10.08.2024, 04:58 ✶
- Szczerze... czy tobie się zdarza nie przychodzić gdzieś prosto z dyżuru? - zapytał, z odrobinę kpiącym uśmiechem na ustach. Miał wrażenie, że jeśli nie biegła na dyżur, to właśnie z niego wracała, a jeśli nie znajdowała się właśnie w godzinach wyznaczonych przez Ministerialny grafik to i tak robiła coś, co mogło się skończyć urwaniem jej głowy. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Wcześniej nie był pewien co ma właściwie o tym myśleć, ale zamiast ją o to zapytać czy mocniej na odpowiedź naciskać, udał że cokolwiek robi to nie interesuje go to aż tak jak powinno. Potem trochę o tym zapomniał, niesiony na fali ulgi spowodowanej przerwanym rytuałem. Ale ta cisza była dziwna i jakby niewłaściwa, szczególnie po tak długim czasie ich związania rytuałem.
Temat Stanleya bolał go chyba najbardziej ze wszystkich możliwych, które mogli by teraz przywołać w kontekście tamtego... nieporozumienia. Szczególnie po Widowisku Randkowym, które przecież miało miejsce nie tak dawno. Bulstrode nie był głuchy i wiedział, co niektórym chodziło po głowie, ale starał się nie zwracać na to wszystko uwagi chyba tym bardziej, że odnosił wrażenie iż było w tym ziarno prawdy. Nie chciał zatrzymać Borgina. Koniec. Lata przyjaźni robiły swoje i nawet postawienie przed nim podejrzeń i faktów sprawiało, że coś w nim łamało się i wzbraniało na wizję tego, że miałby go doprowadzić przed oblicze sprawiedliwości. Nie był głupi, ale za to był ślepy w ten wyuczony sposób, który miał chronić przede wszystkim jego samego i wciąż, jakby rozpaczliwie, próbował sobie narzucić dawny sposób postrzegania Stanleya.
Nie był niewinny, ale jak mógł zrobić coś takiego? A może raczej - jak mógł być na tyle głupi, by dać się przyłapać na gorącym uczynku.
- Wybacz za to. Szczerze to zapomniałem o zgłoszeniu na te całą randkową imprezę, a potem to samo człowieka teleportowało - wzruszył ramionami, bo akurat z tym aspektem nie miał co zrobić. A jak już się tam znalazł to przecież już musiał dostać. Szkoda tylko że upominki dla uczestników były takie se. - Basiliusa? No nie wiem czy byłby to taki dobry pomysł, bo pewnie by się złamał, albo został raczej złamany potem przez moją siostrę, a szczerze? Sam nie wiem czy gorzej jakby ona się wzięła za łamanie tego czy dowiedziała się po fakcie że nas też to trzymało i nie chodzi tutaj o Ciebie tylko że nie była pierwszym kontaktem - znaczy o Brennę trochę też chodziło, bo Florence miała tendencje do posiadania zdania o kobietach w jego otoczeniu, kiedy nawet ich jeszcze porządnie nie poznała. Nie wiedział czy miała aż takie znamienite prekognicje czy o co chodziło, ale nie chciał potem znowu znosić jej rozczarowanego spojrzenia.
- Znaczy, mogłabyś, jasne. Ale obiektem wymiany jest raczej czas do spędzenia jak same bilety - odpowiedział jej szelmowskim uśmiechem. - Ale no, w takim razie jesteśmy umówieni - przekrzywił lekko głowę, spoglądając na nią z zadowoleniem, ale w końcu zebrał się w sobie i podniósł. - W sumie chyba pójdę wreszcie znaleźć Basiliusa - wyciągnął w jej stronę dłoń, gdyby sama też chciała wstać. - A ty może powinnaś się przespać?
Temat Stanleya bolał go chyba najbardziej ze wszystkich możliwych, które mogli by teraz przywołać w kontekście tamtego... nieporozumienia. Szczególnie po Widowisku Randkowym, które przecież miało miejsce nie tak dawno. Bulstrode nie był głuchy i wiedział, co niektórym chodziło po głowie, ale starał się nie zwracać na to wszystko uwagi chyba tym bardziej, że odnosił wrażenie iż było w tym ziarno prawdy. Nie chciał zatrzymać Borgina. Koniec. Lata przyjaźni robiły swoje i nawet postawienie przed nim podejrzeń i faktów sprawiało, że coś w nim łamało się i wzbraniało na wizję tego, że miałby go doprowadzić przed oblicze sprawiedliwości. Nie był głupi, ale za to był ślepy w ten wyuczony sposób, który miał chronić przede wszystkim jego samego i wciąż, jakby rozpaczliwie, próbował sobie narzucić dawny sposób postrzegania Stanleya.
Nie był niewinny, ale jak mógł zrobić coś takiego? A może raczej - jak mógł być na tyle głupi, by dać się przyłapać na gorącym uczynku.
- Wybacz za to. Szczerze to zapomniałem o zgłoszeniu na te całą randkową imprezę, a potem to samo człowieka teleportowało - wzruszył ramionami, bo akurat z tym aspektem nie miał co zrobić. A jak już się tam znalazł to przecież już musiał dostać. Szkoda tylko że upominki dla uczestników były takie se. - Basiliusa? No nie wiem czy byłby to taki dobry pomysł, bo pewnie by się złamał, albo został raczej złamany potem przez moją siostrę, a szczerze? Sam nie wiem czy gorzej jakby ona się wzięła za łamanie tego czy dowiedziała się po fakcie że nas też to trzymało i nie chodzi tutaj o Ciebie tylko że nie była pierwszym kontaktem - znaczy o Brennę trochę też chodziło, bo Florence miała tendencje do posiadania zdania o kobietach w jego otoczeniu, kiedy nawet ich jeszcze porządnie nie poznała. Nie wiedział czy miała aż takie znamienite prekognicje czy o co chodziło, ale nie chciał potem znowu znosić jej rozczarowanego spojrzenia.
- Znaczy, mogłabyś, jasne. Ale obiektem wymiany jest raczej czas do spędzenia jak same bilety - odpowiedział jej szelmowskim uśmiechem. - Ale no, w takim razie jesteśmy umówieni - przekrzywił lekko głowę, spoglądając na nią z zadowoleniem, ale w końcu zebrał się w sobie i podniósł. - W sumie chyba pójdę wreszcie znaleźć Basiliusa - wyciągnął w jej stronę dłoń, gdyby sama też chciała wstać. - A ty może powinnaś się przespać?