Udało się trochę załagodzić cały ten spór czy chwilową niezgodę. Wszystko zależało od tego jak się patrzyło na całą sytuację. Fakt - wyglądało co najmniej średnio, ale Borgin był tylko żołnierzem, który wykonywał rozkazy zlecone przez tych powyżej. Kto był powyżej? Cóż, to było całkiem proste, jasne i klarowne.
Richard nie miał problemu z tym, aby zgarnąć metalową zapalniczkę z biurka, ponieważ Stanley jej nie ukrywał, ani nie chował. Pozostawił na wierzchu, aby wuj mógł sobie skorzystać.
Słysząc słowa Ricka, zaciągnął się jeszcze na chwilę, rozluźniając mięśnie. Uff, udało się...
- Cóż. Na początku chciałem to zrobić, ale później postanowiłem po prostu zadziałać według dobrze znanych mi taktyk z Ministerstwa i nie tylko - tłumaczył powoli, przyglądając się Mulciberowi - Wszystko byłoby pięknie i cacy, ale pojawił się problem. Nie miałem zielonego pojęcia jak się wysyła skrzaty. No bo skąd niby miałem to wiedzieć? - zapytał retorycznie. Nikt go tego nigdy nie uczył, więc nie posiadał tej wiedzy - całkiem logiczne.
Po tych słowach zamilkł na kilka sekund, a w międzyczasie wyciągnął długą linijkę i jakąś zapisaną kartkę z szafki. Napiął ją następnie w końcowej części i sprawnym ruchem dłoni, oderwał dolną część. Nie czekając długo, schował ją ponownie do szafki, a górną zaś podał wujkowi do wglądu.
- Chyba nie muszę Ci mówić kto jest nadawcą. Pismo powinieneś rozpoznać lepiej, niż ktokolwiek - wytłumaczył. List od Roberta, który leżał teraz przed jego bratem, był dobrze widoczny, chociaż część z jego podpisem i ostatnią linijką, która mówiła o tym, gdzie go wysłać, została oderwana. Cała reszta była bardzo dobrze zachowana i dostępna dla Richarda.
- Gdyby tylko Twój brat, a mój ojciec, szybciej odpisywał na listy, Belenosa już by z nami nie było - stwierdził, gasząc papierosa w popielniczce - Ale, że nie odpisał mi... to możesz go zawołać. W sensie skrzata i tu przyjdzie, bo siedzi w dalszej części Głębiny - wyjaśnił - Zapaliłem mu lampkę, posadziłem na skrzynce i kazałem na razie siedzieć. Co innego miałem z nim niby zrobić? - rozłożył ręce. Nie potrzebował go, więc znalazł mu jakieś tymczasowe zajęcie. Nic szczególnego, wszak liczył, że Robert szybko odpisze. Niestety bardzo się wtedy mylił.
- Także mi samemu nigdy nie byłby potrzebny. I dowodów też by już nie było, ale tak to cóż... masz mnie - dodał jeszcze po chwili, wyjmując szklaną butelkę z szafki. Nalał sobie odrobinę trunku, a następnie skierował karafkę w kierunku wuja, jakby chciał zapytać napijesz się? Nikt nie chciał się upodlić o tej porze, ale odrobina alkoholu jeszcze nikogo nie zabiła.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972