12.01.2023, 17:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.01.2023, 17:45 przez Theodore Lovegood.)
Słuchał jej opowieści o świętach w Hogsmeade z nieukrywaną ciekawością, z każdą sekundą coraz bardziej podekscytowany. Brzmiało to jak wydarzenie dla niego, w przeciwieństwie do cichych świąt w szkole. Już postanowił, że każdą wolną chwilę spędzi w miasteczku, co nie wydawało mu się ani trochę dziwne. Skoro miał dobrą alternatywę, to nie było sensu męczyć się w zamku.
- A czy co roku zbierają się kolędnicy? - spytał z żywym zainteresowaniem. Chętnie dołączyłby do grupy śpiewaków, zamiast jeździć na sankach lub szukać znajomości w pubie. Lubił śpiewać, nawet nie najgorzej mu to wychodziło, choć wiadomo – do profesjonalnego piosenkarza trochę mu brakowało.
- Ta, miałaś szczęście, że sędzia niczego nie odgwizdał. Chyba musiał patrzeć się w innym kierunku – Lekki ton oraz uśmiech zdradzał, że nie miał jej niczego za złe. Obstawiał przy swoim z czystej upartości. Zaś gdy wspomniała o wymianie pozycji, uniósł brwi lekko zdziwiony. - Znudziła ci się pozycja ścigającej? Dlaczego by nie celować w rolę szukającej? Losy całej drużyny byłyby na twoich barkach - Jeśli wierzyło się we własne umiejętności, to szukający był idealną pozycją. Od niego niestety zależało w większości przypadków zwycięstwo lub porażka. Nie było ważniejszej osoby na boisku i jeśli szukający wypadał z gry, to cała drużyna mogła praktycznie pożegnać się ze triumfem.
Przekrzywił głowę nie przekonany, czy się z nią zgadza. On był dobrym przykładem osoby, która nie była pewna, co zobaczyłaby w takim zwierciadle. Wszyscy zdawali się wiedzieć, czego chcą od życia. Ten kolega chciał być aurorem, ta znajoma prawniczką jak mama, a jeszcze ktoś inny łamaczem klątw. A Theodore w tym samym czasie chodził na zajęcia, które ani trochę go nie interesowały i był przerażony przyszłością. W świecie magicznym było pełno interesujących, stabilnych posad i ścieżek kariery, ale nie widział ani jednej odpowiedniej dla siebie.
- Wydaje mi się, że nie zostało one stworzone po to, by dowiedzieć się, jakie ma się marzenia, ale żeby ujrzeć, jak by to było, gdyby się spełniły – odparł wymijająco. Nie miał zamiaru opowiadać o swoich wątpliwościach dotyczących życia po Hogwarcie. Pora była na to kiepska, no i nie czuł, że zna ją na tyle dobrze. - Mógłby to być hipnotyzujący widok, zwłaszcza jeśli pragnie się rzeczy, które nie są możliwe – zareklamował lustro, by przekonać ją, że warto go poszukać. Przy okazji przeszło mu głowę pytanie, czy zobaczyłby w odbiciu swoją matkę. Nie był tego pewien.
- A masz później coś lepszego do roboty? - Nie spodobała mu się ta wymówka. Brzmiała jak wstępna odmowa. Nie mógł dopuścić, by blondynka zrezygnowała z planów, które w jego głowie były już ustalone i nie do zmiany. Postanowił trochę przycisnąć Greengrass. - To zajmie tylko chwilę. Skoro Potter dała radę odnaleźć lustro, to nam uda się to w tempie błyskawicy – Nie miał nic przeciwko Potterównie, była całkiem miła i nawet ją lubił, ale sytuacja wymagała, by przedstawić ją jako nieogarniętą, dużo mniej zaradną od ich duetu. Mackenzie była sportowcem, więc prawdopodobnie musiała lubić rywalizację. Theodore przedstawił więc kogoś, kogo musieli pobić, komu musieli pokazać, jak odnajduje się zagubione magiczne zwierciadła.
