Kółeczko, w którym stała Urlett, uległo rozproszeniu. Część poszła na balkon, niektórzy szykowali się do kolejnej gry, a Celine zobowiązana była kontynuować koncert.
Pierwsze nuty utworu, chociaż słodkie, wzbudzały trochę niepokoju, zagadkowości. Stanowiły idealne tło dla kolejnych działań Urlett. Bo widok Alexandra (a może sącząca się muzyka) wzbudził w niej pewien pomysł. Rozwiązanie niektórych problematycznych dla niej kwestii... Ale wszystko w swoim czasie.
Ruszyła za nim do łazienki. Spokojnym krokiem. Niech zrobi, co musi. Nie trzeba było aż tak go nachodzić.
Niestety ktoś trzeci również udał się za potrzebą. Urlett nie będzie to przeszkadzać, ale mu — raczej na pewno.
Gdy Celine wchodziła w niższe tony, a tempo przyspieszyło, Urlett otworzyła drzwi do męskiej toalety i weszła do środka, niczym tarantula do twojego ulubionego kapcia.
— Alexandrze.
Uśmiech wypełnił dolną część jej twarzy, a złote ślepia przeniosły się na Isaaca.
— Bardzo proszę zostawić nas samych. Gdy pań skończy, rzecz jasna. Dziękuję — rzuciła prośbą o przysługę.
Obecność jej, jako kobiety, w męskiej toalecie, zdawała się Urlett w żaden sposób nie dotykać. Jako naukowiec czuła się poza takimi podziałami jak płeć. Wiedziała, co panowie mają w spodniach oraz to, że oni wiedzą to samo o niej. Wstyd to zbędne konwenanse.
Spojrzenie wróciło na Alexandra. Mogła mu się teraz dobrze przyjrzeć. Czy bardzo się zmienił od ich ostatniego spotkania?