11.08.2024, 21:25 ✶
Odwzajemnił pocałunek mężczyzny z cichym pomrukiem, na krótką chwilę opierając dłoń na jego policzku, pomimo ewentualnych sprzeciwów. Skrycie fantazjował o tym, aby jak najszybciej poddać się uśpionym w nich żądzom i pragnieniom; odrzucić zasady, umowy, obietnice na poczet doświadczenia przyjemności, która do niedawna pozostawała jedynie wspomnieniem z egzotycznym wypraw i dusznych nocy spędzonych w ekskluzywnych hotelach rozsianych poza granicami Wielkiej Brytanii.
Czyż nie wystarczyło, że musieli męczyć się z tym uczuciem przez ostatnie tygodnie tylko dlatego, że Erik uparcie odmawiał sobie bliższych kontaktów z Anthonym, aby przypadkiem nie ściągnąć kłopotów na siebie, Norę i Elliotta? Merlin jeden wiedział, ile byliby w stanie wytrzymać w takim impasie, gdyby podczas wizyty w Szpitalu św. Munga rytuał okazałby się dużo trudniejszy do przełamania. A teraz, kiedy mieli to wszystko na wyciągnięcie ręki... Porwanie raz jeszcze odsunęło wspólną noc w czasie.
— Dupek — mruknął słabo, gdy usłyszał kolejne ''groźby'', które padały z ust Shafiqa. Wsunął dłoń w jego włosy, napierając na jego głowę w odpowiednich miejscach, jakby chciał mu w ten sposób zasygnalizować, że ma się przesunąć w określonym kierunku. — Nic tylko... Testy i żądania... Może rano... Dowiem się, że dostałem robotę... Jako twój osobisty ochroniarz, co?
Czy te wszystkie zagrywki słowne wynikały ze stresu? Z tęsknoty za dniami i nocami spędzonymi na przekomarzaniu się, testowaniu własnej wiedzy, moralności, wierzeń i przekonań? A może po prostu inaczej nie umiał? Przez lata wmawiał sobie, że pewne rozdziały można było definitywnie skończyć, a książkę odłożyć na półkę, aby zbierała kurz po kres wieków. A jednak w ostatnich tygodniach stał się ofiarą ludzkiej sprawczości w swoim własnym wykonaniu. Laurence, Anthony... To były tylko dwie osoby, które nagle wróciły do jego życia. Kto wie, co będzie dalej?
— Naprawdę, nie wróci? — Uniósł wymownie brew, a ciężkie westchnienie przerodziło się w głośne parsknięcie. — A już myślałem, że go wezwiesz, żeby mógł sobie na nas razem popatrzeć. Chociaż... Jakby się tak nad tym zastanowić, to lepiej by było go zawołać, kiedy badał cię medyk. To dopiero byłaby scena warta upamiętnienia. — Wykrzywił usta we wrednym uśmiechu. — Miałbyś pamiątkę na przypomnienie tego, jak się kończy nadmierne zwiększanie odległości między nami. Akurat z tego warto by było, żebyś wyciągnął lekcję...
Poprawił się na łóżku, unosząc poduszkę nieco wyżej, nie przestając wodzić dłońmi po ciele Anthony'ego. Potrzebuję cię. Te słowa zadziałały na niego jak płachta na byka. Wbił w Shafiqa niepewne spojrzenie, walcząc z własnymi myślami. Wyzwanie czy wyznanie? Nie chciał, aby ta noc została zapamiętana przez niego, jako pełna strachu i niepewności. Nie chciał, aby ich wspólne wyjście zostało trwałe połączone wydarzeniami z podziemnych sal teatru Selwynów. Nie chciał jednak go też przeciążać, wystawiać jego ciała na kolejną próbę.
— Nigdzie się nie wybieram — odpowiedział w końcu szeptem, naciągając na nich bardziej kołdrę i pozwalając mężczyźnie jak najwygodniej się przy nim ułożyć. — Rano...
