Widzieli się raz w życiu. Alexander żałował, czuł obrzydzenie. Urlett wręcz przeciwnie. Dla niej był jak dawny przyjaciel. Czuła się przy nim niezwykle swobodnie. Pewnie dlatego, że widział ją nago.
Zdziwiła się komunikatem Mulcibera, co wyraziły uniesione brwi. Jakże mógł przewidzieć takie koleje losu? Spali ze sobą tylko raz i to z jego inicjatywy. Naprawdę myślał, że podeszła do niego teraz tylko i wyłącznie w tym celu? Głównie, ale nie tylko.
— Jak niegrzecznie. Odpowiedz najpierw na pierwsze pytanie, nim przejdziesz do drugiego. Nie lubię nierozwiązanych zagadek, szczególnie tych prostych do rozwiązania. — Przechyliła trochę głowę, również mierząc go intensywnym spojrzeniem. Bardzo się nadawał. Gdyby tylko był nieco bardziej kooperatywny... — A moje drugie pytanie nie ma związku z pierwszym. Nie interesuje mnie osobiście twój status matrymonialny. Już nie.
Przeniosła spojrzenie na Isaaca. Bardzo charakterystyczne imię. Być może nawet nie musiał podawać nazwiska.
— Urlett Reykjavik z rodu Nordgersim, niezmiernie miło mi poznać. Pan jest Żydem, czy synem Victorii Bagshot? — spytała, jak gdyby nie było żadnej trzeciej opcji do rozważenia. Zaraz też ciekawsko zerknęła na piersiówkę. — Interesujący ekwipunek na przyjęciu. Nie wiedział pan, że będzie tu alkohol, czy może potrzebował pan tego przed przyjęciem?
Jej pytania należały do niecodziennych, z kategorii tych głupich, ale piersiówka stanowiła dla Urlett niesamowicie niepasujący element do obrazu. Po obserwacji naczynia nie przepuściła okazji, by rzucić spojrzeniem na dłonie Isaaca w poszukiwaniu oznak stanu cywilnego — lub ich braku.