- Na całe szczęście, ci aurorzy okazali się być naszymi rycerzami. - Rzuciła jeszcze Fiery na koniec swojej opowieści do Alexandra, wolała nie myśleć ile by się wstydu najadła gdyby musiał odebrać ich z aresztu. Nie znosiła, gdy inni widzieli jej porażki. Już wystarczająco źle się czuła z tym, że sprawiła Flynnowi tyle problemów swoim chwilowym nieogarnianiem.
Uśmiechnęła się promiennie, gdy zobaczyła, że dołączył do nich Nicholas, zastanawiała się, gdzie się podziewał i dlaczego jeszcze go z nimi nie było, nie zamierzała jednak póki co atakować go tymi pytaniami. Nie mogła zachowywać się jak jego matka, chociaż czasem miała takie odruchy.
- Nikogo nie odbieramy z aresztu, jakoś udało nam się go uniknąć, co do pniaka, to chłopcy chyba chcą pokazać kto ma większego, i nie tylko chłopcy? - Przypomniała sobie o tym, że któraś z kobiet też rzucała nożem w pniak.
Nie podzieliła się z nikim z rodzeństwa swoją przygodą z obudzeniem się w chlewie, miała wrażenie, że to mogło być nawet dla nich za dużo, słyszała, że już krążą między cyrkowcami jakieś plotki o tym, że się źle prowadza, a przynajmniej ktoś coś jej szepnął na uszko. Zresztą Alexander zabronił im palić zioła, co by było, jakby jeszcze doszedł do tego zakaz spożywania alkoholu...
Pojawił się i Jim z dziwnym czymś, Fiery zmrużyła oczy, jakby próbowała zrozumieć co to właściwie jest. Unosił się z tego magicznego kubka dym, może kadzidło. Strasznie dawało po nosie, szczególnie kiedy postawił to tuż przed nią i Flynnem. Odruchowo jakoś tak zaciągnęła się tym kadzidłem, pachniało dziwnie znajomo, bardzo słodko. Nie... Przeniosła spojrzenie na Jima, jakby szukała w nim odpowiedzi na to, czy faktycznie to jest trawa. Najlepiej niemej, tak, aby Alexander nie domyślił się, cóż to były za zioła, które płonęły w tym kadzidełku.
Skoro Layla wróciła do tematu kukurydzy, to postanowiła również trochę zainteresować się tematem. - Flynn, podasz mi jedną kolbę, proszę? - Zapytała niewinne, bo leżała i miała do niej zdecydowanie dalej niż on, nie chciało jej się podnosić z pufy.
- Chyba bezpieczniej będzie Feliks, jeśli zostaniesz tutaj. - Powiedziała nieco ciszej niż wcześniej, bo trochę jej go było szkoda, że się musiał tak pilnować. Skoro jednak już wszyscy mieli go za martwego, to lepiej, aby tak pozostało.