Jak wyglądał środek? Nic szczególnego - kilka szaf ustawionych po lewej stronie pomieszczenia, a pomiędzy nimi komoda. Nad nią znajdowała się tablica korkowa, która miała przyczepione kilka karteczek czy zdjęć kotów, które zrobił Sauriel. Po prawej stronie pokoju stała zaś biblioteczka oraz kanapa, która mogła być niektórym znana - zwłaszcza tym, którzy przebywali kiedyś w mieszkaniu Borgina (czy Anne Borgin) na Horyzontalnej. Na środku znajdował się nieduży dywan. Na pierwszym planie stało ciężkie, drewniane biurko, które miało 2 krzesła po stronie "zewnętrznej", a fotel po drugiej.
Bez trudu dało się też dostrzec obraz, który zmieniał się wygląd w zależności od kąta pod którym się na niego spojrzała. Od lewej przedstawiał Hogwart, na środku kwiaty i wszelkiej maści rośliny, a po prawej świętego Munga. Ponadto było kilkadziesiąt, a może kilkaset książek w całym pomieszczeniu. W większości były to jakieś tomiki przyrodnicze, atlasy czy księgi zielarskie. Nic z czego Borgin by korzystał - tę wiedzę mieli jednak tylko niektórzy.
Szklane rzeczy też dało się odnaleźć. Nie trzeba było nawet specjalnie szukać, ponieważ na szafkach stało kilka butelek. Część z nich była pełna, część w jakimś stopniu opróżniona, a jeszcze inne całkowicie puste. Dało się też dostrzec dwie szklanki, które były przykryte ręczniczkiem, zupełnie jakby oczekiwały na gości albo jakby Stanley był gotów przyjąć gości w każdym momencie.
Nic szczególnego ale również nie było biednie. Sam określiłby to jako "wystarczająco".
- W co pogrywam? - powtórzył, kupując sobie odrobinę czasu - W nic. Nie jest to w moim stylu i nie mam na to czasu - wyjaśnił, bacznie obserwując poczynania Richarda w jego gabinecie. Nie ruszał się ze swojego miejsca i nie podejmował żadnych ryzykownych działań, wszak to Mulciber miał różdżkę w dłoni, a on nie.
- Cóż, zna się to i tamto - zgodził się, zaciągając papierosem - Do żadnego wkradnięcia się nie doszło. Zresztą ja nie potrzebuję żadnego skrzata. Nie mi jest on potrzebny - westchnął, rozumiejąc na jaką minę wpierdolił go Robert - Nie lubię kiedy ktoś celuje różdżkę w moja osobę pod moich dachem - przyznał, popalając powoli papierosa. Jego mina była poważna i pozbawiona wszelkiego uśmiechu. Mógłby nazwać ją pokerową.
- Odłóż różdżkę i usiądź. Porozmawiajmy - polecił, a wręcz zaproponował - Sam nie chciałbym sięgać po swoją, bo skończy się to co najmniej źle - dodał - I żebym nie został źle zrozumiany. Nie jest to żadna groźba, a stwierdzenie faktu, który wynika z naszych własnych doświadczeń zawodowych i nie tylko - wyjaśnił. Chodziło mu o nic innego jak fakt, że we dwójkę wywodzili się ze służb i we dwójkę nie byli na bakier z czarną magią, chociaż Stanley znał sztuczkę więcej i nie miał pojęcia czy Richard również ją zna.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972