09.08.2024, 09:43 ✶
O jak ją ten chłopak wkurwiał. Ona mu tu serce otwierała, trzecie oko dziarała sobie sztyletem na środku czoła (znaczy nie miała trzeciego oka, ale no na wróżeniu się znała i szlag ją trafiał jak jej słowa były tak ostentacyjnie podważane). Choć sama nie była w najlepszym stanie od zawsze od jakiegoś czasu, to bezlitośnie punktowała wszystkie żałostki nieznajomego Mulcibera.
Karty z oczywistych względów nie mówiły co się stanie z Charlesem jak zdechnie - pytanie dotyczyło czego innego, a teraz ten gnojek podważajacy jej wróżbę dopytywał o kolejną rzecz nie dając dokończyć. O jak ją świeżbiło, żeby poddusić go tak by myślał że umarł, żeby zepsuć mu kolejną śmierć głupiemu kutasiarzowi.
— Ależ oczywiście, że mówią, przyszłośc jest tu o po prawej stronie — kłamała bezczelnie, bo słup w kartach, krzywy u niej w rozkładzie jakby piorun w niego jebnął, innym rzeczom był przeznaczony, ale sceptyk pewnie drugi raz do wróżki nie pójdzie, więć nie będzie miał porównania. No i też była taka na niego wściekła, że nie zamierzała dać mu się zabić chociażby z czystej złośliwości.
— Rodzina straci resztki pieniędzy na pogrzeb, kłótnie o to kto bardziej zawinił. — pokazała mu odwróconą kartę z monetą, która wydawała się wypadać z ręki, by zaraz wziąć osiem kijów lecących po niebie — Wszystkie plany posypią się jak domek z kart. Twoja rodzina będzie obwiniać się wzajemnie o to, czemu umarłeś, część uzna, że ktoś musiał Ci pomóc i poświęcą swoje życie na ściganie mordercy, część pogrąży się w alkoholicznym ciągu, nie mogąc znieść myśli, że może jednak zajebałeś się przez nich, przez to, że się nie dogadaliście. I kolejna karta... para zmierzająca do rozstawionego baldachimu, też odwrócona. Po tym wiedziała, że to nic poważnego, przejściowe problemy. Ale musiała go nastraszyć.[b] — Żadne listy nie pomogą. To jest szczęście i sukces, jeśli pozbawisz się życia, ściagniesz na rodzinę straszliwego pecha i nic im się nie będzie udawać.
Mrużąc oczy przyjrzała się mu z uwagą, po czym pospiesznie zgarnęła karty, szkicownik i ołówki, wrzucając wszystko do torby. Klify nie pomagały. Odjebywało mu od wysokości. Może to kwestia powietrza w Dolinie?Tu wszyscy byli lekko jebnięci, chociaż zazwyczaj ociekali życzliwością. Po Lammas ta energetyka mogła się zmienić. Za blisko dziury w świecie robionej przez Czarnego Dzbana, wiadomo.
Ujęła różdżkę i złapała go za rękę.
— Chodźmy się napierdolić, tu Ci odwala. Myślę, że mój brat nie wychlał całej karmelówki, kiedy siedziałam w ciupie— jej uśmiech nie był przyjemny, niósł ze sobą drapieżność i a palce był wczepione w niego jak krucze łapsko. Nie czekając na słowa protestu...
...teleportowała ich do niewielkiej zapyziałej klatki schodowej przed drzwiami wynajętego mieszkanka na poddaszu. Ze świeżości morskiej bryzy przeszli płynnie do zakurzonego zaduchu i miastowego smrodu w samym środku lata. Wyciągnęła klucze i zaciągnęła go do środka przestrzeni, która dawno nie była pożądnie wychłoszczona zaklęciami czyszczącymi.
— Ok, obstawiasz, że lodóka będzie w ciul pełna ześmierdłym żarciem, czy świecąca pustkami? Niee... nie idźmy tam, cepły bimber lepiej robi na smutki, najwyższy poziom upodlenia.— porywaczka bablała do siebie pod nosem.
Karty z oczywistych względów nie mówiły co się stanie z Charlesem jak zdechnie - pytanie dotyczyło czego innego, a teraz ten gnojek podważajacy jej wróżbę dopytywał o kolejną rzecz nie dając dokończyć. O jak ją świeżbiło, żeby poddusić go tak by myślał że umarł, żeby zepsuć mu kolejną śmierć głupiemu kutasiarzowi.
— Ależ oczywiście, że mówią, przyszłośc jest tu o po prawej stronie — kłamała bezczelnie, bo słup w kartach, krzywy u niej w rozkładzie jakby piorun w niego jebnął, innym rzeczom był przeznaczony, ale sceptyk pewnie drugi raz do wróżki nie pójdzie, więć nie będzie miał porównania. No i też była taka na niego wściekła, że nie zamierzała dać mu się zabić chociażby z czystej złośliwości.
— Rodzina straci resztki pieniędzy na pogrzeb, kłótnie o to kto bardziej zawinił. — pokazała mu odwróconą kartę z monetą, która wydawała się wypadać z ręki, by zaraz wziąć osiem kijów lecących po niebie — Wszystkie plany posypią się jak domek z kart. Twoja rodzina będzie obwiniać się wzajemnie o to, czemu umarłeś, część uzna, że ktoś musiał Ci pomóc i poświęcą swoje życie na ściganie mordercy, część pogrąży się w alkoholicznym ciągu, nie mogąc znieść myśli, że może jednak zajebałeś się przez nich, przez to, że się nie dogadaliście. I kolejna karta... para zmierzająca do rozstawionego baldachimu, też odwrócona. Po tym wiedziała, że to nic poważnego, przejściowe problemy. Ale musiała go nastraszyć.[b] — Żadne listy nie pomogą. To jest szczęście i sukces, jeśli pozbawisz się życia, ściagniesz na rodzinę straszliwego pecha i nic im się nie będzie udawać.
Mrużąc oczy przyjrzała się mu z uwagą, po czym pospiesznie zgarnęła karty, szkicownik i ołówki, wrzucając wszystko do torby. Klify nie pomagały. Odjebywało mu od wysokości. Może to kwestia powietrza w Dolinie?Tu wszyscy byli lekko jebnięci, chociaż zazwyczaj ociekali życzliwością. Po Lammas ta energetyka mogła się zmienić. Za blisko dziury w świecie robionej przez Czarnego Dzbana, wiadomo.
Ujęła różdżkę i złapała go za rękę.
— Chodźmy się napierdolić, tu Ci odwala. Myślę, że mój brat nie wychlał całej karmelówki, kiedy siedziałam w ciupie— jej uśmiech nie był przyjemny, niósł ze sobą drapieżność i a palce był wczepione w niego jak krucze łapsko. Nie czekając na słowa protestu...
...teleportowała ich do niewielkiej zapyziałej klatki schodowej przed drzwiami wynajętego mieszkanka na poddaszu. Ze świeżości morskiej bryzy przeszli płynnie do zakurzonego zaduchu i miastowego smrodu w samym środku lata. Wyciągnęła klucze i zaciągnęła go do środka przestrzeni, która dawno nie była pożądnie wychłoszczona zaklęciami czyszczącymi.
— Ok, obstawiasz, że lodóka będzie w ciul pełna ześmierdłym żarciem, czy świecąca pustkami? Niee... nie idźmy tam, cepły bimber lepiej robi na smutki, najwyższy poziom upodlenia.— porywaczka bablała do siebie pod nosem.