07.08.2024, 21:43 ✶
Kawa powoli się kończyła, lecz jej smak ciągle pozostawał na ustach. Wkładka idealnie wpasowała się w jej smak. Czemu nigdy na to nie wpadł? Bóg jeden wie. Ważne było, że kubek był prawie opróżniony, a w głowie zaczęły kłębić się myśli o ponownym uzupełnieniu zawartości. O wykończenie z powodu alkoholu się nie martwił, ale nie wiedział jak zadziała nadmiar kofeiny. Wolał nie ryzykować. Przynajmniej na razie.
Podszedł do okna, rozglądając się spokojnie Bóg wie za czym. - Rozumiem. - Rzucił na wspomnienie o nieobecności ojca. Był wobec Jamesa zupełnie neutralną postacią. Póki co nie zamierzał odwiedzać rodziców w Walii. Tutaj było mu dobrze i przy tym obstawał. - Reprezentantka Artemis, no no. - Lekko zszokowany zwrócił się w jej stronę. Któż inny mógłby reprezentować łowców, niż ulubione dziecko szefa tej grupy? Nie, żeby miał coś przeciwko temu. Bycie w jej skórze i występowanie z łukiem mogłoby się w przypadku Jamesa skończyć kilkoma ofiarami. Tymi ludzkimi oczywiście. Chociaż opcja by dać komuś jabłko na głowę i zestrzelić je strzałą po paru głębszych wydawała mu się zajebistym pomysłem. - To ja zaraz wrócę. - Dopił szybko kawę do końca i ruszył do pokoju się przebrać. Wychodząc z pokoju znalazł się w przedpokoju, wypatrując wspomnianej przez Ger szafy. Szybko zlokalizował obiekt i ruszył, by przedrzeć się przez pierdoły wszelakiego sortu. Z kuchni można było wyraźnie usłyszeć jak parę razy coś spadło (lub zostało wyrzucone). Chwila ciszy nastała i głośny trzask rozniósł się na całe domostwo. Kilka sekund później do kuchni wrócił udarowany James - Znalazłem lampki! - W jednej ręce trzymał pudełko z wyraźnie wystającymi lampkami. Pod drugą ręką zaś niósł drzwi z szafy - Zawiasy poszły. - Stał tak i czekał na reakcję gospodyni z bananem na ryju.
I'm A Hunter And I Love You. But The Thing I Love The Most Is Hunting Things I Love.
But Still, Love U <3