Stanley nie powinien był robić bardzo wielu rzeczy w swoim życiu. Jedną z nich, dla przykładu, było poinformowanie Richarda, że "...powinienem skorzystać z BUMowskich nauk i dokonać siłowego zatrzymania pewnej istoty...", a później - jak gdyby nigdy nic - pójść i uprowadzić Belenosa. Nie była to najbardziej przemyślana akcja w jego życiu, a już na pewno nie, kiedy miał na przeciwko siebie doświadczonego aurora w postaci bliźniaczego Mulcibera.
Ale się stało. Skrzat został uprowadzony, a Rick wkurwiony - oczywiście zapewne, ponieważ Stanley o tym nie wiedział. Siedział sobie w najlepsze w Głębinie, rozwiązywał jakąś krzyżówkę i nawet zapomniał, że miał się spotkać z wujem. Nie wiedział jeszcze, że do spotkania miało dojść.
Francis za to zdążył wydać parę potraw, nalać z dwa piwa i po prostu sobie egzystował, doglądając sali w której była klientela. Aktualnie robił najbardziej barmańską rzecz na jaką mógł sobie pozwolić - przecierał czyste kufle. Te były najczystszą rzeczą na całym Nokturnie, co oczywiście nie było prostą sprawą. Nie mniej jednak, było możliwe do osiągnięcia. Jak? Nie wiadomo. Jakiś tajny składnik Francisa. Nie chwalił się nim, a Stanley nie dociekał. Grunt, że wszystko się kręciło, a biznes prosperował.
Gdyby nie to, że Robert był już kiedyś w Głębinie i Frantisek dostał jego rysopis, uznałby Richarda za kolejnego klienta, który coś chce. Mimo wszystko zmierzył go wzrokiem, zwalniając proces przecierania kufla. Bacznie mu się przyglądał, oczekując na jego podejście.
Kiedy w końcu się zjawił przy szynkwasie, przełknął ślinę, wdając się z nim w krótki pojedynek na wzrok. Znowu on? Ostatnio miałem go wpuścić....
Richard mógł usłyszeć krótki pomruk pod nosem, jakby w zastanowieniu.
- Nie ma tutaj nikogo takiego jak Borgin - odparł pewnym głosem. To była prosta zasada. Ten przybytek nie miał właściciela. Nie miał go oficjalnie, ponieważ każdy sobie cenił anonimowość na Podziemnych Ścieżkach.
- To nie będzie konieczne. Problemów tutaj jest wystarczająco. Zapraszam za mną - dodał po chwili, kiwając głową na różdżkę, wskazując mu dłonią przejście, które znajdowało się za nim. Wielce tajemne przejście do wnętrzności Głębiny.
Barman ruszył przodem, pokonując kilkanaście kroków, aż w końcu zatrzymał się przy pierwszych drzwiach po prawo. Zastukał w nie i kiedy usłyszał szybkie wejść, otworzył drzwi, wpuszczając Richarda, który miał przecież interes do kogoś kto nie był Borginem.
- Robert przyszedł - zakomunikował, zostawiając gościa w pomieszczeniu, a następnie zamykając za sobą drzwi. Dało się usłyszeć, że odchodzi w kierunku głównej sali, nucąc coś sobie pod nosem.
Widząc to całe zajście i fakt, że nie był to Robert, a Richard, Stanley podniósł wzrok. Przyglądał się przez chwilę swojemu wujkowi, a następnie zerknął na zegarek, który miał na dłoni. Odchrząknął.
- No proszę. Już prawie południe? Jak ten czas szybko leci. Nie musiałeś się przecież, aż tak fatygować na Podziemne Ścieżki. Dotarłbym do kamienicy - oczywiście był to blef, nic innego - Czym zawdzięczam tę wizytę? Napijesz się czegoś? Może papierosa? Czym chata bogata - przedstawił swoją ofertę, samemu sięgając po papierosa. Paczka następnie wylądowała na biurku, a obok niej, pojawiła się popielniczka. Nie minęło długo zanim odpalił nikotynowego przyjaciela i zaczął się nim rozkoszować.
Borgin zdawał sobie sprawę jaka była podstawa tej wizyty, chociaż wolał się tego dowiedzieć od Richarda albo udawać, że nie wie o co mu chodzi, bo przecież dopiero mieli się spotkać. Spotkać po to, aby "omówić" kwestię wypożyczenia Belenosa dla Roberta.
- Usiądziesz? - zapytał jeszcze, wskazując otwartą dłonią na krzesło, które znajdowało się na przeciwko jego biurka. W międzyczasie zgarnął dokumenty na bok, układając je na równy stosik w iście Ministerialnym stylu. Człowiek może wyjść z Ministerstwa, ale Ministerstwo z człowieka nigdy.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972