12.08.2024, 02:33 ✶
- Całkiem dobrze - odpowiedział, zerkając na niego uważnie. Wciąż wydawał się mieć, może nie tyle że za dużo, ale nieco więcej energii niż zwykle. Cokolwiek wpakowali w te śmieszne, rozdawane na ładne oczy muszelki, najwyraźniej robiło robotę i Prewett był o wiele chętniejszy do... w sumie wszystkiego, co normalnie nadwyrężałoby jego delikatne zdrowie. Nie zmieniało to oczywiście tego, że wyglądał niczym śmierć na chorągwi. Atreus trochę na te swoją własną muszlę nie zwracał uwagi, bo ta spoczywała bezpiecznie w jego kieszeni, to po pierwsze, a po drugie zdawała się w ogóle nie działać. Podbijała cechy i tak u niego silnie zakorzenione i prawdę powiedziawszy - nie potrzebował jej by rzucić Heather wyzwanie, tak samo jak i drażnić Camerona. Pewnie gdyby tylko była okazja, to zrobiłby coś jeszcze głupszego.
- Ehe. Prędzej limbo zamarznie niż Mildred będzie sympatyczna - prychnął, jakby samą tą ideą absolutnie oburzony. Moody nie bywała miła, a nawet jeśli to kiedy tak patrzył na jej poszarzałą, mglistą aurę, miał wrażenie że nie robiła tego ze szczerych chęci czy sympatii co ze zwykłej konieczności. Kto niby przejmowałby się kimś takim jak ona, gdyby od czasu do czasu się nie uśmiechnęła? Nic nie przeszkadzało mu w wygłaszaniu takich osądów, a już w szczególności to, że jej zwyczajnie nie znał. Nigdy, ale to nigdy nie dane mu było dokopać się do tej prawdziwiej Millie o której mógł mówić Basilius, bo nawet jeśli był w stanie zobaczyć jej aurę, rozbłyskającą łagodnie pod wpływem tych pozytywnych emocji, to przy nim niekoniecznie pokrywały się z tym co mówiła.
- Wypraszam sobie! - wyprostował się nieco, bo co to za bzdury w ogóle Prewett mu tutaj wciskał. Ale zaraz głowa nadążyła w pełni za słowami, które kuzyn do niego wypowiedział. No tak, wesele Blacka. Czyli inaczej seria niefortunnych zdarzeń, włączając w to drinki doprawiane radośnie amortencją. Atreus skrzywił się wyraźnie, zaraz po tym jak wreszcie zrozumiał do czego dokładnie pił Basilius. - Nawet przeklęta amortencja i najładniejsza sukienka nie zmienią mojego zdania o niej. Tak, amortencja. O tym już nie słyszałeś? Że Black albo okazał się absolutnym klaunem albo ktoś zrobił mu przykry żart i doprawiał drinki na mało przyjemne sposoby?
- Ehe. Prędzej limbo zamarznie niż Mildred będzie sympatyczna - prychnął, jakby samą tą ideą absolutnie oburzony. Moody nie bywała miła, a nawet jeśli to kiedy tak patrzył na jej poszarzałą, mglistą aurę, miał wrażenie że nie robiła tego ze szczerych chęci czy sympatii co ze zwykłej konieczności. Kto niby przejmowałby się kimś takim jak ona, gdyby od czasu do czasu się nie uśmiechnęła? Nic nie przeszkadzało mu w wygłaszaniu takich osądów, a już w szczególności to, że jej zwyczajnie nie znał. Nigdy, ale to nigdy nie dane mu było dokopać się do tej prawdziwiej Millie o której mógł mówić Basilius, bo nawet jeśli był w stanie zobaczyć jej aurę, rozbłyskającą łagodnie pod wpływem tych pozytywnych emocji, to przy nim niekoniecznie pokrywały się z tym co mówiła.
- Wypraszam sobie! - wyprostował się nieco, bo co to za bzdury w ogóle Prewett mu tutaj wciskał. Ale zaraz głowa nadążyła w pełni za słowami, które kuzyn do niego wypowiedział. No tak, wesele Blacka. Czyli inaczej seria niefortunnych zdarzeń, włączając w to drinki doprawiane radośnie amortencją. Atreus skrzywił się wyraźnie, zaraz po tym jak wreszcie zrozumiał do czego dokładnie pił Basilius. - Nawet przeklęta amortencja i najładniejsza sukienka nie zmienią mojego zdania o niej. Tak, amortencja. O tym już nie słyszałeś? Że Black albo okazał się absolutnym klaunem albo ktoś zrobił mu przykry żart i doprawiał drinki na mało przyjemne sposoby?