Kolejne słowa umknęły ich ospałym umysłom, gdy oboje w końcu odpłynęli do odległej krainy snów - ich ostatnim przystankiem przed następnym porankiem, kiedy to przyjdzie im się zmierzyć z nowymi przeciwnościami losu i zaznać pierwszych promieni słońca w sposób, jaki nie było im dane od bardzo długiego czasu.
Czyż nie wystarczyło, że musieli męczyć się z tym uczuciem przez ostatnie tygodnie tylko dlatego, że Erik uparcie odmawiał sobie bliższych kontaktów z Anthonym, aby przypadkiem nie ściągnąć kłopotów na siebie, Norę i Elliotta? Merlin jeden wiedział, ile byliby w stanie wytrzymać w takim impasie, gdyby podczas wizyty w Szpitalu św. Munga rytuał okazałby się dużo trudniejszy do przełamania. A teraz, kiedy mieli to wszystko na wyciągnięcie ręki... Porwanie raz jeszcze odsunęło wspólną noc w czasie.
— Dupek — mruknął słabo, gdy usłyszał kolejne ''groźby'', które padały z ust Shafiqa. Wsunął dłoń w jego włosy, napierając na jego głowę w odpowiednich miejscach, jakby chciał mu w ten sposób zasygnalizować, że ma się przesunąć w określonym kierunku. — Nic tylko... Testy i żądania... Może rano... Dowiem się, że dostałem robotę... Jako twój osobisty ochroniarz, co?
Czy te wszystkie zagrywki słowne wynikały ze stresu? Z tęsknoty za dniami i nocami spędzonymi na przekomarzaniu się, testowaniu własnej wiedzy, moralności, wierzeń i przekonań? A może po prostu inaczej nie umiał? Przez lata wmawiał sobie, że pewne rozdziały można było definitywnie skończyć, a książkę odłożyć na półkę, aby zbierała kurz po kres wieków. A jednak w ostatnich tygodniach stał się ofiarą ludzkiej sprawczości w swoim własnym wykonaniu. Laurence, Anthony... To były tylko dwie osoby, które nagle wróciły do jego życia. Kto wie, co będzie dalej?
— Naprawdę, nie wróci? — Uniósł wymownie brew, a ciężkie westchnienie przerodziło się w głośne parsknięcie. — A już myślałem, że go wezwiesz, żeby mógł sobie na nas razem popatrzeć. Chociaż... Jakby się tak nad tym zastanowić, to lepiej by było go zawołać, kiedy badał cię medyk. To dopiero byłaby scena warta upamiętnienia. — Wykrzywił usta we wrednym uśmiechu. — Miałbyś pamiątkę na przypomnienie tego, jak się kończy nadmierne zwiększanie odległości między nami. Akurat z tego warto by było, żebyś wyciągnął lekcję...
Poprawił się na łóżku, unosząc poduszkę nieco wyżej, nie przestając wodzić dłońmi po ciele Anthony'ego. Potrzebuję cię. Te słowa zadziałały na niego jak płachta na byka. Wbił w Shafiqa niepewne spojrzenie, walcząc z własnymi myślami. Wyzwanie czy wyznanie? Nie chciał, aby ta noc została zapamiętana przez niego, jako pełna strachu i niepewności. Nie chciał, aby ich wspólne wyjście zostało trwałe połączone wydarzeniami z podziemnych sal teatru Selwynów. Nie chciał jednak go też przeciążać, wystawiać jego ciała na kolejną próbę.
— Nigdzie się nie wybieram — odpowiedział w końcu szeptem, naciągając na nich bardziej kołdrę i pozwalając mężczyźnie jak najwygodniej się przy nim ułożyć. — Rano...
Kolejne słowa umknęły ich ospałym umysłom, gdy oboje w końcu odpłynęli do odległej krainy snów - ich ostatnim przystankiem przed następnym porankiem, kiedy to przyjdzie im się zmierzyć z nowymi przeciwnościami losu i zaznać pierwszych promieni słońca w sposób, jaki nie było im dane od bardzo długiego czasu.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