09.08.2024, 00:30 ✶
Od razu pomyślał: ten twój idealny brat też im tego nie powiedział? Zapomniał o tym, że leżysz w lecznicy? Nie powiedział tego na głos, bo takich rzeczy nie mówiło się na głos. Co prawa odkrył tę mądrość życiową całkiem niedawno i nie stosował się do niej przez przeważającą większość czasu, ale ona była tak w kurwę przybita, że nawet on potrafił ugryźć się w język. Kontynuował więc to, co wychodziło mu nawet lepiej niż dogryzanie i drwiny - milczenie i słuchanie. Co prawda gdzieś po drodze zostało mu zadanych bardzo dużo pytań, a główną odpowiedzią było to, że występ nie podobał mu się wcale - w ogóle mu się nie przyjrzał. Zbyt zaabsorbowany obecnością Prewetta przyjrzał się tylko postaciom stojącym na scenie. Szybko dopisał mężczyźnie stojącemu obok niej łatkę „Niewymowny”.
- Fajnie było zobaczyć cię w jednym kawałku - odpowiedział, wcale nie odpowiadając. - Pamiętam swój szok z chwili, kiedy cię tam przedstawili. - Nie kłamał. Jak egocentryczne dziecko najlepiej kodował to, co przeżył. Kładł to obok faktów, jakie uznał za istotne i przydatne, inne detale spychając na dalszy, szary plan.
Czerwony brokat. Cóż, nie miał pojęcia, że był czerwony. Ale to miało sens, tak? Czerwony brokat, jak czerwona krew...
- Jak wyjedziemy na główną drogę, tak. Bo dopiero uczę się prowadzić. - Skręcił, mówiąc to, kierując auto na drogę, która już nie dudniła w uszach. Z brukowanej ulicy wyjechali na równy asfalt. - To po prostu Londyn. - W takim sensie, że ustawił go na cel. - Światła miasta wyglądają ładnie z daleka.
Wśród wielu nagrań, jakie Crow ze sobą woził, istniało tylko jedno, które zachowało swoją oryginalną nazwę - The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars, kupione jeszcze całkiem niedawno. Cała reszta stanowiła zagadkę - własne nagrywki ponazywane pisakami - od muzyki do zasypiania przez nie wszystkie piosenki lecące w radiu są chujowe po mocne pierdolnięcie. Ale co na tym było? Zagadki. Trzeba było wsadzić je do odtwarzacza. Sam Crow wydawał się zadowolony z obecnego wyboru - ich trasie towarzyszyły dźwięki The Who, do których stukał w kierownicę i nucił poszczególne wersy, mrużąc oczy i próbując upewnić się, że nie wjeżdżają właśnie do rowu.
- Święty Krzysztof, patron kierowców - odpowiedział całkowicie poważnie i na tym chciał poprzestać, ale po dłuższej chwili ciszy cmoknął ustami i wyjaśnił, że - drugi z moich braci jest głęboko wierzącym katolikiem i ciągle mi daje takie rzeczy. - Zgadywał, że nie chciał widzieć Flynna martwego, ale Flynn nie potrafił tego docenić. To nie Święty Krzysztof uratuje go w razie wypadku, tylko udana teleportacja. - Mugolska religia. - Nie miał pojęcia, czy powinien to wyjaśniać... Na kilka sekund wbił w nią pytające spojrzenie.
- Fajnie było zobaczyć cię w jednym kawałku - odpowiedział, wcale nie odpowiadając. - Pamiętam swój szok z chwili, kiedy cię tam przedstawili. - Nie kłamał. Jak egocentryczne dziecko najlepiej kodował to, co przeżył. Kładł to obok faktów, jakie uznał za istotne i przydatne, inne detale spychając na dalszy, szary plan.
Czerwony brokat. Cóż, nie miał pojęcia, że był czerwony. Ale to miało sens, tak? Czerwony brokat, jak czerwona krew...
- Jak wyjedziemy na główną drogę, tak. Bo dopiero uczę się prowadzić. - Skręcił, mówiąc to, kierując auto na drogę, która już nie dudniła w uszach. Z brukowanej ulicy wyjechali na równy asfalt. - To po prostu Londyn. - W takim sensie, że ustawił go na cel. - Światła miasta wyglądają ładnie z daleka.
Wśród wielu nagrań, jakie Crow ze sobą woził, istniało tylko jedno, które zachowało swoją oryginalną nazwę - The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars, kupione jeszcze całkiem niedawno. Cała reszta stanowiła zagadkę - własne nagrywki ponazywane pisakami - od muzyki do zasypiania przez nie wszystkie piosenki lecące w radiu są chujowe po mocne pierdolnięcie. Ale co na tym było? Zagadki. Trzeba było wsadzić je do odtwarzacza. Sam Crow wydawał się zadowolony z obecnego wyboru - ich trasie towarzyszyły dźwięki The Who, do których stukał w kierownicę i nucił poszczególne wersy, mrużąc oczy i próbując upewnić się, że nie wjeżdżają właśnie do rowu.
- Święty Krzysztof, patron kierowców - odpowiedział całkowicie poważnie i na tym chciał poprzestać, ale po dłuższej chwili ciszy cmoknął ustami i wyjaśnił, że - drugi z moich braci jest głęboko wierzącym katolikiem i ciągle mi daje takie rzeczy. - Zgadywał, że nie chciał widzieć Flynna martwego, ale Flynn nie potrafił tego docenić. To nie Święty Krzysztof uratuje go w razie wypadku, tylko udana teleportacja. - Mugolska religia. - Nie miał pojęcia, czy powinien to wyjaśniać... Na kilka sekund wbił w nią pytające spojrzenie.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.