Norka położyła się spać dosyć późno. Miała sporo roboty tego dnia, dzięki czemu całkiem szybko zasnęła. Nie sądziła jednak, że przyjdzie jej śnić taki dziwny sen. Westchnęła jedynie głośno i przewróciła się na drugi bok.
Wiedziała, że śni. Pojawiła się jakaś świadomość, więc to nie tak, że nie rozumiała co się dzieje. Nie pamiętała jednak tego, jak doszło do tego, że znalazła się w zaułku. Pełnym kotów. Dziwne.
Rozciągnęła się leniwie, w końcu była kotem. Wiedziała, jak zachowują się koty. Te zwierzęta były jej bardzo bliskie, praktycznie od zawsze gdzieś obok znajdował się kot. Bardzo dobrze znała ich przyzwyczajenia.
Ruszyła przed siebie, powolnym krokiem, nie spieszyła się nigdzie. To chyba był sen, a może drugie życie? Hmm, kto to właściwie wiedział. Tylko dlaczego wylądowała na ulicy, dlaczego nie miała kochającego domu?
Podeszła do innych kotów i mruknęła im na przywitanie, tak chyba witały się te zwierzęta. Trochę się bała, że nie pasuje do otoczenia, bo wyróżniała się na tle innych kotów. Spojrzała na swoje jasne futerko, trochę się martwiła, że się zabrudzi, jeśli będzie tak chodzić bez celu. Poczuła głód, rozejrzała się po okolicy w poszukiwaniu jedzenia, nic jednak nie zwróciło jej uwagi. Czy powinna upolować mysz? Fuj, mysz, jak można było jeść mysz.
Podeszła do kota, który przypominał krowę, wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, nawet usiadła tuż obok, wydawał się jej być jakiś taki znajomy.