08.08.2024, 16:41 ✶
- Nie jestem pewna, czy mogłabym się zgodzić. Jonathan i Morpheus są do pewnego stopnia obłąkani.
Shafiqa za to już nie podejrzewałaby o szaleństwo. Nieco nadmierny romantyzm, skłonność do ulegania emocjom, nadmierne przywiązywanie się do ludzi, owszem, ale na pewno nie o szaleństwo
- W greckiej mitologii, owszem. Morphy na pewno wiedziałby o tym więcej. Jeśli dobrze pamiętam, Odyseusz kazał przywiązać się do masztu, by usłyszeć syreni śpiew i nie rzucić się za nim w morskie odmęty. Najwyraźniej jednak prawdziwe syreny niekoniecznie topiły rybaków, chociaż to prawdy nie wiem, co ciągnęło Shackleboltów do półryb.
Poglądy Charlotte w pewnych kwestiach były ogromnie liberalne, w innych zapewne doskonale wpisywały się w te najbardziej konserwatywne nurty. Za żadne skarby nie pojmowała, jak ktoś mógł zakochać się w trytonie. Krzyżowanie się z selkie miała za dziwaczne, ale one przynajmniej potrafiły przyjmować w pełni ludzką postać.
- Jeśli mówisz o bajkach dla dzieci, może chodzi ci o małą syrenkę? Postanowiła wyjść na ląd z miłości dla człowieka, on oczywiście jej nie chciał, a głupia dziewczyna wolała zamienić się w morską pianę niż go zabić.
Charlotte wiedziała najlepiej, jak głupie rzeczy ludzie robią niekiedy targani porywami romantyzmu. I zrozumiałaby nawet tę syrenę, co dla miłości porzuciła morze, ale w przypadku tej oryginalnej wersji baśni problem polegał na tym, że była nazbyt... życiowa. Jaki książę poślubiłby dziewczynę - przybłędę znikąd? Po co nie tylko opuszczać własny lud i pozycję księżniczki, jeśli nie dostawało się w zamian niczego - tylko wieczny ból, samotność i stratę głosu? Gdybyż chociaż według tej baśni syrenka miała jakąś okropną matkę!
Głupia dziewczyna.
- Wątpię. Czasem podejrzewam, że zamieszkał w Komnacie Śmierci, w jakimś kącie z artefaktami, którego nikt nie sprawdza - powiedziała, i po jej ustach przemknął lekki uśmiech. Nie żeby ją to zaskakiwało. W Wielkiej Brytanii ludzie i tak mieli znacznie mniejszą obsesję na punkcie pracy niż w Stanach. Jeśli szło o nią... sprawa była skomplikowana, bo Charlotte lubiła swoje badania, ale bardzo lubiła też się bawić. - Dobre geny. Macie szczęście, że jestem waszą matką - odparła z niezachwianą pewnością siebie.
Shafiqa za to już nie podejrzewałaby o szaleństwo. Nieco nadmierny romantyzm, skłonność do ulegania emocjom, nadmierne przywiązywanie się do ludzi, owszem, ale na pewno nie o szaleństwo
- W greckiej mitologii, owszem. Morphy na pewno wiedziałby o tym więcej. Jeśli dobrze pamiętam, Odyseusz kazał przywiązać się do masztu, by usłyszeć syreni śpiew i nie rzucić się za nim w morskie odmęty. Najwyraźniej jednak prawdziwe syreny niekoniecznie topiły rybaków, chociaż to prawdy nie wiem, co ciągnęło Shackleboltów do półryb.
Poglądy Charlotte w pewnych kwestiach były ogromnie liberalne, w innych zapewne doskonale wpisywały się w te najbardziej konserwatywne nurty. Za żadne skarby nie pojmowała, jak ktoś mógł zakochać się w trytonie. Krzyżowanie się z selkie miała za dziwaczne, ale one przynajmniej potrafiły przyjmować w pełni ludzką postać.
- Jeśli mówisz o bajkach dla dzieci, może chodzi ci o małą syrenkę? Postanowiła wyjść na ląd z miłości dla człowieka, on oczywiście jej nie chciał, a głupia dziewczyna wolała zamienić się w morską pianę niż go zabić.
Charlotte wiedziała najlepiej, jak głupie rzeczy ludzie robią niekiedy targani porywami romantyzmu. I zrozumiałaby nawet tę syrenę, co dla miłości porzuciła morze, ale w przypadku tej oryginalnej wersji baśni problem polegał na tym, że była nazbyt... życiowa. Jaki książę poślubiłby dziewczynę - przybłędę znikąd? Po co nie tylko opuszczać własny lud i pozycję księżniczki, jeśli nie dostawało się w zamian niczego - tylko wieczny ból, samotność i stratę głosu? Gdybyż chociaż według tej baśni syrenka miała jakąś okropną matkę!
Głupia dziewczyna.
- Wątpię. Czasem podejrzewam, że zamieszkał w Komnacie Śmierci, w jakimś kącie z artefaktami, którego nikt nie sprawdza - powiedziała, i po jej ustach przemknął lekki uśmiech. Nie żeby ją to zaskakiwało. W Wielkiej Brytanii ludzie i tak mieli znacznie mniejszą obsesję na punkcie pracy niż w Stanach. Jeśli szło o nią... sprawa była skomplikowana, bo Charlotte lubiła swoje badania, ale bardzo lubiła też się bawić. - Dobre geny. Macie szczęście, że jestem waszą matką - odparła z niezachwianą pewnością siebie.