- Spokojnie, nie jestem specjalnie przewrażliwiona, ale nie da się ukryć, że twój kot ma charakterek, mówią, że zwierzęta upodobniają się do swoich właścicieli. - W sumie to nie znała Thomasa na tyle, żeby stwierdzić, czy w tym przypadku to ma jakiś sens. Póki co nie widziała go jeszcze z tej bardziej złośliwej strony, pewnie jeśli poznają się bardziej to będzie miała szansę to sprawdzić. Nie, żeby jej taka złośliwość przeszkadzała.
- Możesz się domyślić? Masz w tym jakieś doświadczenie? - Była ciekawa. W sumie prawie nic o nim nie wiedziała, poza tym, że teraz pomagał siostrze w cukierni, zresztą sam wspomniał o tym, że nie było go tu na samym początku, więc musiał być gdzieś indziej. Była ciekawa, czy robił też coś innego. Musiał mieć jakieś swoje zajęcie, poza tym, że pomagał właścicielce tego miejsca. Czy żałował, że zdecydował się w to zaangażować? Pojawiało się w jej głowie dużo pytań, ale w sumie nie do końca skłonna była je zadać, bo tak naprawdę były to jedynie domysły.
- To prawda, na szczęście póki co nie ma takiego pomysłu. Trochę się już przyzwyczaiłam do tego, że jestem w okolicy. - Nawet dobrze jej było na Wyspach, więc wolała nie opuszczać tego miejsca. Spędziła sporą część swojego życia podróżując po różnych krajach, ale wtedy była młodsza, podróżowała z braćmi, nie z cyrkiem, może wraz z upływem czasu potrzebowała jakiejś stałości w swoim życiu? Kto ją tam wiedział.
- Widzę więc, że łączy nas też pewien uraz do chlewów, teraz w sumie jest to nawet śmieszne, ale na samym początku nie było mi do śmiechu. - Gdyby znalazła się tam zupełnie sama pewnie by spanikowała, miała szczęście, że Thomas był tuż obok niej, bo zdecydowanie inaczej ta pobudka by się skończyła. Miałaby pewnie problem, żeby sama poradzić sobie ze zirytowanym rolnikiem.