08.08.2024, 00:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 00:50 przez Lorraine Malfoy.)
Londyn, lato 1972 r.
Kochany Desmondzie, słodkie dziecię skąpane w asfodelu, akolito śmierci, mój mały l’enfant terrible,
Wpatruję się w Twój list od kilku godzin, próbując znaleźć odpowiednie słowa – słowa, które pomieściłyby to, co powinno zostać niewypowiedziane, słowa pojemne jak cisza w pozornie pustym mieszkaniu – a zarazem słowa dosadne, jednoznaczne – prosto w punkt, takie, przed którymi chowasz się w szafie i zatykasz uszy, bo raz usłyszane, już nigdy nie opuszczą wymiaru Twojej pamięci. Czasem nie wiem, które z nich sprawiają Ci większy dyskomfort. Żałuję, że wszystkie wyszły spomiędzy moich ust.
Od dziś będę używać słów czarno-białych – czarnych, jak czarny jest atrament, którym je kreślę, białych, jak biały jest papier, który je przyjmuje – słów prostych i szczerych.
Martwię się o Ciebie, Desmondzie. Rozumiesz, dlaczego?
Chciałabym z Tobą porozmawiać w cztery oczy. Nie tylko o tym, jaką konkretnie scenę batalistyczną wybrałeś do swego dzieła, choć brzmi to jak niezły początek.
Oczywiście, jesteś mile widziany w skromnych progach Necronomiconu, wskazana przez Ciebie godzina spotkania również mi odpowiada. Będę zaszczycona mogąc podziwiać artystę przy pracy. Weź ze sobą wszystkie przybory, jakich potrzebujesz, przygotuję Ci dogodne stanowisko pracy, abyś mógł wykonać niezbędne szkice. Proszę, teleportuj się od razu za próg zakładu: ulice Nokturnu nie są ostatnio bezpieczne, nawet dla Malfoyów.
Cieszę się, że trwasz przy swojej pasji.
Lorraine Malfoy