adnotacja moderatora
Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI
– Zastanawiam się, czy nie pomyliłyśmy adresu.
W pobliżu niewiele było latarni, a ta najbliższa musiała być uszkodzona, wokół było więc tak ciemno, jak tylko mogło być na londyńskiej ulicy – nawet jeżeli jednej z tych położonych w sporym oddaleniu od centrum, mniej popularnych. Kamienica przed którą stały była zniszczona i to tak dosłownie zniszczona: na górnych piętrach jakiś czas temu musiał wybuchnąć pożar, a przynajmniej tak wyglądało to z zewnątrz.
Brenna w zamyśleniu szarpnęła za kosmyk włosów. Od czasu, gdy matka ułożyła je, by nie przynosiła hańby Potterom, minęło już kilka godzin, i te znowu ułożyły się – w co zabawne – dość naturalną dla Potterów fryzurę, czyli znów sterczały na wszystkie strony. Pobyt na jarmarku, całe Święto Żniw, gwar, kolory, występy, zapach perfum wwiercający się w nozdrza, wszechobecna magia, to wszystko zdawało się teraz niemalże snem, gdy stały na zaniedbanym podwórzu przed kamienicą, która wyglądała na zupełnie opuszczoną.
Lammas, jak to zwykle bywało podczas sabatów, obfitowała w różne przestępstwa, i nie wszystkie koncentrowały się na jarmarku. Noc nie była ani trochę spokojniejsza od dnia – tu ktoś za dużo wypił i się awanturował, tam się pobili, gdzieś indziej ktoś przysięgał, że objawił się mu Lugh do spółki z Boginią Matką, a okazywało się, że to sąsiad i sąsiadka, tyle że nie żona tegoż sąsiada, i uciekali właśnie przed gniewem prawowitego męża. Brenna zwykle takimi sprawami się nie zajmowała, i tej nocy też początkowo miała na służbę trochę inne plany – ale i nie liczyła, że faktycznie będzie mogła je zrealizować. W takie dni i noce zawsze brakowało ludzi, a sprawy bieżące były ważniejsze.
Zgłoszenie do jakiejś magicznej awantury, co gorsza w niemagicznym Londynie, najpierw przyjęło dwóch Brygadzistów o niedużym stażu. Problem polegał na tym, że aportowali się, i kolejne dwie godziny nie dawali znaku życia. I to mimo tego, że jeden z nich posługiwał się falami. Gdy więc zajmująca się dyżurami Rhyn postanowiła wysłać za nimi kolejne osoby, Brenna poderwała się z miejsca.
Tak… na wszelki wypadek.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.