11.08.2024, 13:42 ✶
– Wybrałam? Kazałam im to rozstrzygnąć w pojedynku na śmierć i życie – odparła Charlotte z kamiennym wyrazem twarzy, i jednocześnie całkowicie zgodnie z prawdą, bo przecież naprawdę napisała Jonathanowi, aby zdecydowali, kto zostanie chrzestnym w zwyczajowy sposób… Podejrzewała, że mogło dojść tam równie dobrze do gorącej dyskusji, gry w papier – kamień – nożyce, jak i niechętnej decyzji, że Selwynowi należy się pierwszeństwo z racji na to, że odegrał szczególną rolę w przedstawieniu pt. Wielka Ucieczka Charlotte Crouch. (Chociaż on z pewnością uważał, że tytuł przedstawienia brzmiał Ślub Jonathana Selwyna.)
– Tak. Była naiwna. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że takie wiedźmy zawsze oszukują. Nigdy nie miała szans zdobyć książęcego serca – stwierdziła Kelly bez śladu współczucia, bo za naiwność zawsze się płaciło. Ta bajka była dla niej prawdziwsza niż cokolwiek innego, bo naiwna księżniczka skończyła tak, jak stałoby się to w prawdziwym życiu.
Księżniczki, których nikt nie uratował, ginęły lub ratowały się same – i w tym drugim przypadku zamieniały się w złe królowe.
– Dawne baśnie, zarówno te mugolskie, jak i czarodziejskie, bywają bardzo brutalne. Miały pokazywać pewne uniwersalne prawdy. Na przykład tę, że świat rzadko bywa miłym miejscem. Pamiętasz chyba tę o włochatym sercu czarodzieja? – spytała, wędrując wzdłuż kolejnych szyb, spoglądając na pływające za nimi okazy, na bogactwo podmorskiej roślinności. Dziewczyna, która poślubiła czarnoksiężnika, wierzyła, że zdoła poruszyć jego serce, przywrócić mu człowieczeństwo: a zamiast tego ten wyrwał jej serce z piersi, licząc, że dzięki niemu wreszcie coś poczuje. – Doskonale, że zdajesz sobie z tego sprawę – powiedziała, posyłając synowi promienny uśmiech, a potem poklepała go lekko po ramieniu. – Nie żebym ja mogła na was narzekać, chociaż wciąż nie rozumiem, dlaczego postanowiłeś pracować dla tych paskudnych goblinów.
Co gorsza w tak niebezpiecznym zawodzie, który będzie wiązał się z koniecznością licznych podróży. Charlotte nie była pewna, co nie podobało się jej bardziej – gobliny w roli zatrudniających (tak, bywała rasistką), czy też stosunkowo duża umieralność klątwołamaczy…
– Wydaje mi się, że możemy wracać na górę – dodała, zerkając na zegarek.
– Tak. Była naiwna. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że takie wiedźmy zawsze oszukują. Nigdy nie miała szans zdobyć książęcego serca – stwierdziła Kelly bez śladu współczucia, bo za naiwność zawsze się płaciło. Ta bajka była dla niej prawdziwsza niż cokolwiek innego, bo naiwna księżniczka skończyła tak, jak stałoby się to w prawdziwym życiu.
Księżniczki, których nikt nie uratował, ginęły lub ratowały się same – i w tym drugim przypadku zamieniały się w złe królowe.
– Dawne baśnie, zarówno te mugolskie, jak i czarodziejskie, bywają bardzo brutalne. Miały pokazywać pewne uniwersalne prawdy. Na przykład tę, że świat rzadko bywa miłym miejscem. Pamiętasz chyba tę o włochatym sercu czarodzieja? – spytała, wędrując wzdłuż kolejnych szyb, spoglądając na pływające za nimi okazy, na bogactwo podmorskiej roślinności. Dziewczyna, która poślubiła czarnoksiężnika, wierzyła, że zdoła poruszyć jego serce, przywrócić mu człowieczeństwo: a zamiast tego ten wyrwał jej serce z piersi, licząc, że dzięki niemu wreszcie coś poczuje. – Doskonale, że zdajesz sobie z tego sprawę – powiedziała, posyłając synowi promienny uśmiech, a potem poklepała go lekko po ramieniu. – Nie żebym ja mogła na was narzekać, chociaż wciąż nie rozumiem, dlaczego postanowiłeś pracować dla tych paskudnych goblinów.
Co gorsza w tak niebezpiecznym zawodzie, który będzie wiązał się z koniecznością licznych podróży. Charlotte nie była pewna, co nie podobało się jej bardziej – gobliny w roli zatrudniających (tak, bywała rasistką), czy też stosunkowo duża umieralność klątwołamaczy…
– Wydaje mi się, że możemy wracać na górę – dodała, zerkając na zegarek.