09.08.2024, 10:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.08.2024, 10:52 przez Samuel McGonagall.)
O ile Little Hangleton nie podobało mu się za bardzo (choć tu trudno się dziwić, tak naprawdę nie podobało mu się nigdzie poza Knieją, Dolinę nauczył się akceptować w swoim życiu, a już dwie mile za domem brzmiało jak prawdziwa katorga), tak odgłosy zza drzwi przynosiły przyjemną myśl, że możę to nie jest taki nieprzyjemny dom czarodziei, którzy patrzą na takie przybłędy jak on z góry. Pies, któy mógł swobodnie biegać po domostwie, a nie był uwiązany na łańcuchu i traktowany jak przedmiot użytku w obejściu niósł taką nadzieję i nieco równoważył szorstkość listu, na który początkowo przecież McGonagall nawet nie chciał odpowiadać.
—To nie jest żaden problem, dzisiaj tylko zdejmowana miara, więc nie będę miał nawet jak zrobić mu krzywdy. — powiedział od progu, w pamięci napominając się, by nie chimerował w otoczeniu psiaka ani w ogóle w domu. Cały czas wypominał sobie incydent z Ponurakiem - psem Longbottomów - który po jego przemianie w niedźwiedzia z trudem odzyskał zaufanie do mężczyzny który zamieszakał w końcu na jego terenie, w warowniowym ogródku. — No i też poza miarą mam kilka próbek drewna, żeby łatwiej podjąć decyzję, chyba że masz już jakieś preferencje odnośnie tego z czego ta szafka ma być. A i ten, no bo w sumie nie dopytałem, czy mają mieć jakieś magiczne ulepszenia— Zupełnym przypadkiem przeszedł z formy grzecznościowej na bardzo bezpośrednią, mimowolnie traktując kogoś kto nie kopie swojego zwierzaka jako kogoś swojego.
Z drugiej strony Samuel, który za bardzo nie przepadał za ludźmi, zwykł choćby roboczo ucieleśniać swoich rozmówców w zdecydowanie lepiej znane mu gatunki. Jego przestrzeń wypełniały świergotniki, niedźwiedzie i wilki, trafiały się motyle i driady, trafiały się łanie i rosłe jelenie, czasem koty. Ulysses swoją wychudzoną twarzą i wodnistymi oczyma przypominał mu testrala, a te miały w sercu Samuela wyjątkowe miejsce. Z resztą nie tylko w jego sercu, ale również w rdzeniu kasztanowej różdżki.
Bez względu na decyzję, czy pies idzie z nimi, czy też nie, Sam ruszył po schodach na górę, nie rozglądając się po domostwie, a skupiając na celu swojej wizyty i robocie, którą od tego momentu powinien zrobić możłiwie szybko, aby bardziej nie naruszać cierpliwości klienta niż było to konieczne.
—To nie jest żaden problem, dzisiaj tylko zdejmowana miara, więc nie będę miał nawet jak zrobić mu krzywdy. — powiedział od progu, w pamięci napominając się, by nie chimerował w otoczeniu psiaka ani w ogóle w domu. Cały czas wypominał sobie incydent z Ponurakiem - psem Longbottomów - który po jego przemianie w niedźwiedzia z trudem odzyskał zaufanie do mężczyzny który zamieszakał w końcu na jego terenie, w warowniowym ogródku. — No i też poza miarą mam kilka próbek drewna, żeby łatwiej podjąć decyzję, chyba że masz już jakieś preferencje odnośnie tego z czego ta szafka ma być. A i ten, no bo w sumie nie dopytałem, czy mają mieć jakieś magiczne ulepszenia— Zupełnym przypadkiem przeszedł z formy grzecznościowej na bardzo bezpośrednią, mimowolnie traktując kogoś kto nie kopie swojego zwierzaka jako kogoś swojego.
Z drugiej strony Samuel, który za bardzo nie przepadał za ludźmi, zwykł choćby roboczo ucieleśniać swoich rozmówców w zdecydowanie lepiej znane mu gatunki. Jego przestrzeń wypełniały świergotniki, niedźwiedzie i wilki, trafiały się motyle i driady, trafiały się łanie i rosłe jelenie, czasem koty. Ulysses swoją wychudzoną twarzą i wodnistymi oczyma przypominał mu testrala, a te miały w sercu Samuela wyjątkowe miejsce. Z resztą nie tylko w jego sercu, ale również w rdzeniu kasztanowej różdżki.
Bez względu na decyzję, czy pies idzie z nimi, czy też nie, Sam ruszył po schodach na górę, nie rozglądając się po domostwie, a skupiając na celu swojej wizyty i robocie, którą od tego momentu powinien zrobić możłiwie szybko, aby bardziej nie naruszać cierpliwości klienta niż było to konieczne.