11.08.2024, 20:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.09.2024, 17:53 przez Roselyn Greengrass.)
Miała ochotę prychnąć i dumnie odpowiedzieć, że nie potrzebuje obrońcy, a w szczególności takiego, bez którego się tu znaleźli. Ale coś jej powiedziało, że w tej sytuacji lepiej było pozwolić mówić młodszemu Borginowi. Być może gdyby znajdowali się na innym terenie, w innym towarzystwie - to by wtedy zdecydowała się mówić. Ale było jak było, więc wygładziła tylko nerwowym ruchem materiał ciemnozielonej spódnicy, przenosząc wzrok z jednego Borgina na drugiego. Marszczyła nosek z niezadowoleniem, ale przynajmniej wiedziała, kiedy się zamknąć. No i po prawdzie nie robiła wielkich sfoszonych min: raz powiedziała, że sobie tego nie życzy, i starczy. Podejrzewała - być może błędnie - że ma przed sobą przynajmniej jednego mężczyznę, który jako tako potrafił słuchać.
Gdy Anthony w końcu powiedział, co leżało mu na wątrobie, Roselyn pożałowała, że nie poprosiła Stanleya o coś mocniejszego. Wzięła głęboki oddech.
- Spadłeś z miotły o raz za dużo? - wyrwało jej się, a wzrok powędrował do Stanleya. Czy szukała u niego ratunku? Czy może chciała wyczuć, że to nie było od początku do końca ukartowane przez oboje braci? Greengrass przełknęła ślinę. Nie zdecydowała się odpowiedzieć na to wcześniejsze stanleyowe "ale" przy jej reputacji, bo po prostu wyleciało jej to teraz z głowy. Tak samo chyba jak i jemu, bo wydawał się kompletnie zaskoczony tą pożal się boże propozycją. - Widzę, że to chyba rodzinne.
Sarknęła, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Ale tylko na chwilę - bo zaraz sięgnęła do torebki po swoje papierosy. Można było zauważyć, że drobne, kościste dłonie Roselyn trzęsą się, gdy odpalała papierosa. Nie śmierdział tak, jak klasyczne pety, ale nie był także pozbawiony zapachu.
- Jeżeli mielibyśmy udawać... - zaczęła, obracając papierosa w dłoniach. Tym razem patrzyła tylko na niego, nie na osoby, które się tu znajdowały. Intensywnie myślała i chociaż szczyciła się tym, że myślenie to jej konik, tak... Teraz w głowie miała pustkę. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że ta propozycja nie brzmiała kusząco. Brzmiała i to bardzo. Ale co powie jej ojciec? Przecież wpadnie w szał! O ile już nie wpadł, przecież unikała go od "zaręczyn". - Nie więcej niż pół roku. Bez czułości. I najpierw musisz wytłumaczyć się mojemu ojcu. I bratu.
Powiedziała w końcu, celując papierosem w Antka. Niedoczekanie jego, że będą sobie spijać z dzióbków podczas każdego możliwego przyjęcia. Następnie Roselyn wyszła, nie czekając na młodszego Borgina. Miała dość tego spotkania, z którego wyniknęło jedynie to, że wdepnęła w jeszcze większe bagno, niż się spodziewała.
Gdy Anthony w końcu powiedział, co leżało mu na wątrobie, Roselyn pożałowała, że nie poprosiła Stanleya o coś mocniejszego. Wzięła głęboki oddech.
- Spadłeś z miotły o raz za dużo? - wyrwało jej się, a wzrok powędrował do Stanleya. Czy szukała u niego ratunku? Czy może chciała wyczuć, że to nie było od początku do końca ukartowane przez oboje braci? Greengrass przełknęła ślinę. Nie zdecydowała się odpowiedzieć na to wcześniejsze stanleyowe "ale" przy jej reputacji, bo po prostu wyleciało jej to teraz z głowy. Tak samo chyba jak i jemu, bo wydawał się kompletnie zaskoczony tą pożal się boże propozycją. - Widzę, że to chyba rodzinne.
Sarknęła, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Ale tylko na chwilę - bo zaraz sięgnęła do torebki po swoje papierosy. Można było zauważyć, że drobne, kościste dłonie Roselyn trzęsą się, gdy odpalała papierosa. Nie śmierdział tak, jak klasyczne pety, ale nie był także pozbawiony zapachu.
- Jeżeli mielibyśmy udawać... - zaczęła, obracając papierosa w dłoniach. Tym razem patrzyła tylko na niego, nie na osoby, które się tu znajdowały. Intensywnie myślała i chociaż szczyciła się tym, że myślenie to jej konik, tak... Teraz w głowie miała pustkę. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że ta propozycja nie brzmiała kusząco. Brzmiała i to bardzo. Ale co powie jej ojciec? Przecież wpadnie w szał! O ile już nie wpadł, przecież unikała go od "zaręczyn". - Nie więcej niż pół roku. Bez czułości. I najpierw musisz wytłumaczyć się mojemu ojcu. I bratu.
Powiedziała w końcu, celując papierosem w Antka. Niedoczekanie jego, że będą sobie spijać z dzióbków podczas każdego możliwego przyjęcia. Następnie Roselyn wyszła, nie czekając na młodszego Borgina. Miała dość tego spotkania, z którego wyniknęło jedynie to, że wdepnęła w jeszcze większe bagno, niż się spodziewała.
Postać opuszcza sesję