Stanley jakoś specjalnie nie zasłaniał etykiety. Nie zwracał też uwagi na to, aby jakoś szczególnie przedstawić Robertowi trunek, który mieli właśnie pić. Nie przykuwał do tego zbyt wielkiej uwagi. Wiedział jedynie, że jest to alkohol dobry, przyjemny w smaku, wszak zdążył go już skosztować. Zdawał sobie też sprawę, że jest to typ napitku, który pasował do spotkań tego typu. W końcu Mulciberowi, jako ojcu Borgina, należało się coś od życia, czyż nie?
Jemu też się nie śpieszyło. Siedział sobie w swoim czterech kątach, a Robert wydawał się nawet odrobinę zrelaksowany. Nawet jeżeli nie był, nie krzyczał, a jego oczy nie próbowały go na razie zamordować, co oczywiście było pełnym sukcesem w zaistniałej sytuacji.
- Rozumiem. Tak nawet chyba lepiej, że to Lorien ją zabrała, a nie ktokolwiek inny - stwierdził - W końcu to nie ona jest persona non grata w tamtym progach... - zauważył, pozwalając sobie na lekkie wzruszenie ramionami. Prawdę mówiąc, Borginowi, chodziło o ich dwójkę., a może nawet o większą ilość osób? Aktualnie to chyba wszyscy spod nazwiska Mulciber, byli postawieni pod znakiem zapytania. Nie inaczej było z Borginami, ale nie o to się teraz rozchodziło. Grunt, że Lorien miała swoją reputację, która mogła utorować niektóre drogi w Ministerstwie.
Słysząc słowa odnośnie podzielenia się wiedzą, kiwnął głową na potwierdzenie zrozumienia tego przekazu. Mały gest, a cieszył. Sam był ciekaw tego, co powie Sophie. No i przede wszystkim, chciał sprawdzić, na ile można ufać młodej Mulciberównie.
Papieros się tlił, a Stanley co jakiś czas go popalał. Nie unikał również alkoholu, którym raz za razem, moczył swoje usta. Rozkoszował się nim. Doceniał jest walory.
Robert jednak drążył. Trzeba było więc odpowiedź na kolejną serię pytań. Nie było w tym nic złego, ani podchwytliwego. Miał prawo wiedzieć odnośnie pewnych spraw, a ta była właśnie jedną z nich.
- No... - zaczął powoli, strzepując popiół - Tutaj pojawia się problem. Sauriel ma to do siebie, że uwielbia klepać jęzorem... - tłumaczył, a przynajmniej próbował - No i pod koniec czerwca, a dokładniej 30, kiedy kisiliśmy ogórki wraz z Bulstrodem i Lestrange, powiedział to i owo... - odchrząknął, wstając z krzesła. Na razie zamilkł. Jakby to mu wytłumaczyć... Odszedł do szafki, która znajdowała się kilka kroków od biurka. Pochylił się i zaczął w niej grzebać. Gdzieś tu były...
- Sauriel napomknął, że moim ojcem jest nie kto inny jak Mulciber. Nie podał imienia, ale wspomniał, że jest nim, jego ulubieniec - kontynuował, przestawiając jakieś szklane pojemniki. Dało się to oczywiście usłyszeć, ponieważ obijały się lekko o siebie - Nie zdradził imienia. Uparta osoba i taka, która ma dwójkę sprawnych oczu, byłaby w stanie znaleźć wspólne elementy między naszą dwójką i tym samym połączyć kropki - rzekł, wyłaniając się na kilka sekund z szafki - Także tak. Atreus i Victoria wiedzą o Mulciberze. Obawiam się, że Victoria może wiedzieć nawet, że chodzi o Roberta. O Ciebie. Atreus nie powinien - wyjaśnił, powracając do swojego zajęcia sprzed chwili. Ha! Mam Cię!
Po kolejnej chwili, wyłonił się z zakamarków ze słoik w dłoniach. Powolnym krokiem powrócił do biurka i postawił przed Robertem szklany pojemnik w którym pływały ogórki w zalewie.
- To dla Ciebie. Powinny być już dobre, bo miały stać z trzy tygodnie - powiedział, biorąc łyka i odpalając kolejnego papierosa - A co do innych znajomych... Sądzę, że co najwyżej Lorraine czy Maeve mogą wiedzieć. Anthony oczywiście też. Sam pewnie pamiętasz - zaciągnął się papierosem - No i Stella. Nie mniej jednak, żadna z powyższych osób, nie powinna wykorzystać tej wiedzy przeciwko nam - usiadł ponownie, spoglądając w kierunku ojca. Pewnie nie tego się spodziewał. Cóż, czy miał go okłamywać?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972