11.01.2023, 20:03 ✶
W czasie, w którym Fergusa badano, rzucano na niego zaklęcia, pojono eliksirami i zostawiono, by się przebudził, Brenna zdążyła upewnić się dwa razy, że Castiel nie umrze na skutek rzuconego zaklęcia, posłać parę wiadomości, by zapewnić potencjalnie zainteresowanych, że jest żywa, i wszyscy inni zamieszani w sprawę też są żywi, wpaść do biura Brygadzistów, domyć ręce z krwi i wydobyć z szafki inną koszulę. Jej dwunastogodzinny dyżur jakimś cudem przeciągnął się już do niemal dwudziestu godzin, jeżeli doliczyć czas spędzony w gabinecie Castiela, ale cóż, żyli w magicznym świecie, dlaczego nie miałyby się tu dziać i takie czary? Kiedy wreszcie dostała wiadomość, że niedoszła ofiara czarnomagicznego artefaktu się ocknęła, aportowała się do zaułku w niemagicznym Londynie, a potem ruszyła prosto do Munga. Pamiątkami po niedawnym zamieszaniu pozostawały ślad krwi na spodniach oraz rdzawa obwódka pod paznokciami, której Brennie nie udało się jeszcze domyć. Nieomal niedostrzegalny, jeżeli nie przyjrzało się jej dłoniom.
Porozmawiała z uzdrowicielem, upewniła się, że Ollivander powinien być w stanie podjąć niesamowity wysiłek, jakim była rozmowa z nią i weszła do pomieszczenia jakiś czas po tym, jak odzyskał przytomność.
- Cześć, Ferg – przywitała się, podchodząc do łóżka i spoglądając najpierw na jego twarz, a potem na obandażowaną rękę, jakby oceniała jego stan. – Miło cię widzieć wśród żywych. Mam nadzieję, że nie miałeś planów na weekend, bo podobno będziesz musiał spędzić tutaj parę dni. Czujesz się na siłach odpowiedzieć na kilka pytań? Muszę sporządzić raport – poinformowała, ostatnie słowa wypowiadając już nieco oficjalnym tonem. Wyraz twarzy miała spokojny, acz po ustach Brenny nie błąkał się jej zwykły uśmiech.
Cokolwiek sama myślała o tym, co stało się w gabinecie, na razie w żaden sposób nie dawała tego po sobie poznać. Być może dlatego, że wstrzymywała się z osądem, zanim nie pozna pełnego przebiegu wydarzeń.
Ewentualnie usypiała czujność Fergusa.
Albo chodziło o to, że uzdrowiciel zakazał nadmiernie go denerwować, więc nie mogła na niego krzyczeć. Chociaż krzyczenie zwykle nie zdawało się czymś w stylu Brenny.
Porozmawiała z uzdrowicielem, upewniła się, że Ollivander powinien być w stanie podjąć niesamowity wysiłek, jakim była rozmowa z nią i weszła do pomieszczenia jakiś czas po tym, jak odzyskał przytomność.
- Cześć, Ferg – przywitała się, podchodząc do łóżka i spoglądając najpierw na jego twarz, a potem na obandażowaną rękę, jakby oceniała jego stan. – Miło cię widzieć wśród żywych. Mam nadzieję, że nie miałeś planów na weekend, bo podobno będziesz musiał spędzić tutaj parę dni. Czujesz się na siłach odpowiedzieć na kilka pytań? Muszę sporządzić raport – poinformowała, ostatnie słowa wypowiadając już nieco oficjalnym tonem. Wyraz twarzy miała spokojny, acz po ustach Brenny nie błąkał się jej zwykły uśmiech.
Cokolwiek sama myślała o tym, co stało się w gabinecie, na razie w żaden sposób nie dawała tego po sobie poznać. Być może dlatego, że wstrzymywała się z osądem, zanim nie pozna pełnego przebiegu wydarzeń.
Ewentualnie usypiała czujność Fergusa.
Albo chodziło o to, że uzdrowiciel zakazał nadmiernie go denerwować, więc nie mogła na niego krzyczeć. Chociaż krzyczenie zwykle nie zdawało się czymś w stylu Brenny.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.