Cóż, wiele zależało od zawodu. Geraldine nie do końca potrafiła sobie radzić z tym, co udawało jej się upolować. Właściwie to głównie wykonywała zlecenia, kiedyś trochę próbowała bawić się w wytwarzanie przedmiotów z różnych odzwierzęcych składników, ale to porzuciła, miała kiedyś od tego Thesa, który teraz mieszkał pewnie gdzieś w Afryce, na całe szczęście ostatnio w jej życiu pojawił się Esmé, który okazał się być również bardzo doświadczonym kaletnikiem. Takie osoby były jej potrzebne, by miała pewność, że to co robi ma sens, że nie zabija tych stworzeń bez potrzeby.
Zabawne, że jeszcze kilkanaście minut temu miała ochotę go uderzyć za to, że nie podobało mu się to, że pali, a teraz byli gotowi zawrzeć ze sobą układ. Bardzo szybko można było zmienić punkt widzenia, a ta rozmowa była tego doskonałym przykładem. Plan nie brzmiał źle, wręcz przeciwnie. Eliksiry na pewno jej się przydadzą, co do tego nie miała wątpliwości, więc naprawdę wydawało jej się, że nie mogła lepiej trafić. Esmé potrzebował innych części zwierząt, a inne były wykorzystywane do tworzenia mikstur. Łączyło się to ze sobą, każda część truchła znajdzie swoje zastosowanie, a to było dla niej ważne, żeby w odpowiedni sposób podchodzić do śmierci, by te zwierzęta nie ginęły na marne.
- Bardzo chętnie przygarnę eliksir na bezsenność, tego nigdy zbyt wiele. Miewam problemy ze spaniem właściwie od zawsze. - Teraz jeszcze bardziej dawały jej się we znaki, kiedy ścigała ją bestia.
- Standardowo też wiggenowy, nie będę musiała prosić mojej uzdrowicielki o niego przy każdym bliższym spotkaniu z potworem. - Czasem aż było jej głupio, że tak często wpadała w kłopoty. Oczywiście nie zamierzała zmieniać lekarza, Flo ufała w stu procentach, ale gdyby przytrafiła się jej jakaś pierdoła, to nie musiałaby jej zawracać głowy.
- Dobrze, w takim przypadku będę ci je podrzucać do szpitala, myślę, że to nie wzbudzi podejrzeń. - Właściwie to unikała szpitali, raczej do nich nie wchodziła, chyba, że była w naprawdę bardzo złej sytuacji. - Podeślę ci wszystko, czego potrzebujesz moim jastrzębiem, sama wolę nie wchodzić do Munga. - Mógł zauważyć, że nieco zmienił się jej wyraz twarzy, jakby faktycznie zależało jej na tym, aby nie postanęła tam jej stopa. Całkiem zabawne, że potężna łowczyni Geraldine Yaxley boi się szpitali.