11.08.2024, 22:03 ✶
- Utkaj się - odpowiedział Nickowi, któremu wepchnął kolbę kukurydzy (nadgryzioną przez siebie, oczywiście), prosto do ust. - Stanął nam na drodze do walki z wszelkim złem tego świata, więc musimy go usunąć. A co, boisz się że nie trafisz?
Sięgnął po kolejną kolbę, tym razem z zamiarem zjedzenia jej w całości. Wcześniej jednak posłał bratu ten przepiękny uśmiech. Jeden z tych typowych dla ludzi, którzy dopiero co żarli kukurydzę. Pełen jej ziaren między zębami.
- Jim, brakowało nam ciebie - go również obdarzył tym pięknym uśmiechem. W zasadzie to zamierzał tak się szczerzyć do każdego, póki ktoś albo nie zwróci uwagi na to, że miał nowe życie między zębami, albo mu po prostu nie jebnie, bo czemu nie. - Na siura matki, Flynn, musisz to palić? Śmierdzi gorzej niż kadzielnica. A czytałem ostatnio, że szkodzi na głos. Co zrobimy bez twojego głosu?
Mruknął w stronę Flynna, zezując na niego znad jedzenia. Nie osądzał - każdy wiedział, że woń papierosów mu nie przeszkadzała, ale fakt faktem, że w połączeniu z dziwną kadzielnicą Jima nagle zrobiło się w przyczepie duszno. BYĆ MOŻE wpływał na to też fakt, że było ich tu od chuja i jeszcze troszkę, ale no - w każdym razie zaraz się ukiszą we wspaniałej woni szlugów, zielska, kukurydzy i męskiego potu. Bo kobiety nie śmierdziały, tak samo jak nie srały.
- Też tak myślę - trochę spochmurniał, gdy Fiery zwróciła uwagę na fakt, że lepiej będzie jak zostanie. Ale w sumie sam to zaproponował. Tylko... Cholernie szkoda mu było tego, że inni będą się bawić, a on nie. Felix naprawdę lubił się bawić, ale nie miał zamiaru farbować włosów czy brudzić ryjca, byleby tylko pojawić się na Lammas. Raz już tego spróbował i gówno to dało, bo trafił na kogoś, z kim wcale nawet tak dobrze się nie trzymał, a go rozpoznał. Młody Bell westchnął, na chwilę przerywając swój żerczy taniec z kukurydzą. - Nawet jak się przybrudziłem ostatnio, to... Alex, wszystko okej?
Drgnął, gdy Alex zaczął krzyczeć. On - paradoksalnie - nie lubił krzyków. Owszem, lubił jak było głośno, lubił zamieszanie, ale nie gdy ktoś tak darł ryja i to z taką pretensją. Uśmiechnął się znowu - czy to był jego urok, czy to może zioło Jima?
- Nie krzycz tyle, bo i ty stracisz głos. I kogo będziemy słuchać, jak te baranki boże? - zarechotał, bo przecież to był DOSKONAŁY ŻART. Najlepszy, jaki powiedział kiedykolwiek. Nie byłby tak śmieszny, gdyby Jima nie było obok, ale że był...
Sięgnął po kolejną kolbę, tym razem z zamiarem zjedzenia jej w całości. Wcześniej jednak posłał bratu ten przepiękny uśmiech. Jeden z tych typowych dla ludzi, którzy dopiero co żarli kukurydzę. Pełen jej ziaren między zębami.
- Jim, brakowało nam ciebie - go również obdarzył tym pięknym uśmiechem. W zasadzie to zamierzał tak się szczerzyć do każdego, póki ktoś albo nie zwróci uwagi na to, że miał nowe życie między zębami, albo mu po prostu nie jebnie, bo czemu nie. - Na siura matki, Flynn, musisz to palić? Śmierdzi gorzej niż kadzielnica. A czytałem ostatnio, że szkodzi na głos. Co zrobimy bez twojego głosu?
Mruknął w stronę Flynna, zezując na niego znad jedzenia. Nie osądzał - każdy wiedział, że woń papierosów mu nie przeszkadzała, ale fakt faktem, że w połączeniu z dziwną kadzielnicą Jima nagle zrobiło się w przyczepie duszno. BYĆ MOŻE wpływał na to też fakt, że było ich tu od chuja i jeszcze troszkę, ale no - w każdym razie zaraz się ukiszą we wspaniałej woni szlugów, zielska, kukurydzy i męskiego potu. Bo kobiety nie śmierdziały, tak samo jak nie srały.
- Też tak myślę - trochę spochmurniał, gdy Fiery zwróciła uwagę na fakt, że lepiej będzie jak zostanie. Ale w sumie sam to zaproponował. Tylko... Cholernie szkoda mu było tego, że inni będą się bawić, a on nie. Felix naprawdę lubił się bawić, ale nie miał zamiaru farbować włosów czy brudzić ryjca, byleby tylko pojawić się na Lammas. Raz już tego spróbował i gówno to dało, bo trafił na kogoś, z kim wcale nawet tak dobrze się nie trzymał, a go rozpoznał. Młody Bell westchnął, na chwilę przerywając swój żerczy taniec z kukurydzą. - Nawet jak się przybrudziłem ostatnio, to... Alex, wszystko okej?
Drgnął, gdy Alex zaczął krzyczeć. On - paradoksalnie - nie lubił krzyków. Owszem, lubił jak było głośno, lubił zamieszanie, ale nie gdy ktoś tak darł ryja i to z taką pretensją. Uśmiechnął się znowu - czy to był jego urok, czy to może zioło Jima?
- Nie krzycz tyle, bo i ty stracisz głos. I kogo będziemy słuchać, jak te baranki boże? - zarechotał, bo przecież to był DOSKONAŁY ŻART. Najlepszy, jaki powiedział kiedykolwiek. Nie byłby tak śmieszny, gdyby Jima nie było obok, ale że był...