12.01.2023, 04:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.01.2023, 04:05 przez Trevor Yaxley.)
Trevor nie mógł nazwać się kimś, kto posiada szczególne rozeznanie w temacie Śmierciożerców. Posiadał jedynie opinię na ich temat, ale to był temat na inną dyskusję. Niemniej ten pierwszy z nich, który teraz zalegał na śniegu nieprzytomny, nie okazał się jakimś poważnym wyzwaniem. Może jego towarzysze będą je stanowić. Łatwo się atakowało bezbronnych i nieświadomych cywilów, urządzając rzeź zamiast walczyć jak równy z równym. Po takich szumowinach trudno spodziewać się czegoś takiego.
Dostrzegł również nerwowość w ruchach sługusów tego całego Lorda Voldemorta, zdecydowanie działającą na ich niekorzyść. Przewaga liczebna nie zawsze była atutem, tak samo jak zbytnia pewność siebie bywała zgubna.
Poświęcenie się walce nie pozwalało mu na zbytnie zwracanie uwagi na niespodziewaną sojuszniczkę, przelatujące w powietrzu szyldy zakładu krawieckiego i czerwone smugi zaklęć. Tym bardziej, że w tym momencie tamci dwaj mężczyźni skupili na nim swoją uwagę i zaczęli miotać w niego pośpiesznie rzucane zaklęcia, czyniąc z nich prawdziwy grad. To wymusiło na nim przejście do defensywny, posługiwanie się magią niewerbalną tak aby nie tracić cennych sekund na każdorazowe wypowiadanie na głos zaklęcia ochronnego oraz stosowanie częstszych niż dotychczas uników.
Wiązka jednego z wielu mknących ku niemu zaklęć musnęła jego lewe ramię, przecinając rękaw noszonego przez niego ubrania oraz raniąc go w tym miejscu. Mógł poczuć jak wypływająca z rany krew wsiąka w rozdarty materiał. Niezadowolony warknął gardłowo i zaklął szpetnie w myślach. Ryzyko odniesienia rozmaitych obrażeń było wpisane w zawód, którym starał się trudnić pomimo swojej nienajlepszej sytuacji i przejawiania beznadziejnej skłonności do ratowania innych. A to sprawiało, że łatwiej było przejść mu na tym do względnego porządku dziennego. Oby sczeźli.
Trzeci Śmierciożerca nie zdołał sięgnąć kol2ejnym czarem walczącej Olbrzymki, która po uniknięciu tamtego zaklęcia postanowiła wykorzystać otoczenie przeciwko swojemu oponentowi i tuman śniegu uderzył w zamaskowanego czarodzieja. Następstwem tego nie było tylko ograniczenie mu pola widzenia na kilka minut. Oznaczało to, że nie mógł zaatakować kobiety i przez ten czas wydawał się całkowicie bezbronny. Rzucenie przez Olbrzymkę zaklęcia było słuszne. Jako najprawdopodobniej najwyższa osoba na tej ulicy pomimo wznieconej przez siebie małej śnieżycy była w stanie dostrzec obsypywanego białym puchem Śmierciożercę, jednak wiązka tamtego zaklęcia uderzyła w ścianę jednego z budynków zamiast w żywy cel. W czasie, kiedy śnieg opadał, sługa Czarnego Pana próbował stanąć na własnych nogach po tym, jak poślizgnął się na oblodzonym fragmencie ulicy.
Słowa: 380
Dostrzegł również nerwowość w ruchach sługusów tego całego Lorda Voldemorta, zdecydowanie działającą na ich niekorzyść. Przewaga liczebna nie zawsze była atutem, tak samo jak zbytnia pewność siebie bywała zgubna.
Poświęcenie się walce nie pozwalało mu na zbytnie zwracanie uwagi na niespodziewaną sojuszniczkę, przelatujące w powietrzu szyldy zakładu krawieckiego i czerwone smugi zaklęć. Tym bardziej, że w tym momencie tamci dwaj mężczyźni skupili na nim swoją uwagę i zaczęli miotać w niego pośpiesznie rzucane zaklęcia, czyniąc z nich prawdziwy grad. To wymusiło na nim przejście do defensywny, posługiwanie się magią niewerbalną tak aby nie tracić cennych sekund na każdorazowe wypowiadanie na głos zaklęcia ochronnego oraz stosowanie częstszych niż dotychczas uników.
Wiązka jednego z wielu mknących ku niemu zaklęć musnęła jego lewe ramię, przecinając rękaw noszonego przez niego ubrania oraz raniąc go w tym miejscu. Mógł poczuć jak wypływająca z rany krew wsiąka w rozdarty materiał. Niezadowolony warknął gardłowo i zaklął szpetnie w myślach. Ryzyko odniesienia rozmaitych obrażeń było wpisane w zawód, którym starał się trudnić pomimo swojej nienajlepszej sytuacji i przejawiania beznadziejnej skłonności do ratowania innych. A to sprawiało, że łatwiej było przejść mu na tym do względnego porządku dziennego. Oby sczeźli.
Trzeci Śmierciożerca nie zdołał sięgnąć kol2ejnym czarem walczącej Olbrzymki, która po uniknięciu tamtego zaklęcia postanowiła wykorzystać otoczenie przeciwko swojemu oponentowi i tuman śniegu uderzył w zamaskowanego czarodzieja. Następstwem tego nie było tylko ograniczenie mu pola widzenia na kilka minut. Oznaczało to, że nie mógł zaatakować kobiety i przez ten czas wydawał się całkowicie bezbronny. Rzucenie przez Olbrzymkę zaklęcia było słuszne. Jako najprawdopodobniej najwyższa osoba na tej ulicy pomimo wznieconej przez siebie małej śnieżycy była w stanie dostrzec obsypywanego białym puchem Śmierciożercę, jednak wiązka tamtego zaklęcia uderzyła w ścianę jednego z budynków zamiast w żywy cel. W czasie, kiedy śnieg opadał, sługa Czarnego Pana próbował stanąć na własnych nogach po tym, jak poślizgnął się na oblodzonym fragmencie ulicy.
Słowa: 380