06.08.2024, 23:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.08.2024, 23:02 przez Sophie Mulciber.)
Balkon - Matthias, Basilius
-W takim razie chcę wiedzieć, ale powiedz tak, żeby nikt nie słyszał, dobrze?- Poprosiła i stanęła nieco bliżej Matthias'a. Wyraźnie jej ulżyło, kiedy wspomniał, że nie było to głupie pytanie. Musi przestać się przejmować takimi pierdołami! I być bardziej zdecydowana. Prawdą było, że wolała pozostawiać podejmowanie decyzji osobie z którą aktualnie spędzała czas. A już zwłaszcza, jeśli był to mężczyzna. W jej rodzinie to oni podejmowali decyzje, a ona miała nie zawracać sobie niczym głowy.
-Och, myślisz, że… taka książka jest w porządku? Nie boisz się, że posypie się na ciebie krytyka?- Zapytała, kiedy przedstawił jej swój pomysł. Historia brzmiała bardzo ciekawie, ale Sophie miała jedno zastrzeżenie - mężczyzna był półkrwi. Czy jakakolwiek czystokrwista szanująca się czarownica, chciałaby związać się z czarodziejem ze szlamowatej rodziny? Bohaterka mogłaby się zakochać, to prawda, ale czy duma z nazwiska oraz szacunek do samej siebie były mniej istotne niż miłość? Sophie była romantyczką, ale jej romantyzm kończył się tam, gdzie zaczynało przeglądanie drzewa genealogicznego przyszłego narzeczonego.
-Chciałbym przeczytać tę książkę. Jestem ciekawa, co kierowało bohaterką, że zakochała się w czarodzieju półkrwi. Ale skoro historia kończy się tragicznie, to może ostatecznie poszła po rozum do głowy i się z nim rozstała? Czy raczej wybrała jego, zamiast rodziny?- Zmarszczyła lekko nos i szybko przypomniała sobie o magiraksizmie czy jak to tam było. Chrząkaneła i zaśmiała się cicho.-O-oczywiście nie ma w tym niczego złego. Każdy niech sobie żyje jak chcę, prawda? A co do wyjazdu do Francji, to nie spieszy mi się.- Wyznała zupełnie szczerze. Po prostu zastanawiała się, czy Matthias ma zamiar wyjechać. Zdała sobie sprawę, że to by ją zasmuciło. Zgarnęła niesforne kosmyki za ucho i spróbowała znaleźć spojrzeniem Lorien, kiedy Delacoure o niej wspomniał. Na balkonie jednak zrobił się taki tłok, że nie mogła jej wypatrzyć. Przegapiła również pojawienie się wuja.
-Może to jakiś przyjaciel Lorien.- Mruknęła, stając a palcach żeby coś zobaczyć. I wtedy właśnie podszedł mężczyzna, którego skądś kojarzyła.
-Dobry wieczór.- Przywitała się tylko i pozwoliła załatwić tę sprawę Matthias'owi. Kiedy przypomniała sobie kim był owy nieznajomy, stanęła nieco bardziej bokiem. To medyk, który pomógł jej podczas lammas! Sophie miała nadzieję, że jej nie rozpoznał. Wstydziła się tamtego zajścia.
-Robi się coraz bardziej tłoczno, zostajemy?- Szepnęła.
-W takim razie chcę wiedzieć, ale powiedz tak, żeby nikt nie słyszał, dobrze?- Poprosiła i stanęła nieco bliżej Matthias'a. Wyraźnie jej ulżyło, kiedy wspomniał, że nie było to głupie pytanie. Musi przestać się przejmować takimi pierdołami! I być bardziej zdecydowana. Prawdą było, że wolała pozostawiać podejmowanie decyzji osobie z którą aktualnie spędzała czas. A już zwłaszcza, jeśli był to mężczyzna. W jej rodzinie to oni podejmowali decyzje, a ona miała nie zawracać sobie niczym głowy.
-Och, myślisz, że… taka książka jest w porządku? Nie boisz się, że posypie się na ciebie krytyka?- Zapytała, kiedy przedstawił jej swój pomysł. Historia brzmiała bardzo ciekawie, ale Sophie miała jedno zastrzeżenie - mężczyzna był półkrwi. Czy jakakolwiek czystokrwista szanująca się czarownica, chciałaby związać się z czarodziejem ze szlamowatej rodziny? Bohaterka mogłaby się zakochać, to prawda, ale czy duma z nazwiska oraz szacunek do samej siebie były mniej istotne niż miłość? Sophie była romantyczką, ale jej romantyzm kończył się tam, gdzie zaczynało przeglądanie drzewa genealogicznego przyszłego narzeczonego.
-Chciałbym przeczytać tę książkę. Jestem ciekawa, co kierowało bohaterką, że zakochała się w czarodzieju półkrwi. Ale skoro historia kończy się tragicznie, to może ostatecznie poszła po rozum do głowy i się z nim rozstała? Czy raczej wybrała jego, zamiast rodziny?- Zmarszczyła lekko nos i szybko przypomniała sobie o magiraksizmie czy jak to tam było. Chrząkaneła i zaśmiała się cicho.-O-oczywiście nie ma w tym niczego złego. Każdy niech sobie żyje jak chcę, prawda? A co do wyjazdu do Francji, to nie spieszy mi się.- Wyznała zupełnie szczerze. Po prostu zastanawiała się, czy Matthias ma zamiar wyjechać. Zdała sobie sprawę, że to by ją zasmuciło. Zgarnęła niesforne kosmyki za ucho i spróbowała znaleźć spojrzeniem Lorien, kiedy Delacoure o niej wspomniał. Na balkonie jednak zrobił się taki tłok, że nie mogła jej wypatrzyć. Przegapiła również pojawienie się wuja.
-Może to jakiś przyjaciel Lorien.- Mruknęła, stając a palcach żeby coś zobaczyć. I wtedy właśnie podszedł mężczyzna, którego skądś kojarzyła.
-Dobry wieczór.- Przywitała się tylko i pozwoliła załatwić tę sprawę Matthias'owi. Kiedy przypomniała sobie kim był owy nieznajomy, stanęła nieco bardziej bokiem. To medyk, który pomógł jej podczas lammas! Sophie miała nadzieję, że jej nie rozpoznał. Wstydziła się tamtego zajścia.
-Robi się coraz bardziej tłoczno, zostajemy?- Szepnęła.