11.08.2024, 14:01 ✶
– Jest gorzej, dopiero się rozkręca – na jej uwagę odpowiedział z uśmiechem, nawet nie zamierzając w jakikolwiek sposób jej zaprzeczać. Tak samo, jak nie zamierzał zaprzeczać temu, że od samego początku nie podzielał do końca optymizmu przyjaciółki w kwestii tego, by jego krótką wizytę w Little Hangleton zamierzać w jakąś wycieczkę turystyczno-krajoznawczą. Przede wszystkim dlatego, że jakiekolwiek próby zaprzeczania w tym wypadku pozostawałyby zupełnie bezsensowne. I przy okazji bardzo mało wiarygodne – z tym mógłby nie poradzić sobie nawet Terry, choć pewnie miałby jednak pewne opory co do tego, by wprost przyznać, że jego doświadczenie w oszukiwaniu innych nie było wystarczające, by temu sprostać.
– Tak, dokładnie o to… – z rozbawieniem zaczął odpowiadać na jej absurdalną sugestię, jakoby miał podobno wstydzić się pokazywać z nią w wiosce, kiedy – z pewnym opóźnieniem – dotarło do niego, że ze strony Penny nie był to żart. Zamiast więc jakkolwiek dokończyć swoją wypowiedź, po porostu zostawił ją w tym zawieszeniu. Przyjrzał się za to uważniej przyjaciółce, z którą ewidentnie działo się coś niedobrego i nie do końca zrozumiałego. Tłumiąc lekkie ukłucie paniki – towarzyszące chyba nieodmiennie większości ludzi, którym przyszło zmierzyć się z niespodziewanymi łzami całkiem bliskiej osoby – zerknął również ponad ramieniem Penny, w miejsce, od którego zdążyli się już nieco oddalić. Zgodnie z przewidywaniami, nie znalazł tam oczywiście żadnego racjonalnego wyjaśnienia dla obecnego stanu rzeczy.
– Rozmawiałaś z kimś w trakcie tego czytania? – wprawdzie nie oddalał się przecież od niej aż tak bardzo, a nawet jeśli przez dłuższy czas w trakcie zbierania swoich roślin niespecjalnie dbał o to, by mieć oko na przyjaciółkę, dość mało prawdopodobnym wydawało się być to, by ktokolwiek podszedł do niej na krótką pogawędkę, a następnie ulotnił się bez śladu. Mało prawdopodobne nie oznaczało jednak niemożliwe, a stan, w jakim znajdowała się Penny zdecydowanie nie pasował już nie tylko do jej normalnego zachowania, ale też do jakiegoś banalnego przeziębienia.
– Albo bawiłaś się ostatnio jakąś nową biżuterią…? – nie czekając nawet na odpowiedź na swoje poprzednie pytanie, sięgnął do jej ręki, by tę nieco unieść i przyjrzeć się jej w poszukiwaniu wspomnianych, potencjalnie podejrzanych błyskotek.
Przy tym wszystkim nie zwrócił najmniejszej uwagi na ostatnie słowa Penny, najwyraźniej nawet nie biorąc pod uwagę tego, że miałby teraz zostawić ją samą i nie przejmować się nią. Bo przecież nie było wątpliwości co do tego, że coś się z nią działo. Główny problem polegał jednak na tym, że nie miał bladego pojęcia co i jak wobec tego miałby temu zaradzić. Wciąż najrozsądniejszym rozwiązaniem wydawał się być powrót do Londynu, ale niewiele wskazywało na to, że Weasley miałaby ten pogląd podzielać. Trudno też byłoby całkowicie zignorować obawę, że próba teleportowania się z nią dokądkolwiek w tym momencie mogłaby co najwyżej dołożyć im kolejnych problemów. I, tak zupełnie przy okazji, umocnić w Penny niechęć do tej metody przemieszczania się. W tej sytuacji wymruczane przez Terry’ego przekleństwo może i nie było najpiękniejsze, jednak powinno być jak najbardziej uzasadnione.
