12.08.2024, 05:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2025, 14:40 przez Atreus Bulstrode.)
Atreus posłusznie i jakże pośpiesznie zamknął drzwi, bo wcale nie chciał żeby im się tutaj napatoczyła zaraz jakaś namolna sekretarka czy inny stażysta, wysłany przez siły wyższe na przeszpiegi. Żeby nie było, rozumiał zainteresowanie - lwia część ministerialnych zajęć wydawała mu się nudna jak flaki z olejem i każdy szukał chociaż odrobiny ekscytacji w tym ponurym, urzędniczym życiu. Wszelkie wolne, chorobowe czy wakacje, nawet jeśli cudze, albo nawet może w szczególności, dawały nadzieję na polepszenie sobie dnia, albo chociaż nabicie ploteczkami godzin pracy.
- Kto by pomyślał, że jesteś tak popularna - parsknął mimo wszystko, dla zasady chyba tylko poddając w wątpliwość to, jak faktycznie ktoś mógł się interesować jej osobą i przed chwilą skończonymi wakacjami.
Troszkę jej tego własnego gabinetu zazdrościł. Ustawione obok siebie biurka Brygady Uderzeń czy Aurorów jakoś nigdy do niego nie przemawiały. No, może poza momentami kiedy dzięki temu był w stanie strategicznie zsunąć swoje raporty na blat Oriona, tym samym odejmując sobie roboty i związanych z nią bolączek. Mógł łazić po najgorszych kanałach, kiedy zajmował się sprawą, ale papierkowa robota? Koszmar.
- Możesz jej nie mówić, pozwalam... - kąciki ust drgnęły w lekkim, nieco złośliwym uśmieszku. Bo przecież czego oczy nie widziały, tego sercu żal nie było. Pani naczelna wizengamotu z pewnością była na tyle zajęta, że nawet nie zwróciłaby większej uwagi na parę zaginionych w akcji teczek. - Bez sensu, gdybym zamienił teściową w cukierniczkę, to pozwoliłbym ją zabrać byłej żonie przy rozwodzie. Byłoby to absurdalnie zabawne, gdyby potem używała swojej własnej matki, albo lepiej - wyrzuciła ją w końcu na śmietnik - uśmiechnął się kpiąco, doceniając swój własny żarcik. - Czarnoksiężników? A co, sprawy transmutowanych cukierniczek cię nie bawią? Mam dla ciebie przykrą wiadomość - nic wielkiego się nie działo ostatnio. Ale jutro jest wspaniały pojedynek o honor Loretty Lestrange, kojarzysz?
- Kto by pomyślał, że jesteś tak popularna - parsknął mimo wszystko, dla zasady chyba tylko poddając w wątpliwość to, jak faktycznie ktoś mógł się interesować jej osobą i przed chwilą skończonymi wakacjami.
Troszkę jej tego własnego gabinetu zazdrościł. Ustawione obok siebie biurka Brygady Uderzeń czy Aurorów jakoś nigdy do niego nie przemawiały. No, może poza momentami kiedy dzięki temu był w stanie strategicznie zsunąć swoje raporty na blat Oriona, tym samym odejmując sobie roboty i związanych z nią bolączek. Mógł łazić po najgorszych kanałach, kiedy zajmował się sprawą, ale papierkowa robota? Koszmar.
- Możesz jej nie mówić, pozwalam... - kąciki ust drgnęły w lekkim, nieco złośliwym uśmieszku. Bo przecież czego oczy nie widziały, tego sercu żal nie było. Pani naczelna wizengamotu z pewnością była na tyle zajęta, że nawet nie zwróciłaby większej uwagi na parę zaginionych w akcji teczek. - Bez sensu, gdybym zamienił teściową w cukierniczkę, to pozwoliłbym ją zabrać byłej żonie przy rozwodzie. Byłoby to absurdalnie zabawne, gdyby potem używała swojej własnej matki, albo lepiej - wyrzuciła ją w końcu na śmietnik - uśmiechnął się kpiąco, doceniając swój własny żarcik. - Czarnoksiężników? A co, sprawy transmutowanych cukierniczek cię nie bawią? Mam dla ciebie przykrą wiadomość - nic wielkiego się nie działo ostatnio. Ale jutro jest wspaniały pojedynek o honor Loretty Lestrange, kojarzysz?