11.08.2024, 11:55 ✶
Brenna lubiła opowieści. Lubiła do pewnego stopnia także historie – i może byłaby zafascynowana historią magii, gdyby profesor Binns nie wyleczył jej z tej fascynacji bardzo skutecznie, najdalej na drugim, monotonnym wykładzie na temat buntów goblinów. Czarodziejskie powieści spowszedniały jej szybko, bo miała wrażenie, że w większości są albo nadmiernie moralizatorskie, albo zbyt romantyczne – za to mugole mieli tę przewagę, że było ich więcej, a w efekcie częściej trafiali się osobnicy z niezwykłym talentem literackim. I odkryła to, zgarniając pewnego dnia Drużynę pierścieni z rąk Thomasa, marudząc na braki obrazków i parskając ze zdania na temat elfów – tylko po to, by kolejnego dnia, niewyspana, bo nie zmrużyła oka, domagać się od niego Dwóch wież.
– Nie umiesz pływać? – zdziwiła się Brenna, a potem spojrzała na niego z pewnym współczuciem. – Ojej, to przeprawa przez jezioro na waszym roku musiała być koszmarem, co? Mam nadzieję, że chociaż nie padało. I kałamarnica nie jest niebezpieczna, podobno rok temu wyłowiła jednego pierwszaka, co wpadł do wody podczas tej przeprawy, ale z druzgotkami to już gorzej… i no wiesz… tak jakby… szkoła leży na obrzeżach Zakazanego Lasu. Zakazanego Lasu, do którego czasem posyłają nas na szlabany – powiedziała, machając ręką w stronę ciemnej granicy puszczy, zamieszkanej zarówno przez takie cudowne zwierzęta, jak jednorożce i testrale, jak i niebezpieczne, wielkie pająki oraz błotoryje. – Czasem mam wrażenie, że kiedyś to było celowe, taka selekcja naturalne wśród młodych czarodziei – dodała, ale zaraz powróciła wzrokiem do wody.
Zmarszczyła brwi, a na jej twarzy pojawiło się skupienie, kiedy powierzchnia stała się przezroczysta, a na dnie pojawiła się istota. Brenna pochyliła się, tak że realnie groziło jej wpadnięcie do jeziora, gdy próbowała dostrzec cokolwiek więcej: woda w tym miejscu była na tyle głęboka, a tryton leżał w taki sposób, że w pierwszej chwili nie widziała nic ponad zarysem sylwetki. Ogon z tej perspektywy, pośród cieni rzucanych przez skały, nie był tak widoczny.
Brenna spojrzała w zamyśleniu na swoją różdżką, zastanawiając się przez ułamek sekundy nad rzuceniem leviosy, ale zaraz przypomniała sobie, że gdyby to było miejsce zbrodni, to nie powinno się go naruszać i…
…i wtedy Enzo przybiegł z długim kijem.
– Po… – zaczęła, chcąc bardzo niegryfońsko zasugerować poczekanie, ale nie zdążyła. Długi kij dźgnął trytona w łuski, a ten wyrwany ze snu nie tylko otworzył krągłe, przedziwne oczy, ale poruszył się tez gwałtownie pod wodą.
– Nie umiesz pływać? – zdziwiła się Brenna, a potem spojrzała na niego z pewnym współczuciem. – Ojej, to przeprawa przez jezioro na waszym roku musiała być koszmarem, co? Mam nadzieję, że chociaż nie padało. I kałamarnica nie jest niebezpieczna, podobno rok temu wyłowiła jednego pierwszaka, co wpadł do wody podczas tej przeprawy, ale z druzgotkami to już gorzej… i no wiesz… tak jakby… szkoła leży na obrzeżach Zakazanego Lasu. Zakazanego Lasu, do którego czasem posyłają nas na szlabany – powiedziała, machając ręką w stronę ciemnej granicy puszczy, zamieszkanej zarówno przez takie cudowne zwierzęta, jak jednorożce i testrale, jak i niebezpieczne, wielkie pająki oraz błotoryje. – Czasem mam wrażenie, że kiedyś to było celowe, taka selekcja naturalne wśród młodych czarodziei – dodała, ale zaraz powróciła wzrokiem do wody.
Zmarszczyła brwi, a na jej twarzy pojawiło się skupienie, kiedy powierzchnia stała się przezroczysta, a na dnie pojawiła się istota. Brenna pochyliła się, tak że realnie groziło jej wpadnięcie do jeziora, gdy próbowała dostrzec cokolwiek więcej: woda w tym miejscu była na tyle głęboka, a tryton leżał w taki sposób, że w pierwszej chwili nie widziała nic ponad zarysem sylwetki. Ogon z tej perspektywy, pośród cieni rzucanych przez skały, nie był tak widoczny.
Brenna spojrzała w zamyśleniu na swoją różdżką, zastanawiając się przez ułamek sekundy nad rzuceniem leviosy, ale zaraz przypomniała sobie, że gdyby to było miejsce zbrodni, to nie powinno się go naruszać i…
…i wtedy Enzo przybiegł z długim kijem.
– Po… – zaczęła, chcąc bardzo niegryfońsko zasugerować poczekanie, ale nie zdążyła. Długi kij dźgnął trytona w łuski, a ten wyrwany ze snu nie tylko otworzył krągłe, przedziwne oczy, ale poruszył się tez gwałtownie pod wodą.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.