– Dobra, może jednak przyda ci się coś do picia. Może nawet niekoniecznie ta herbata… – wprawdzie przeszło mu przez myśl, że nie był to wcale najlepszy pomysł – może nawet to, że było mu bardzo daleko nawet do ledwie niezłego pomysłu – jednak postanowił ją całkowicie zignorować. Zamiast tego otoczył Penny ramieniem, zamierzając faktycznie odwiedzić z nią ten nieszczęsny pub. Bo przecież istniało jakieś – bardzo niewielkie, jednak ten fakt można było taktownie przemilczeć – prawdopodobieństwo, że właśnie tam mogłoby znaleźć się sensowne rozwiązanie obecnej sytuacji.
– Tak, dokładnie o to… – z rozbawieniem zaczął odpowiadać na jej absurdalną sugestię, jakoby miał podobno wstydzić się pokazywać z nią w wiosce, kiedy – z pewnym opóźnieniem – dotarło do niego, że ze strony Penny nie był to żart. Zamiast więc jakkolwiek dokończyć swoją wypowiedź, po porostu zostawił ją w tym zawieszeniu. Przyjrzał się za to uważniej przyjaciółce, z którą ewidentnie działo się coś niedobrego i nie do końca zrozumiałego. Tłumiąc lekkie ukłucie paniki – towarzyszące chyba nieodmiennie większości ludzi, którym przyszło zmierzyć się z niespodziewanymi łzami całkiem bliskiej osoby – zerknął również ponad ramieniem Penny, w miejsce, od którego zdążyli się już nieco oddalić. Zgodnie z przewidywaniami, nie znalazł tam oczywiście żadnego racjonalnego wyjaśnienia dla obecnego stanu rzeczy.
– Rozmawiałaś z kimś w trakcie tego czytania? – wprawdzie nie oddalał się przecież od niej aż tak bardzo, a nawet jeśli przez dłuższy czas w trakcie zbierania swoich roślin niespecjalnie dbał o to, by mieć oko na przyjaciółkę, dość mało prawdopodobnym wydawało się być to, by ktokolwiek podszedł do niej na krótką pogawędkę, a następnie ulotnił się bez śladu. Mało prawdopodobne nie oznaczało jednak niemożliwe, a stan, w jakim znajdowała się Penny zdecydowanie nie pasował już nie tylko do jej normalnego zachowania, ale też do jakiegoś banalnego przeziębienia.
– Albo bawiłaś się ostatnio jakąś nową biżuterią…? – nie czekając nawet na odpowiedź na swoje poprzednie pytanie, sięgnął do jej ręki, by tę nieco unieść i przyjrzeć się jej w poszukiwaniu wspomnianych, potencjalnie podejrzanych błyskotek.
Przy tym wszystkim nie zwrócił najmniejszej uwagi na ostatnie słowa Penny, najwyraźniej nawet nie biorąc pod uwagę tego, że miałby teraz zostawić ją samą i nie przejmować się nią. Bo przecież nie było wątpliwości co do tego, że coś się z nią działo. Główny problem polegał jednak na tym, że nie miał bladego pojęcia co i jak wobec tego miałby temu zaradzić. Wciąż najrozsądniejszym rozwiązaniem wydawał się być powrót do Londynu, ale niewiele wskazywało na to, że Weasley miałaby ten pogląd podzielać. Trudno też byłoby całkowicie zignorować obawę, że próba teleportowania się z nią dokądkolwiek w tym momencie mogłaby co najwyżej dołożyć im kolejnych problemów. I, tak zupełnie przy okazji, umocnić w Penny niechęć do tej metody przemieszczania się. W tej sytuacji wymruczane przez Terry’ego przekleństwo może i nie było najpiękniejsze, jednak powinno być jak najbardziej uzasadnione.
– Dobra, może jednak przyda ci się coś do picia. Może nawet niekoniecznie ta herbata… – wprawdzie przeszło mu przez myśl, że nie był to wcale najlepszy pomysł – może nawet to, że było mu bardzo daleko nawet do ledwie niezłego pomysłu – jednak postanowił ją całkowicie zignorować. Zamiast tego otoczył Penny ramieniem, zamierzając faktycznie odwiedzić z nią ten nieszczęsny pub. Bo przecież istniało jakieś – bardzo niewielkie, jednak ten fakt można było taktownie przemilczeć – prawdopodobieństwo, że właśnie tam mogłoby znaleźć się sensowne rozwiązanie obecnej sytuacji.