07.08.2024, 01:42 ✶
Nicholas mógł sprawiać wrażenie niegodnego zaufania. Mogły to być jednak pozory. Nie odrzucał ofert spotkań z Laurentem. Był dla niego przecież wyjątkową osobą, z którą mógł dosłownie o wszystkim porozmawiać. Nie musiał się z niczego zwierzać, ale mógł próbować zaufać. Nie było między nimi żadnego uczucia, mającego ich związać miłością. Żadnego. Typowa fascynacja na różnym poziomie. Jeden drugiego nie zdradzi.
Czy Nicholas pozwalał zobaczyć w sobie śmierciożercę? Absolutnie nie. To praca przecież mogła go zmieniać. Codzienne patrzenie w oczy śmierci. Trenowanie i doskonalenie Nekromancji. Z Nocturnem miał wiele wspólnego. Ale nikt nie musiał o tym wiedzieć. Bo i po co?
- Przyszedłeś o pomoc. Informacje. Nie potrzebujesz może dodatkowo wyrzucić z siebie ciążącego w sobie problemu?Zapytał spokojnie. Kierując się z herbatami do części salonowej, zachęcając Laurenta do dołączenia.
"Wojna z Dante… Odważne." – stwierdził, słuchając skróconej wersji zaistniałego problemu. Nic więcej nie musiał dodawać. Tyle Nicholasowi wystarczyło. Dante najwyraźniej przyszedł po swoje. Już ostatnio Laurent wspomniał mu wizycie tej osoby.
Travers zajął miejsce na kanapie, klepiąc miejsce obok siebie, aby Laurent usiadł. Pozwoliłby mu nawet skorzystać z tej bliskości, aby dodać mu wsparcia. Objąć go, aby choć tutaj poczuł wagę bezpieczeństwa.
- Odważne jak na Ciebie, aby stawić czoło Dante.
Stwierdził już na głos.
- Nie będę wnikał co w ogóle zamierzasz. Jeżeli potrzebujesz informacji to zawsze należy szukać tam, gdzie to wszystko się wtedy skończyło. Ale również, zaczęło. Wiesz o czym mówię?
Spojrzał pytająco, porozumiewawczo. Skojarzy? Nicholas mówił o pewnym przybytku. Miejscu, gdzie się poznali, ale Laurent niewiele pamiętał. Tak. Rose Noire. Podobno ożyło, odbudowało się. Od tego miejsca, Laurent powinien spróbować. Może znajdzie dalsze poszlaki. Jeżeli chciał działać na własną rękę.