06.08.2024, 21:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2024, 16:42 przez Erik Longbottom.)
— Ty to powiedziałeś — rzucił niemrawo na komentarz Thomasa o dawnych miłostkach, jakby podkreślał, że sam się pod tym nie podpisuje.
W jego przypadku ta teza miała dwie strony i z jedną z nich zdecydowanie nie wiązał pozytywnych uczuć. Niektóre osoby po prostu trzeba było zostawić z tyłu i zacząć patrzeć w przyszłość. Wyciągnąć nauczkę. Nawroty tego typu uczuć w dużej mierze zależały od tego, kogo dotyczyły. Niektóre mogły być przyjemne, a inne - wręcz przeciwnie. I czasem nie można było przewidzieć, na które się trafi.
— Och, zdecydowanie pamiętam — sarknął, gdy Hardwick przywołał kolejne wspomnienie z przeszłości. — Z jednej strony się martwiliśmy, a z drugiej zastanawialiśmy, czy czas rozpocząć casting na twoje miejsce i adaptować jakiegoś typa z roku niżej.
Oczywiście przesadzał. Pierwsza wizyta w Skrzydle Szpitalnym po przyjęciu do szkolnej drużyny Gryffindoru była jak chrzest bojowy. Każdy musiał tego doświadczyć. A każde kolejny incydent na boisku wydawał się coraz mniej straszny. Głównie przez to, że jako dzieciak nie zdajesz sobie sprawy z ryzyka, pomyślał przelotnie Longbottom. Bezpośrednie zderzenie z tłuczkiem to nie byle co. Ale czego się nie robi dla dobra drużyny, prawda?
— Nie trzeba — stwierdził, nie chcąc, aby w takim momencie zawrócili. Skoro już oddalili się od miejsca imprezy, to powrót przy pierwszej lepszej okazji wydawał mu się nieco nielogiczny. W końcu odeszli, aby się razem przejść. — Wiem, że wszystko będzie z nią w porządku. Po prostu chciałbym, żeby też mogła skorzystać z imprezy, którą przygotowała. Wprawdzie ona lubi ginąć w tłumie, ale od czasu do czasu też mogłaby nieco zwolnić.
Westchnął ciężko i już miał wyjść przed szereg, żeby nieco przyspieszyć ich pochód, gdy... Po uniesieniu stopy i wykonaniu kroku... Nie napotkał stałego gruntu. Erik poleciał w przód, wpadając do dziury i zsuwając się po kamieniach i pasku coraz głębiej w przepaść. Na szczęście nie rozbił sobie głowy i nie połamał kończyn, a jedynie przywalił mocno łokciem o wystającą ze ściany jaskini półkę skalną. Momentalnie zaczął masować miejsce promieniujące tępym bólem.
— Żyje — poinformował, stękając głośno. Nawet nie zamierzał wstawać. Obawiał się, że w tych egipskich ciemnościach od razu wpadnie na Isaaca i Thomasa. Poza tym wolał pozwolić oczom przyzwyczaić się do nowych warunków. Prędzej czy później zacznie dostrzegać kontury sylwetek przyjaciół, a potem nadejdą kolejne szczegóły. — Chyba trochę zeszliśmy z głównej trasy... Skąd to się tutaj w ogóle wzięło?
W jego przypadku ta teza miała dwie strony i z jedną z nich zdecydowanie nie wiązał pozytywnych uczuć. Niektóre osoby po prostu trzeba było zostawić z tyłu i zacząć patrzeć w przyszłość. Wyciągnąć nauczkę. Nawroty tego typu uczuć w dużej mierze zależały od tego, kogo dotyczyły. Niektóre mogły być przyjemne, a inne - wręcz przeciwnie. I czasem nie można było przewidzieć, na które się trafi.
— Och, zdecydowanie pamiętam — sarknął, gdy Hardwick przywołał kolejne wspomnienie z przeszłości. — Z jednej strony się martwiliśmy, a z drugiej zastanawialiśmy, czy czas rozpocząć casting na twoje miejsce i adaptować jakiegoś typa z roku niżej.
Oczywiście przesadzał. Pierwsza wizyta w Skrzydle Szpitalnym po przyjęciu do szkolnej drużyny Gryffindoru była jak chrzest bojowy. Każdy musiał tego doświadczyć. A każde kolejny incydent na boisku wydawał się coraz mniej straszny. Głównie przez to, że jako dzieciak nie zdajesz sobie sprawy z ryzyka, pomyślał przelotnie Longbottom. Bezpośrednie zderzenie z tłuczkiem to nie byle co. Ale czego się nie robi dla dobra drużyny, prawda?
— Nie trzeba — stwierdził, nie chcąc, aby w takim momencie zawrócili. Skoro już oddalili się od miejsca imprezy, to powrót przy pierwszej lepszej okazji wydawał mu się nieco nielogiczny. W końcu odeszli, aby się razem przejść. — Wiem, że wszystko będzie z nią w porządku. Po prostu chciałbym, żeby też mogła skorzystać z imprezy, którą przygotowała. Wprawdzie ona lubi ginąć w tłumie, ale od czasu do czasu też mogłaby nieco zwolnić.
Westchnął ciężko i już miał wyjść przed szereg, żeby nieco przyspieszyć ich pochód, gdy... Po uniesieniu stopy i wykonaniu kroku... Nie napotkał stałego gruntu. Erik poleciał w przód, wpadając do dziury i zsuwając się po kamieniach i pasku coraz głębiej w przepaść. Na szczęście nie rozbił sobie głowy i nie połamał kończyn, a jedynie przywalił mocno łokciem o wystającą ze ściany jaskini półkę skalną. Momentalnie zaczął masować miejsce promieniujące tępym bólem.
— Żyje — poinformował, stękając głośno. Nawet nie zamierzał wstawać. Obawiał się, że w tych egipskich ciemnościach od razu wpadnie na Isaaca i Thomasa. Poza tym wolał pozwolić oczom przyzwyczaić się do nowych warunków. Prędzej czy później zacznie dostrzegać kontury sylwetek przyjaciół, a potem nadejdą kolejne szczegóły. — Chyba trochę zeszliśmy z głównej trasy... Skąd to się tutaj w ogóle wzięło?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