12.01.2023, 03:29 ✶
Patrick uśmiechnął się – jak miał nadzieję – bardzo tajemniczo. Sam był podekscytowany wszystkim, co przygotował na dzisiejszą randkę. Owszem, nadal stresował się myślą, że Clare mógłby się nie spodobać prezent, który dla niej kupił, ale… Ale to była jego Clare a Patrick jakoś tak odruchowo zakładał, że będzie potrafił sprawić jej przyjemność. Nawet jeśli po czasie wisiorek zaczynał mu się wydawać zbyt dziecinny i mało warty to przecież liczył się gest, liczyło się że byli na randce, że pokaże jej Pokój Życzeń…
- Cierpliwości – rzucił najbardziej nonszalanckim tonem na jaki tylko było go stać, ale ciepło które kryło się w jego oczach jasno wskazywało na to, że sam nie mógł się doczekać aż wyjawi go Clare.
A potem wszystko spaliło na panewce przez głupiego Irytka i jeszcze jeszcze głupsze pomysły. Gdy wpadli do łazienki Jęczącej Marty i zamknęli drzwi, wreszcie znowu mogli usłyszeć własne myśli. Z korytarza wciąż dochodziły odgłosy wystrzeliwanych i wybuchających sztucznych ogni, ale teraz pozostawały przytłumione, oddzielone od nich drzwiami i ścianą. Byli bezpieczni.
Patrick otworzył usta, żeby zacząć przepraszać Clare, ale gdy ta się odezwała, zrozumiał, że nie była ani zła, ani rozczarowana. Sam się uśmiechnął, choć jeszcze nie do końca wesoło, raczej z ulgą, coraz wyraźniej malującą się na twarzy. A potem pochylił się ku niej by ją pocałować.
I pewnie by to zrobił, gdyby nie dźwięk otwieranej kabiny w głębi łazienki.
Steward drgnął. Zaczerwienił się, zdając sobie sprawę z tego, co ten dźwięk oznaczał. Odruchowo odsunął się trochę od Clare. I jego pierwszą myślą nie było wcale, że zaraz przyłapie ich in flagranti jakaś uczennica. Chociaż był chłopakiem, doskonale wiedział, że z tej łazienki korzystało naprawdę niewiele dziewczyn. W końcu od wielu lat miejsce to okupował jeden, bardzo męczący i marudny duch. Chwilę po tym, jak udało mu się odsunąć, zamajaczyła przed nimi półprzezroczysta sylwetka Jęczącej Marty.
- Co to za hałasy na korytarzu? – zapytała, spoglądając na nich przed duże, grube szkła okularów. – To toaleta dla… - zaczęła zaczepnie i nagle zaczepny ton zniknął z jej głosu. – Och, Patrick. Co tu robisz? Znowu mnie rysowałeś? – zainteresowała się.
- Irytek odpalił na korytarzu pudło ze sztucznymi ogniami – odpowiedział odruchowo Steward. Patrzył na ducha pełnym konsternacji wzrokiem. – Musieliśmy się gdzieś schować.
Dolna warga Marty zadrgała ostrzegawczo. Jeden z fajerwerków ze świstem uderzył w ścianę przy drzwiach. Na korytarzu wybuchły kolejne sztuczne ognie, ale Patrick zaczął się obawiać nie tyle Filcha i fajerwerków, ile wybuchu histerycznego szlochu i oblania ich strumieniem zimnej wody. To dopiero byłaby katastrofalna randka.
- Ostatnio w ogóle do mnie nie przychodzisz! – poskarżył się duch.
- No co ty, Marta, kiedy ja właśnie po to przyprowadziłem tu Clare! – zaprzeczył szybko. – Była bardzo zainteresowana, gdy opowiadałem jej o tobie. Chciała cię poznać i w ogóle. Mówiłem jej o tym, jak umarłaś, ale chciała tę historię usłyszeć bezpośrednio od ciebie – paplał, ściskając mocniej rękę swojej dziewczyny.
