Jego życie zatoczyło dziwaczne koło. Kiedy był przydupasem Fontaine, regularnie dostawał zadania polegające na krzywdzeniu innych i robił absolutnie wszystko, aby rozlać jak najmniej krwi niewinnych. Teraz miał przed sobą kogoś winnego. Kogoś, kogo mógł bez problemu zabić, wciskając mu nóż w oczodół tak głęboko, aż przebije się do mózgu i zakończy problem Laurenta raz na zawsze, ale później nasłucha się bardzo niewybrednych epitetów na swój temat. Okej, ciągle po sobie jechał i coraz częściej uważał, że miał rację, sprowadzając się do rangi karalucha, ale... Nawet dureń zorientowałby się, co tutaj zaszło po samym tym, jak byli ubrani. Gorąca opowiastka z nieszczęśliwym zakończeniem.
- Jezu kurwa Chryste...
Prewett prosił go o pomoc, ale częścią tej pomocy nie było zajebanie mu tego wampira na dywanie i ukrycie zwłok. Przynajmniej tak w tym momencie (nie bez powodu) zakładał. Bardzo niechętnie podrzucił nóż i złapał go w locie. Nie zakładał tu nawet przez ułamek sekundy swojej ewentualnej porażki - jeżeli zginie to zginie, albo będzie gryzł piach i nie poczuje już nic, albo spotka się z Laurentem i Cainem w jakiejś gwiezdnej otchłani i tam wreszcie zazna spokoju, o którym nieustannie marzył. Może w tej gwiezdnej otchłani będą mogli przyjąć się nawzajem i te opuszczone teraz bezsilnie, delikatne dłonie, przestaną chwytać się desperacji byle kogo.
Nie mógł go tutaj zabić. Nie było sensu w dźganiu go nożem. Typ będzie się ruszał nawet z połamanymi rękoma. Nie mógł wyrwać mu szczęki, bo narastająca w nim irytacja uczyni to zaklęcie czarnomagicznym i swąd ciemności osiądzie w tym domostwie już permanentnie. Oddychając ciężko, napiął się i rozpoczął od próby przyciągnięcia Laurenta do siebie, żeby móc odstawić go w bezpieczne miejsce.
Widząc swoją porażkę, strzelił karkiem i ponowił tę próbę, całkowicie świadomy tego, że jeżeli mu się to nie powiedzie, porywczość skutecznie przypomni mu, dlaczego musiał mieć tak wiele zasad.
Ostatecznie załamany przejechał dłonią po twarzy i rzucił:
- Przysięgam na wszystko, że to nie jest mój dzień, więc serio, odłóż go i wypierdalaj, bo zaraz zrobię coś tak głupiego, że nie dopiorą dywanu, tylko jeszcze nie wiem z czyjego mózgu.
Najśmieszniejsze było to, że nieszczególnie wyraźnie było widać co Crowa tak bardzo wkurwiło. Mężczyzna czarował bez użycia różdżki i przez cały czas odliczania po prostu stał z bardzo niewyraźnym wyrazem gęby.
- Jezu kurwa Chryste...
Prewett prosił go o pomoc, ale częścią tej pomocy nie było zajebanie mu tego wampira na dywanie i ukrycie zwłok. Przynajmniej tak w tym momencie (nie bez powodu) zakładał. Bardzo niechętnie podrzucił nóż i złapał go w locie. Nie zakładał tu nawet przez ułamek sekundy swojej ewentualnej porażki - jeżeli zginie to zginie, albo będzie gryzł piach i nie poczuje już nic, albo spotka się z Laurentem i Cainem w jakiejś gwiezdnej otchłani i tam wreszcie zazna spokoju, o którym nieustannie marzył. Może w tej gwiezdnej otchłani będą mogli przyjąć się nawzajem i te opuszczone teraz bezsilnie, delikatne dłonie, przestaną chwytać się desperacji byle kogo.
Nie mógł go tutaj zabić. Nie było sensu w dźganiu go nożem. Typ będzie się ruszał nawet z połamanymi rękoma. Nie mógł wyrwać mu szczęki, bo narastająca w nim irytacja uczyni to zaklęcie czarnomagicznym i swąd ciemności osiądzie w tym domostwie już permanentnie. Oddychając ciężko, napiął się i rozpoczął od próby przyciągnięcia Laurenta do siebie, żeby móc odstawić go w bezpieczne miejsce.
Rzut Z 1d100 - 28
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Widząc swoją porażkę, strzelił karkiem i ponowił tę próbę, całkowicie świadomy tego, że jeżeli mu się to nie powiedzie, porywczość skutecznie przypomni mu, dlaczego musiał mieć tak wiele zasad.
Rzut Z 1d100 - 17
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Ostatecznie załamany przejechał dłonią po twarzy i rzucił:
- Przysięgam na wszystko, że to nie jest mój dzień, więc serio, odłóż go i wypierdalaj, bo zaraz zrobię coś tak głupiego, że nie dopiorą dywanu, tylko jeszcze nie wiem z czyjego mózgu.
Najśmieszniejsze było to, że nieszczególnie wyraźnie było widać co Crowa tak bardzo wkurwiło. Mężczyzna czarował bez użycia różdżki i przez cały czas odliczania po prostu stał z bardzo niewyraźnym wyrazem gęby.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.