ani samobójstwem… i było parę zaginięć mugoli, jedno, co uznano za morderstwo, ale nic wcześniej. Może więc fiolet zaczął być taki agresywny i mieszać w głowach, bo musiał zwalczać czerń. I jakbym miała obstawiać, szukał ich specjalnie, miał w swoim przeklętym warsztacie materiały na kolejną czaszkę, a to miejsce chyba w jakiś sposób… trochę nas przyciągało? Wiesz, sporo czarodziejów trafiło tutaj po prostu przypadkiem.
Jakie było prawdopodobieństwo, że parę osób z czarodziejskiego świata wybierze właśnie mugolski ośrodek jako miejsce letniego odpoczynku? Brenna podejrzewała, że jeśli nie pleniący się tutaj fiolet, to tkwiąca w ziemi magia, wykorzystana przez Biskupa, wabiła ich do siebie, tak subtelnie, że nieomal niezauważalnie.
I jakoś, może przez szept Triony przy uchu, sądziła, że to, że ta wciąż tu spoczywała, że należała do tej ziemi, a ta ziemia do niej… było po prostu właściwe. To co zrobił jej biskup takim nie było – bo zdobył sobie miłość i zaufanie tej dziewczyny, nawet jeżeli nie romantyczne, Brenna wątpiła, by panna pozwoliła sobie na tak grzeszne uczucie, a potem ją zdradził – ale w tej chwili nie umiałaby wyrwać szczątków zielarki z Windermere. I miała nadzieję, że inni tego nie zrobią, a fiolet przestanie mieszać w głowach ludzi, jeżeli faktycznie to robił.
– Całkowicie samowolne – powiedziała, może odrobinkę kpiąco, lekko przekrzywiając głowę. Uwierzyła mu wtedy nawet, i chyba, może naiwnie, wierzyła i teraz, że nie chodził opowiadając, że się do niego przykleiła i nie daje mu spokoju, ale nie była aż tak zaślepiona, żeby nie podejrzewać, że coś do kogoś chlapnął. Nie dopytywała jednak: raz, nie miało to już znaczenia, dwa, miała przeczucie, że Tony może być trochę drażliwym tematem, trzy, wiedziała, że Stanley byłby tematem drażliwym bardzo. – No naprawdę, co ze mnie za geniusz zła, takie skomplikowane plany. Zapewniam, że jak wyplułam parę płatków kwiatów dzień wcześniej przy Heather i Eriku, gdybym nie dała rady wywlec Lety z tej Walii, byłam gotowa już wciągnąć w to twojego kuzyna, bo moja kuzynka wyjechała w czerwcu. Na całe szczęście, Crouch i tak miała załatwić jedną sprawę w Londynie, to nie musiałam jej ogłuszać i porywać. Dobrze się stało, bo podobno parę dni później rodzina matki wezwała ją do Egiptu czy coś tam.
W jej głosie nie było pretensji: był w końcu wolnym człowiekiem i w sumie to miała wrażenie, że wtedy oboje trochę się miotali między chęcią zaczepienia tego drugiego, a znalezienia się jak najdalej. Ale pomijając już, że nie miałaby chęci kogokolwiek przywiązywać do siebie za pomocą magii i że sama nie wiedziała, co dokładnie czuje, to nie mogła pozwolić na to, aby płuca zarosły jej kwiatami.
– Czy w takim wypadku to nie ja powinnam załatwiać jakieś bilety? – spytała, a lekki uśmiech zaigrał jej na ustach. – Pewnie, czemu nie, coś mi się obiło o uszy, że to dobra sztuka.
– Mnie wrzucono tutaj prosto z dyżuru, ale Patrick mówił to samo. Jedyne, co zauważyło Ministerstwo, to śmierć Tary Roberts, bo była czarodziejką, a jej mąż upierał się, że nie było wypadkiem ani samobójstwem… i było parę zaginięć mugoli, jedno, co uznano za morderstwo, ale nic wcześniej. Może więc fiolet zaczął być taki agresywny i mieszać w głowach, bo musiał zwalczać czerń. I jakbym miała obstawiać, szukał ich specjalnie, miał w swoim przeklętym warsztacie materiały na kolejną czaszkę, a to miejsce chyba w jakiś sposób… trochę nas przyciągało? Wiesz, sporo czarodziejów trafiło tutaj po prostu przypadkiem.
Jakie było prawdopodobieństwo, że parę osób z czarodziejskiego świata wybierze właśnie mugolski ośrodek jako miejsce letniego odpoczynku? Brenna podejrzewała, że jeśli nie pleniący się tutaj fiolet, to tkwiąca w ziemi magia, wykorzystana przez Biskupa, wabiła ich do siebie, tak subtelnie, że nieomal niezauważalnie.
I jakoś, może przez szept Triony przy uchu, sądziła, że to, że ta wciąż tu spoczywała, że należała do tej ziemi, a ta ziemia do niej… było po prostu właściwe. To co zrobił jej biskup takim nie było – bo zdobył sobie miłość i zaufanie tej dziewczyny, nawet jeżeli nie romantyczne, Brenna wątpiła, by panna pozwoliła sobie na tak grzeszne uczucie, a potem ją zdradził – ale w tej chwili nie umiałaby wyrwać szczątków zielarki z Windermere. I miała nadzieję, że inni tego nie zrobią, a fiolet przestanie mieszać w głowach ludzi, jeżeli faktycznie to robił.
– Całkowicie samowolne – powiedziała, może odrobinkę kpiąco, lekko przekrzywiając głowę. Uwierzyła mu wtedy nawet, i chyba, może naiwnie, wierzyła i teraz, że nie chodził opowiadając, że się do niego przykleiła i nie daje mu spokoju, ale nie była aż tak zaślepiona, żeby nie podejrzewać, że coś do kogoś chlapnął. Nie dopytywała jednak: raz, nie miało to już znaczenia, dwa, miała przeczucie, że Tony może być trochę drażliwym tematem, trzy, wiedziała, że Stanley byłby tematem drażliwym bardzo. – No naprawdę, co ze mnie za geniusz zła, takie skomplikowane plany. Zapewniam, że jak wyplułam parę płatków kwiatów dzień wcześniej przy Heather i Eriku, gdybym nie dała rady wywlec Lety z tej Walii, byłam gotowa już wciągnąć w to twojego kuzyna, bo moja kuzynka wyjechała w czerwcu. Na całe szczęście, Crouch i tak miała załatwić jedną sprawę w Londynie, to nie musiałam jej ogłuszać i porywać. Dobrze się stało, bo podobno parę dni później rodzina matki wezwała ją do Egiptu czy coś tam.
W jej głosie nie było pretensji: był w końcu wolnym człowiekiem i w sumie to miała wrażenie, że wtedy oboje trochę się miotali między chęcią zaczepienia tego drugiego, a znalezienia się jak najdalej. Ale pomijając już, że nie miałaby chęci kogokolwiek przywiązywać do siebie za pomocą magii i że sama nie wiedziała, co dokładnie czuje, to nie mogła pozwolić na to, aby płuca zarosły jej kwiatami.
– Czy w takim wypadku to nie ja powinnam załatwiać jakieś bilety? – spytała, a lekki uśmiech zaigrał jej na ustach. – Pewnie, czemu nie, coś mi się obiło o uszy, że to dobra sztuka.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.