W sali zaczęli zjawiać się kolejni uczniowie w liczbie bardzo skromnej. Zajmowali miejsca przy stole, niektórzy samotnie, a niektórzy podobnie jak oni rozmawiali ze sobą po cichu. Przez główne wejście do środka weszli również dyrektor oraz jedna z nauczycielek, ale zamiast rozpocząć wieczerzę, stali w pewnym oddaleniu i dyskutowali jeszcze ze sobą.
@Mackenzie Greengrass
- A czy co roku zbierają się kolędnicy? - spytał z żywym zainteresowaniem. Chętnie dołączyłby do grupy śpiewaków, zamiast jeździć na sankach lub szukać znajomości w pubie. Lubił śpiewać, nawet nie najgorzej mu to wychodziło, choć wiadomo – do profesjonalnego piosenkarza trochę mu brakowało.
- Ta, miałaś szczęście, że sędzia niczego nie odgwizdał. Chyba musiał patrzeć się w innym kierunku – Lekki ton oraz uśmiech zdradzał, że nie miał jej niczego za złe. Obstawiał przy swoim z czystej upartości. Zaś gdy wspomniała o wymianie pozycji, uniósł brwi lekko zdziwiony. - Znudziła ci się pozycja ścigającej? Dlaczego by nie celować w rolę szukającej? Losy całej drużyny byłyby na twoich barkach - Jeśli wierzyło się we własne umiejętności, to szukający był idealną pozycją. Od niego niestety zależało w większości przypadków zwycięstwo lub porażka. Nie było ważniejszej osoby na boisku i jeśli szukający wypadał z gry, to cała drużyna mogła praktycznie pożegnać się ze triumfem.
Przekrzywił głowę nie przekonany, czy się z nią zgadza. On był dobrym przykładem osoby, która nie była pewna, co zobaczyłaby w takim zwierciadle. Wszyscy zdawali się wiedzieć, czego chcą od życia. Ten kolega chciał być aurorem, ta znajoma prawniczką jak mama, a jeszcze ktoś inny łamaczem klątw. A Theodore w tym samym czasie chodził na zajęcia, które ani trochę go nie interesowały i był przerażony przyszłością. W świecie magicznym było pełno interesujących, stabilnych posad i ścieżek kariery, ale nie widział ani jednej odpowiedniej dla siebie.
- Wydaje mi się, że nie zostało one stworzone po to, by dowiedzieć się, jakie ma się marzenia, ale żeby ujrzeć, jak by to było, gdyby się spełniły – odparł wymijająco. Nie miał zamiaru opowiadać o swoich wątpliwościach dotyczących życia po Hogwarcie. Pora była na to kiepska, no i nie czuł, że zna ją na tyle dobrze. - Mógłby to być hipnotyzujący widok, zwłaszcza jeśli pragnie się rzeczy, które nie są możliwe – zareklamował lustro, by przekonać ją, że warto go poszukać. Przy okazji przeszło mu głowę pytanie, czy zobaczyłby w odbiciu swoją matkę. Nie był tego pewien.
- A masz później coś lepszego do roboty? - Nie spodobała mu się ta wymówka. Brzmiała jak wstępna odmowa. Nie mógł dopuścić, by blondynka zrezygnowała z planów, które w jego głowie były już ustalone i nie do zmiany. Postanowił trochę przycisnąć Greengrass. - To zajmie tylko chwilę. Skoro Potter dała radę odnaleźć lustro, to nam uda się to w tempie błyskawicy – Nie miał nic przeciwko Potterównie, była całkiem miła i nawet ją lubił, ale sytuacja wymagała, by przedstawić ją jako nieogarniętą, dużo mniej zaradną od ich duetu. Mackenzie była sportowcem, więc prawdopodobnie musiała lubić rywalizację. Theodore przedstawił więc kogoś, kogo musieli pobić, komu musieli pokazać, jak odnajduje się zagubione magiczne zwierciadła.
W sali zaczęli zjawiać się kolejni uczniowie w liczbie bardzo skromnej. Zajmowali miejsca przy stole, niektórzy samotnie, a niektórzy podobnie jak oni rozmawiali ze sobą po cichu. Przez główne wejście do środka weszli również dyrektor oraz jedna z nauczycielek, ale zamiast rozpocząć wieczerzę, stali w pewnym oddaleniu i dyskutowali jeszcze ze sobą.
@Mackenzie Greengrass