06.08.2024, 20:21 ✶
Siadam przy pobliskim stoliku razem z Geraldine i Antoniuszem. Rozmawiamy i słuchamy koncertu.
— Jeśli to ja jestem tutaj wybrykiem natury, to obawiam się, że ty zostałaś podobnie sklasyfikowana — odbił piłeczkę z krzywym uśmiechem, starając się nie dbać słów przyjaciółki do siebie. Bądź co bądź... Z pewnego punktu widzenia miała trochę racji. W porównaniu z ludźmi związanych z magią Trzeciego Oka, wilkołaki dużo bardziej odbiegały od normy. — Może przed końcem wieczoru dostaniesz od niej zlecenie na zapolowanie na jednego z nas. Przez swój wyjątkowy instynkt.
Nigdy nie wnikał, z czego wynikał ten konkretny talent panny Yaxley. Miał wprawdzie pewne podejrzenia, że było to związane ze swego rodzaju dziedzictwem rodowym jej przodków, jednak nie potrafił powiedzieć, czy była to krew jej krewnych, wiedza na temat dziwów magicznego świata, wyostrzone pod wpływem ciągłego przebywania na łowach zmysłów, czy też jakaś dziwna amalgamacja wszystkich powyższych czynników. Może nawet nie chciał tego wiedzieć?
Cokolwiek to było pozwalało jej pozyskać wiedzę na temat ciążącej na nim klątwy. Chociaż już dawno pogodził się z tym, że będzie nosił na sobie piętno wilka do końca życia, tak nie równało się to koniecznie temu, że chciał wiedzieć, co dokładnie kryje się w tym wszystkim. Już raz wykonał pierwszy krok w stronę poznania tej wiedzy, kiedy to Castiel Flint próbował zebrać zespół specjalistów od likantropii, a koniec końców nic z tego nie wyniknęło. Po co więc drążyć?
— Mulciber to jasnowidz? — Uniósł w zaciekawieniu brwi. — Wiesz, tę rodzinę w Ministerstwie posądza się o wiele rzeczy, ale żeby od razu oszukiwał w kartach? Może to jakaś... biała owieczka w rodzie? — To chyba magia wili ,tak pozytywnie go do tego wszystkiego nastrajała. A może miał aż zbyt dużą wiarę w świat? W końcu w Blackach czy Malfoyach też nie widział od razu czarnoksiężników i przestępców. — Może zobaczył widmo przyszłości? Obrazy tych wszystkich ludzi, którym mógłby pomóc. Wiesz, każdego od czasu do czasu może ruszyć sumienie.
Kto wie, może gdyby żyli w innych czasach, w innym kraju, który akurat nie był ogarnięty konfliktem wewnętrznym, to zdołałby przekonać Geraldine do tej tezy... Niestety, chwilę później - jakby w odpowiedzi na jego słowa - na ustach jego towarzyszki zagościło imię jego siostry. I słowo zamorduje. Tak, to zdecydowanie doprowadziło go do porządku. Erik momentalnie spoważniał, prostując się jak naciągnięta struna od gitary.
— Mhmm, powinienem znowu dać się wystawić na aukcję — mruknął z nutką sarkazmu w głosie, starając się ignorować napływ wspomnień z marcowego balu. — I przed rozpoczęciem licytacji z całego serca jej podziękować za to, że mogę pomóc zasponsorować parę stypendiów albo bud dla psidwaków na obrzeżach Londynu.
W tym momencie dołączył do nich Anthony, który... Kompletnie go zignorował. Erik zamrugał zdziwiony, raz po raz otwierając i zamykając usta ze zdziwienia. Powinien być zły, że się do niego nie odezwał? Zmartwić? A może zacząć teoretyzować na temat tego, czemu dołączył do nich dopiero teraz? Erik ułożył dłoń na oparciu krzesła od pobliskiego stolika, kiwając głową, gdy Geraldine zgodziła się, aby do nich dołączył. Cała trójka wylądowała przy stoliku, akurat, gdy rozpoczął się koncert.
— Agnes ma bardzo... szeroki... repertuar rozrywek, jak na noc, którą mieliśmy spędzić na hazardzie — stwierdził, rozglądając się na prawo i lewo, aby zaraz wrócić spojrzeniem do dwójki swoich towarzyszy. — Byłem pewny, że będziemy wręcz przykuci do stolików, a tutaj przemowa, koncert. Brakuje jeszcze jakichś występów akrobatycznych na żywo tak jak na kiermaszu na Lammas...