Patrick miał nadzieje, że Clare zrozumie co chciał osiągnąć i zaraz zacznie gorąco potwierdzać jego słowa. Przy odrobinie szczęścia unikną dzięki temu histerii Marty, spotkania z woźnym i oberwania zbłąkanym sztucznym ogniem.
- Naprawdę? – zapytał duch, tym razem przenosząc ukryte za grubymi okularami spojrzenie bezpośrednio na Clare.
- Cierpliwości – rzucił najbardziej nonszalanckim tonem na jaki tylko było go stać, ale ciepło które kryło się w jego oczach jasno wskazywało na to, że sam nie mógł się doczekać aż wyjawi go Clare.
A potem wszystko spaliło na panewce przez głupiego Irytka i jeszcze jeszcze głupsze pomysły. Gdy wpadli do łazienki Jęczącej Marty i zamknęli drzwi, wreszcie znowu mogli usłyszeć własne myśli. Z korytarza wciąż dochodziły odgłosy wystrzeliwanych i wybuchających sztucznych ogni, ale teraz pozostawały przytłumione, oddzielone od nich drzwiami i ścianą. Byli bezpieczni.
Patrick otworzył usta, żeby zacząć przepraszać Clare, ale gdy ta się odezwała, zrozumiał, że nie była ani zła, ani rozczarowana. Sam się uśmiechnął, choć jeszcze nie do końca wesoło, raczej z ulgą, coraz wyraźniej malującą się na twarzy. A potem pochylił się ku niej by ją pocałować.
I pewnie by to zrobił, gdyby nie dźwięk otwieranej kabiny w głębi łazienki.
Steward drgnął. Zaczerwienił się, zdając sobie sprawę z tego, co ten dźwięk oznaczał. Odruchowo odsunął się trochę od Clare. I jego pierwszą myślą nie było wcale, że zaraz przyłapie ich in flagranti jakaś uczennica. Chociaż był chłopakiem, doskonale wiedział, że z tej łazienki korzystało naprawdę niewiele dziewczyn. W końcu od wielu lat miejsce to okupował jeden, bardzo męczący i marudny duch. Chwilę po tym, jak udało mu się odsunąć, zamajaczyła przed nimi półprzezroczysta sylwetka Jęczącej Marty.
- Co to za hałasy na korytarzu? – zapytała, spoglądając na nich przed duże, grube szkła okularów. – To toaleta dla… - zaczęła zaczepnie i nagle zaczepny ton zniknął z jej głosu. – Och, Patrick. Co tu robisz? Znowu mnie rysowałeś? – zainteresowała się.
- Irytek odpalił na korytarzu pudło ze sztucznymi ogniami – odpowiedział odruchowo Steward. Patrzył na ducha pełnym konsternacji wzrokiem. – Musieliśmy się gdzieś schować.
Dolna warga Marty zadrgała ostrzegawczo. Jeden z fajerwerków ze świstem uderzył w ścianę przy drzwiach. Na korytarzu wybuchły kolejne sztuczne ognie, ale Patrick zaczął się obawiać nie tyle Filcha i fajerwerków, ile wybuchu histerycznego szlochu i oblania ich strumieniem zimnej wody. To dopiero byłaby katastrofalna randka.
- Ostatnio w ogóle do mnie nie przychodzisz! – poskarżył się duch.
- No co ty, Marta, kiedy ja właśnie po to przyprowadziłem tu Clare! – zaprzeczył szybko. – Była bardzo zainteresowana, gdy opowiadałem jej o tobie. Chciała cię poznać i w ogóle. Mówiłem jej o tym, jak umarłaś, ale chciała tę historię usłyszeć bezpośrednio od ciebie – paplał, ściskając mocniej rękę swojej dziewczyny.
Patrick miał nadzieje, że Clare zrozumie co chciał osiągnąć i zaraz zacznie gorąco potwierdzać jego słowa. Przy odrobinie szczęścia unikną dzięki temu histerii Marty, spotkania z woźnym i oberwania zbłąkanym sztucznym ogniem.
- Naprawdę? – zapytał duch, tym razem przenosząc ukryte za grubymi okularami spojrzenie bezpośrednio na Clare.