Kawa nie była najgorsza, na pewno w jej smak przyjemniejszy był dzięki whisky, która została do niej dolana. W sumie czuła spokój, chociaż nie powinna. Wiedziała przecież, że gdzieś tam czai się ktoś, kto chce odebrać jej życie, ale teraz to się nie liczyło. Miała w mieszkaniu dwóch braci, którzy byli jej bliscy, brakowało jej tego. Dobrze było mieć wszystkich przy sobie. Nigdy nie podejrzewałaby siebie o to, że tak będzie się cieszyć z ich obecności.
- Ojciec nie. Nie opuszcza już raczej Walii. Nie musisz się martwić. Oddelegował mnie do reprezentowania Artemis. - Nie była z tego powodu szczególnie zadowolona, no ale ktoś musiał się zajmować ich organizacją, a przynajmniej ją reprezentować. Potrzebowali nowych członków, chociaż miała wrażenie, że coraz mniej czarodziejów czerpie przyjemność z zabijania magicznych stworzeń, co trochę ją rozczarowywało. Liczyła na to, że uda jej się zachęcić jakieś osoby do tego, aby zapisały się do klubu.
- W przedpokoju, jest taka szafa, gdzieś tam są, tak mi się wydaje, jak nie możemy transmutować makaron w lampki, to też powinno zadziałać. - Żaden pomysł nie wydawał jej się być zły w tym momencie. Nie pamiętała, kiedy ostatnio tak mocno angażowała się w obchodzenie któregoś ze świąt. Skoro jednak już większa część rodziny znalazła się tuż obok, może warto było odpowiednio to uczcić.