— Jeśli to ja jestem tutaj wybrykiem natury, to obawiam się, że ty zostałaś podobnie sklasyfikowana — odbił piłeczkę z krzywym uśmiechem, starając się nie dbać słów przyjaciółki do siebie. Bądź co bądź... Z pewnego punktu widzenia miała trochę racji. W porównaniu z ludźmi związanych z magią Trzeciego Oka, wilkołaki dużo bardziej odbiegały od normy. — Może przed końcem wieczoru dostaniesz od niej zlecenie na zapolowanie na jednego z nas. Przez swój wyjątkowy instynkt.
Nigdy nie wnikał, z czego wynikał ten konkretny talent panny Yaxley. Miał wprawdzie pewne podejrzenia, że było to związane ze swego rodzaju dziedzictwem rodowym jej przodków, jednak nie potrafił powiedzieć, czy była to krew jej krewnych, wiedza na temat dziwów magicznego świata, wyostrzone pod wpływem ciągłego przebywania na łowach zmysłów, czy też jakaś dziwna amalgamacja wszystkich powyższych czynników. Może nawet nie chciał tego wiedzieć?
Cokolwiek to było pozwalało jej pozyskać wiedzę na temat ciążącej na nim klątwy. Chociaż już dawno pogodził się z tym, że będzie nosił na sobie piętno wilka do końca życia, tak nie równało się to koniecznie temu, że chciał wiedzieć, co dokładnie kryje się w tym wszystkim. Już raz wykonał pierwszy krok w stronę poznania tej wiedzy, kiedy to Castiel Flint próbował zebrać zespół specjalistów od likantropii, a koniec końców nic z tego nie wyniknęło. Po co więc drążyć?
— Mulciber to jasnowidz? — Uniósł w zaciekawieniu brwi. — Wiesz, tę rodzinę w Ministerstwie posądza się o wiele rzeczy, ale żeby od razu oszukiwał w kartach? Może to jakaś... biała owieczka w rodzie? — To chyba magia wili ,tak pozytywnie go do tego wszystkiego nastrajała. A może miał aż zbyt dużą wiarę w świat? W końcu w Blackach czy Malfoyach też nie widział od razu czarnoksiężników i przestępców. — Może zobaczył widmo przyszłości? Obrazy tych wszystkich ludzi, którym mógłby pomóc. Wiesz, każdego od czasu do czasu może ruszyć sumienie.
Kto wie, może gdyby żyli w innych czasach, w innym kraju, który akurat nie był ogarnięty konfliktem wewnętrznym, to zdołałby przekonać Geraldine do tej tezy... Niestety, chwilę później - jakby w odpowiedzi na jego słowa - na ustach jego towarzyszki zagościło imię jego siostry. I słowo zamorduje. Tak, to zdecydowanie doprowadziło go do porządku. Erik momentalnie spoważniał, prostując się jak naciągnięta struna od gitary.
— Mhmm, powinienem znowu dać się wystawić na aukcję — mruknął z nutką sarkazmu w głosie, starając się ignorować napływ wspomnień z marcowego balu. — I przed rozpoczęciem licytacji z całego serca jej podziękować za to, że mogę pomóc zasponsorować parę stypendiów albo bud dla psidwaków na obrzeżach Londynu.
W tym momencie dołączył do nich Anthony, który... Kompletnie go zignorował. Erik zamrugał zdziwiony, raz po raz otwierając i zamykając usta ze zdziwienia. Powinien być zły, że się do niego nie odezwał? Zmartwić? A może zacząć teoretyzować na temat tego, czemu dołączył do nich dopiero teraz? Erik ułożył dłoń na oparciu krzesła od pobliskiego stolika, kiwając głową, gdy Geraldine zgodziła się, aby do nich dołączył. Cała trójka wylądowała przy stoliku, akurat, gdy rozpoczął się koncert.
— Agnes ma bardzo... szeroki... repertuar rozrywek, jak na noc, którą mieliśmy spędzić na hazardzie — stwierdził, rozglądając się na prawo i lewo, aby zaraz wrócić spojrzeniem do dwójki swoich towarzyszy. — Byłem pewny, że będziemy wręcz przykuci do stolików, a tutaj przemowa, koncert. Brakuje jeszcze jakichś występów akrobatycznych na żywo tak jak na kiermaszu na Lammas...
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